Rosja – a może ci słynni turyści, albo „lokalne jednostki samoobrony” – wjechała między miasta, między ludzi do tej pory koegzystujących w ramach jednego kraju, zostawiając bolesną i wciąż krwawiącą ranę. A jednak, goście w kominiarkach i mundurach grasujący po ulicach we wschodniej części kraju nie mogą powstrzymać ultrasów. Hasło doskonale znane z flag, najczęściej adresowane do przedstawicieli rządu, policji czy piłkarskich działaczy tydzień temu nabrało nowego znaczenia. „You can´t stop ultras” – krzyknęli kibice Szachtara Donieck i Dynama Kijów, prezentując wspólnie poniższą oprawę.

Wojna kibolska, czyli od Euromajdanu po Krym

Wielka, wymowna, symboliczna. Ukraina z Donieckiem po prawej i Kijowem po lewej stronie, zjednoczonymi i gotowymi do wspólnej walki. To bodajże najbardziej spektakularny spośród wszystkich dotychczasowych gestów kibiców na Ukrainie, ale nie pierwszy i z pewnością nie ostatni, a nade wszystko – nie do końca oddający mnogość opinii, poglądów i różnic, które składają się na niesłychanie złożony ukraiński kocioł. Jak więc kibice reagowali na wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy? Którzy kibice? Gdzie, kiedy i w jaki sposób?

Na początku był chaos…

W jednej z fenomenalnych korespondencji Pawła Reszki z Krymu, dziennikarz zaprezentował rozmowę dwóch starszych kobiet napotkanych w spornym rejonie przed niesławnym referendum. To była pełna pasji kłótnia rosyjskiej staruszki z jej tatarską – kto wie, może i rówieśniczką. Obie związane ze swoim miasteczkiem, obie znające każdy kąt miasta, obie z korzeniami w tym przedziwnym miejscu. Obie z pretensjami: to mój dom, nasz dom. I przekomarzania, tu jest Rosja? Nie, Rosjanie, jedźcie do Rosji. Z drugiej strony riposta, jestem tu od ponad pół wieku. Całość możecie znaleźć w tym miejscu. Czemu od tego należy zacząć całe przedstawienie stosunku kibiców do ukraińsko-rosyjskiego konfliktu? Cóż, esencja zawiera się właśnie w tej przypadkowej konfrontacji Rosjanki z tatarską mieszkanką Biełogorska.

Tygiel? Kocioł? Supeł z trzech sznurów? Jakkolwiek określić sytuację na Ukrainie – nie da się ukryć, kolory mieszają się tam ze sobą, ludzie różnych narodowości żyjący w sąsiedztwie od lat, nagle przypominają sobie o polityce, o globalnych uwarunkowaniach, o tym, do której „dużej” należy ich „mała ojczyzna”. Widać to było już w czasie Euromajdanu.

To właśnie wówczas, na ulicy Hruszewskiego, tuż obok ich świątyni, stadionu Dynama Kijów, najwierniejsi kibice tego klubu stoczyli najbardziej zaciekłe boje z Berkutem. Cała stolica stanęła wówczas do walki na swoim najsłynniejszym placu, a kibiców o najróżniejszych pobudkach – od oddanych patriotów, umiarkowanych euroentuzjastów, przez fanatycznych nacjonalistów, banderowców, aż po zwyczajnych miłośników zadym – nie mogło w tym miejscu zabraknąć. Udział ultrasów z całego Kijowa był oczywisty. Spojrzenia zaczęto jednak kierować na wschód – w kierunku Charkowa, Doniecka czy słabszych kibicowsko klubów z Krymu. Pierwsze silne sygnały w świat posłano właśnie z Donbasu.

Najpierw kibice Szachtara wydali oświadczenie – dołączanie do „tituszek” czyli najemnych pałkarzy obecnej władzy będzie odpowiednio nagradzane. Fotografie kibiców, którzy wynajęli swoją siłę i umiejętności bojowe obalanemu w Kijowie reżimowi zaczęły okrywać „ściany hańby” – zestawienia „zdrajców”, którzy przestali być mile widziani na swoich stadionach. Potem wkroczyły bardziej radykalne rozwiązania – najpierw mówiło się o próbach zatrzymania wyjeżdżających w stronę Kijowa autokarów z milicją, później o otwartym wsparciu podczas zamieszek na Majdanie. Naturalnie w gąszczu informacji ciężko było o weryfikację każdego newsa przekazywanego często poprzez internetowa fora czy wręcz pocztą pantoflową. Faktem jednak pozostaje otwarte wsparcie kibiców Szachtara Donieck. A skoro już na samym początku kibice ze wschodu przyłączyli się do swoich śmiertelnych wrogów z zachodu… Cóż, maszyna ruszyła, choć przecież nie było to wcale takie oczywiste.

Dlaczego? Cóż, na długo przed pierwszymi protestami nastroje były różne. Gdy jedni (Karpaty Lwów) prezentowali taki transparent…


Lepiej położyć się do trumny, niż pod Moskwę

…drudzy (Czornomorec Odessa) wywieszali rosyjskie flagi, również te imperialne.

A solidarność była przecież potrzebna od zaraz. W Kijowie bowiem kibice Dynamo (rękawiczki…) działali już na pełnych obrotach…

Zawieszenie broni i… herojom sława

Im dramatyczniej wyglądała sytuacja na Majdanie, tym bardziej zjednoczone stawało się środowisko kibicowskie. Motywy co prawda nie były jednolite – wręcz przeciwnie, niektórzy zwracali uwagę, że choć „Euromajdan” i euroentuzjazm to nie ich bajka, stanięcie w obronie rodaków pałowanych przez Berkut jest powinnością i obowiązkiem każdego kibica. Po odezwach, by ignorować propozycje dołączenia do „tituszek”, przyszedł czas na kolejne działania.

Dnipro Dniepropietrowsk powtórzyło wyczyn Szachtara i zaatakowało autokary wyjeżdżające w stronę Kijowa. Wołyń Łuck wziął udział w marszu poparcia dla protestujących w stolicy. Szachtar pojechał do samego Kijowa. Wreszcie ultrasi kilkunastu ekip ogłosili zawieszenie broni i rozejm na czas rozruchów w całym kraju.


Zakrwawiony kogut – parodia „berkuta” czyli orła

Wśród podpisanych? Tawrija Symferopol i PFK Sewastopol z Krymu, doniecki Szachtar oraz charkowski Metalist, nie wspominając o tak oczywistych ekipach jak Dynamo Kijów, pod którego stadionem trwały wówczas największe burdy czy Karpaty Lwów. Co więcej, za słowami poszły czyny. Wspominany już wcześniej Kadyr z forum kibiców Legii Warszawa wrzucił ten film z kibicami Szachtara na Euromajdanie. Oczywiście jak zwykle, kij ma dwie strony. Wprawdzie Donieck nie poparł Putina i Rosji (czego obawiano się na starcie), ale okrzyki „herojom sława” nie pozostawiają wątpliwości, że z polskiej perspektywy nie są to krystalicznie czyste anioły walczące o przyłączenie Ukrainy do Europy.

Nie ma co ukrywać, że klimaty UPA, Bandery i skrajnego nacjonalizmu są wśród ukraińskich kibiców obecne od lat. W tak ekstremalnej sytuacji, w dodatku w obliczu coraz bardziej cuchnących rozmów wodzów opozycji z dotychczasowym reżimem – uaktywniły się silniej, niż na piłkarskich stadionach w trakcie ligowych rozgrywek. Co prawda korespondenci przekonywali, że cześć dla ludobójców odpowiedzialnych z rzeź wołyńską to albo uczucie mocno nieświadome i powierzchowne, albo skrajne i dotyczące nielicznej garstki Ukraińców. Tak czy owak – kolejny kolor w tym wielobarwnym kalejdoskopie odhaczył się na liście barw kibolskich reakcji na Euromajdan…

Gra w cieniu morderstw

Druga połowa lutego, według wielu protestujący przetrwali już to, co najgorsze. Przetrwali próby rozgonienia, przetrwali mrozy, przetrwali pierwsze symptomy zrezygnowania, frustracji i marazmu. Przetrwali, bo mieli tyle sił, a może przetrwali, bo zwyczajnie nie mieli już dokąd wrócić? Tak czy owak, każdy, kto czekał na pozytywne rozwiązania przeżył szok. Okazało się bowiem, że władze nie powiedziała ostatniego słowa. Jeszcze raz polała się krew, tym razem nie z ran ciętych i kłutych. Kijów sterroryzowali snajperzy, ofiary zaczęto liczyć w dziesiątkach. Wojna domowa? Rewolucja? Jakkolwiek nazwać to, co działo się wówczas w Kijowie – kibice stracili ochotę na jakiekolwiek manifesty. Ginęli ich koledzy, bracia, rodacy, kumple. Kibole Dnipra wystosowali komunikat, że bojkotują swój mecz w ramach Ligi Europy, pozostałe drużyny musiały ze względów bezpieczeństwa grać swoje mecze na Cyprze, naturalnie bez kibiców pochłoniętych walką z reżimem.

Tam, gdzie fanatycy decydują się mimo wszystko wejść na trybuny – dominują przyśpiewki dotyczące Wiktora Janukowycza, transparenty mieszające z błotem Berkut, władze centralne i wszystkich odpowiedzialnych za śmierć protestujących na Majdanie. Start ligi w wyznaczonym terminie staje się coraz mniej prawdopodobny…

Zwycięstwo i… nowe problemy

Mijały kolejne dni i kibice, a i ogółem Ukraińcy mogli zaczynać czuć się zwycięzcami całej batalii. Jankowycz zwiał, zostawiając swój prześliczny pałac z topornym złoto-platynowym lansem, opozycja rozpoczynała plany odbudowy, kibice zdążyli przy okazji uwolnić rodzinę Pawliczenko (dwaj mężczyźni, ojciec i syn, ultras Dynama, wrobieni w morderstwo, którzy według fanatyków z całej Ukrainy zostali osądzeni z uwagi na niewygodną władzy walkę z zagranicznym inwestorem; transparenty z poparciem dla rodziny gościły na wielu tamtejszych stadionach). Nieliczne incydenty, jak ten poniżej, w Doniecku należały raczej do rzadkości, a na Ukrainie – według relacji wszystkich obecnych na Majdanie – czuć było wyjątkową solidarność i upór w budowie nowego, tym razem już własnego państwa.

W dobrych nastrojach odbył się również mecz ultrasów Dynama Kijów i Szachtara Donieck, rozegrany w wyniku przełożenia pierwszych wiosennych kolejek ukraińskiej Premier Liha. Były transparenty o wolności dla Ukrainy, były antyrosyjskie i antysystemowe śpiewy oraz bieganie w dresach po murawie. Całość doskonale puentowało kilka słów od przebywającego wreszcie na wolności ultrasa Dynama, Siergieja Pawliczenki.

Nad głowami Ukraińców wisiał już jednak kolejny problem. Krym.

Świat się dowiedział

Zanim jednak przejdziemy do wydarzeń marcowych, do Sewastopola, Symferopola i konsternacji w wyniku zuchwałych działań Rosji, reakcje kibiców na świecie, którzy od początku całej ukraińskiej zawieruchy aktywnie zabierali głos – czy to wspierając „Euromajdan”, czy to wytykając Ukraińcom pęd do świata zachodu, który wcale nie jest tak piękny, jak mogłoby się wydawać podczas wysłuchiwania kolejnych przemówień brukselskich polityków. Pierwszy strzał? Crvena Zvezda Belgrad.

Kibice klubu ze stolicy Serbii zwrócili się już w styczniu do „ukraińskich braci” – gdy wy przelewacie krew, diabły z zachodu śmieją się i zacierają ręce. Transparenty i opinie w tym samym klimacie panslawizmu i zjednoczenia „braci z Ukrainy, Rosji i Serbii” dominowały w całym kraju. A kilkanaście tygodni później, na meczu koszykówki, Zvezda poszła o jeszcze jeden krok dalej.

Podobnych manifestacji w Serbii nie brakowało. Tutaj bowiem wkradał się kolejny (który to już!) wątek – traktowanie aneksji Krymu jako sytuacji analogicznej do pozbawienia Serbii jej serca – Kosowa. Jeśli Kosowo jest albańskie, czy autonomiczne – czemu Krym ma nie być rosyjski? A jeśli Krym jest ukraiński i właśnie taką interpretację mapy popiera szeroko pojęty zachód – czemu wcześniej przyczynił się do oderwania od Serbii istotnej części tego państwa? Pytania się mnożyły, wyznaczając jednocześnie stosunek – do Ukraińców, do Euromajdanu, do całego rejonu ze spornym Krymem na czele.

Dochodzi i do sytuacji dość… oryginalnych. Na stadionie Zenitu Sankt Petersburg, na jednym meczu, po dwóch stronach tej samej trybuny zagościły dwa transparenty, które dla polskich kibiców przetłumaczył Kadyr z forum kibiców Legii Warszawa. Treść? „Jeszcze nie zginęła Ukraina!” oraz „Włączyć Krym w mistrzostwa Rosji”. Przez kilkanaście kolejnych dni trwał konflikt między kibicami – wspierać imperialną politykę Rosji, czy raczej solidaryzować się z Ukraińcami, którzy poglądy mają przecież zbliżone do kolegów ze Wschodu. Wygrała – co raczej nietrudno odgadnąć – opcja imperialna… Z drugiej strony, na derbach Moskwy z sektorów CSKA słychać banderowskie okrzyki: „sława Ukrainie”. Potem dementi – nie, jednak nie, jednak tego nie krzyczymy/nie krzyczeliśmy, a już na pewno krzyczeć nie będziemy.

Pomieszanie z poplątaniem? A to dopiero początek.

Na drugim biegunie, niż Serbowie i Rosjanie znaleźli się Czesi, Białorusini i… Hiszpanie . W tych trzech państwach kibice zdobyli się na otwarte deklaracje. U południowych sąsiadów oraz w Hiszpanii naturalnie (i niestety) nie tylko z udziałem ukraińskich, niebiesko-żółtych flag, ale i czerwono-czarnej symboliki Bandery…


Banik Ostrawa


Real Madryt

W Polsce kibice mieli o wiele prostsze zadanie, niż w innych państwach. Walka z systemem, antykomunizm i parcie na zachód przy jednoczesnej nienawiści do Rosji warunkowały życzliwość, czerwono-czarne barwy przypominające rzeź wołyńską – blokowały przerodzenie się życzliwości w szerokie gesty i ukłony dla braci z południa.

Krym Story: Putin? Paszoł na chuj

Po Euromajdanie (wczoraj zniknęły ponoć ostatnie barykady), Ukraina stanęła przed kolejnym wyzwaniem. Pierwsze decyzje nowej władzy nie do końca przypadły do gustu Rosjanom. Nie wnikając w polityczne szczegóły – Putin stwierdził, że jedynym sposobem na „ochronę interesów mniejszości rosyjskiej na Ukrainie” będzie obecność jego żołnierzy. Co prawda bardzo długo Rosja twierdziła, że „zielone ludziki” na Krymie i wschodzie Ukrainy to tylko „turyści” oraz „lokalna społeczność organizująca się w oddziały samoobrony”, ale dziś nawet sam Władimir Putin nie zaprzecza – Rosja znalazła się na „gorących obszarach” w kominiarkach i z karabinami maszynowymi.

Reakcja kibiców mogła być tylko jedna. Jako jedni z pierwszych wyartykułowali ją kibice Dnipra Dniepropietrowsk.

„Putin, paszoł na chuj”, plus transparent dla tych, którzy zginęli na Majdanie. Dalej poszło już sprawnie: opóźniony o dwa tygodnie start ligi zbiegł się z referendum krymskim i wszystkimi „imprezami towarzyszącymi” z wiecami prorosyjskimi na czele. Klimat wśród kibiców? Bez zmian, o czym świadczyć może chociażby reakcja samych mieszkańców Krymu. O ile kluby starały się powstrzymywać od komentarzy (tutaj obszerny artykuł Filipa Kapicy i Jakuba Olkiewicza na ten temat), o tyle fani tych zespołów przeszli od razu do otwartych demonstracji. Kilku fanów Tawriji, którzy pojechali na wyjazdowy mecz do Kijowa na mecz z Dynamem. Mimo ogromnych obaw o klimat na meczu – kibice usiedli razem i wspólnie wznosili okrzyki o „ukraińskim Symferopolu” i chwale dla bohaterów narodowych.

Im dalej w ligę, tym podobnych manifestacji więcej. Poniżej happening kibiców Metallista oraz Dynama Kijów, którzy spotkali się „na ubitej ziemi”, by wyjaśnić między sobą kilka niewyjaśnionych spraw…

…co skończyło się wspólną manifestacją patriotyczną. Podobnie wyglądał przemarsz przez Charków, w którym uczestniczyli ponownie kibice Metallista oraz donieckiego Szachtara.

Podczas kolejnych meczów, scenariusz był podobny. Wspólne przemarsze wraz ze śpiewami, przy okazji meczów w Kijowie – wizyta na placu Bohaterów Majdanu i hołdy dla członków „Niebiańskiej Sotni”, czyli poległych w walce z poprzednią władzą. W trakcie samego spotkania? Wspólne śpiewy, okrzyki, flagi i oprawy. Atmosfera dalszej walki, choć tym razem nie ma wystrzałów, jest tylko propaganda. Swoją drogą. Czy to jej efektem są podobne filmiki i zdjęcia, czy może faktycznie Sewastopol jest aż tak podzielony?

Tego typu obrazy dziwią tym bardziej, że Symferopol – zarówno na meczach u siebie, jak i podczas wyjazdów, dotychczas prezentował się przeważnie z ukraińskimi flagami, często w towarzystwie wojennej flagi marynarki naszego sąsiada. Co więcej – za takie poglądy odpowiadał karnie – jak podawał na Twitterze Łukasz Adamczyk, jeden z liderów ruchu kibicowskiego na symferopolskiej Tawriji został zatrzymany za rozwieszanie ukraińskich flag na stadionie.


fot.Anna Barko

Podobny los spotkał trzech kibiców z Dniepropietrowska – ci, według informacji Adamczyka, zostali zatrzymani i oskarżeni o… przynależność do „Prawego Sektora”. Im goręcej na Krymie i na wschodzie Ukrainy, im więcej „zielonych ludzików” spacerujących w pełnym umundurowaniu w tamtych rejonach – tym podobnych sytuacji może być więcej.

*

Morał? Puenta? Ciężko o jakiekolwiek większe podsumowanie, poza tym, że sytuacja na ukraińskich, rosyjskich czy serbskich trybunach zdradza wiele o polityce, o nastrojach społecznych, a nawet aktualnych ruchach wojsk. Dynamiczne zmiany na Krymie, ultrasi Szachtara polujący na fanów donieckiego klubu wspierających Rosjan czy zaciągających się do „tituszek”, wspólne manifestacje Doniecka z Kijowem, Lwowa z Charkowem, Symferopola z Zaporożem… To wszystko tygiel, kocioł, z którego w końcu może zacząć kipieć. Na razie sytuacja jest w miarę spokojna – jedni krzyczą „Putin, paszoł na chuj”, drudzy przyglądają się i inspirują prorosyjskie wiece.

Czy, kiedy, w jaki sposób i czy przy udziale ukraińskich kibiców dojdzie do konfrontacji – nie wiadomo. Wciąż bowiem to polityka wyznacza , kto usiądzie na trybunach, nie trybuny, kto będzie rządził. Choć… patrząc na demontowany właśnie Euromajdan zakończony przejęciem władzy z rąk Janukowycza – możliwe, że kibice nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

JAKUB OLKIEWICZ