Image and video hosting by TinyPic


  • Jan Tomaszewski

    Jan Tomaszewski


    Najlepszy bramkarz w historii polskiej piłki, dziś bezkompromisowy felietonista

    Pornografia!
    Tagi: , , , , ,
    (11 czerwca 2009 21:09)
    Ostatnio do czegokolwiek się człowiek dotknie, to śmierdzi. Wystarczy spojrzeć na reprezentację Polski. Przecież to nie jest futbol, to jest piłkarska pornografia! No ale jeśli do RPA leci ekipa PZPN z żonami, to o czym my w ogóle mówimy? Na piłkarzy od zawsze działacze działają jak płachta na byka, bo to zwykłe darmozjady. I jeśli taki piłkarz myśli sobie, że musiał lecieć w klasie ekonomicznej, żeby starczyło na bilety dla czyjejś żony, to szlag go trafia. Szkoda, że jeszcze niektórzy nie zabrali dzieci i wnuków – wówczas piłkarstwo młodzieżowe byłoby reprezentowane.

    Idźmy dalej – jeśli do kadry powoływany jest zawodnik, którego przyłapano na dopingu, to minister sportu powinien się podać do dymisji. Przecież to on ma stać na straży zasad fair play. Ale skoro w polskiej lidze grają piłkarze z zarzutami, sędziują sędziowie z zarzutami i działają działacze z zarzutami, to o czym my mówimy? Zaraza się rozprzestrzenia.

    I jeszcze dalej – słyszałem o różnych stadionach, takich jak Allianz Arena czy Veltins Arena, ale o Campus Arena nigdy. Przecież to największy skandal w historii polskiej reprezentacji! Kto organizował to zgrupowanie? Jakim prawem nasza kadra została ściągnięta do poziomu drużyny szkolnej?! Ja, jako piłkarz, nie wyszedłby na takie boisko. Nie i już! W dzisiejszych czasach równe jak stół boiska można znaleźć w każdym zakątku świata, a tymczasem nagle nasz zespół ma grać na pastwisku? Między akademikami?! To jest po prostu wstyd i hańba, jakiej jeszcze nie widziałem. Grzegorzowi Lacie życzę zdrowia i licznych wojaży – najlepiej, gdyby było ich tak dużo, by do Polski już nie wracał.

    A piłkarze? Mogę ich zaatakować z jednego powodu – że nie szanowali samych siebie i wyszli na ten mecz z Irakiem. Powinni powiedzieć: - Przepraszam bardzo, ale w kampusie nie gram… Ale oni odważni byli dopiero po końcowym gwizdku. Wcześniej zabrakło jaj.

    Teraz sprawa degradacji… Jak PZPN może doprowadzić do tego, że nie daje się licencji drużynie i… nie daje się jej też czasu na wykorzystanie do końca procesu apelacyjnego? Jaki sąd do soboty, a przecież na ten dzień zaplanowano pierwotnie baraży, rozpatrzy sprawę ŁKS-u? Nie mówię, kto ma rację, o tym zdecyduje właśnie sąd. Ale jak to możliwe, że PZPN nie uwzględnia, iż na tę decyzję trzeba po prostu zaczekać?! Dopóki nie będzie wyroku, baraże nie mogą się odbyć.

    Oczywiście zapewne zostaną one przesunięte ze względu na sprawę Widzewa. DZIECI W PRZEDSZKOLU WIEDZIAŁY, ŻE 10 CZERWCA SĄD NAJWYŻSZY WYDA WYROK, IŻ NIE MA PRZEDAWNIENIA DLA KORUPCJI W SPORCIE. Tylko PZPN nie wiedział. Nagle się obudzili z rękami w nocnikach i to afrykańskich. Czy oni naprawdę zupełnie nie wiedzą, co się wokół nich dzieje? Czy tak trudno jest przewidzieć pewne rozstrzygnięcia?

    Teraz jak słyszę jest możliwe, że Widzew ponownie zagra w 1. lidze. Byłby to pierwszy przypadek, że ktoś wedle prawa skorzystał na przestępstwie. Widzew musi zostać przesunięty na ostatnie miejsce pierwszej ligi i spaść do drugiej. Bo w przeciwnym razie to będzie tak, jakbym ja ukradł milion dolarów, potem dobrze zainwestował tę sumę, zarobił drugi i po roku ten pierwszy milion oddał, powiedział: - Przepraszam, ale teraz jestem już czysty… Nie, to tak nie działa!

    Widzew sportowo spadł do 1. ligi. Za korupcję powinien spaść jeszcze niżej, jak Zagłębie Sosnowiec. Nie spadł i przez ten czas pobierał profity, wynikające z gry w wyższej klasie rozgrywkowej. W tym momencie ten klub ma – na własne życzenie – jednoroczny pusty przebieg! Przynajmniej w normalnym państwie tak powinno być. A czy będzie tym razem – mam ogromne wątpliwości.

    119 komentarzy - dodaj komentarz

    Gra na czas
    Tagi: , , , ,
    (06 marca 2009 13:55)
    To co zrobiła UEFA jeśli chodzi o korupcję w Polsce było do przewidzenia. Osobiście udzielając wywiadu francuskim gazetom, kiedy minister sportu zachował się jak tchórz i wycofał kuratora z PZPN, postawiłem kilka pytań Michelowi Platiniego. Zapytałem, czy on wie, że korupcja w Polsce spowodowała, iż około 200 osób ma postawione zarzuty. Czy on wie, że sędziowie, zawodnicy, działacze i trenerzy, którzy mają postawione zarzuty, dalej sędziują, grają, działają i trenują, jakby nic się nie stało. I wówczas na zakończenie tych wywiadów dodawałem, że nasi rywale (miałem na myśli Włochów, Anglikówi i Niemcy, którzy ostrzą sobie zęby na organizacje EURO 2012) w odpowiednim czasie wykorzystają fakt, że walka z korupcją w Polsce przypomina walkę z wiatrakami. I będą głosili hasła, że współorganizotorem mistrzostw jest kraj, gdzie korupcja osiagnęła światowe szczyty i kraj, który nie umie i nie chce sobie z nią poradzić.

    I teraz wlaśnie nadszedł prawdziwy początek walki o mistrzostwa Europy. W maju tego roku UEFA zadecyduje jedynie o miastach u nas i na Ukrainie, które zostaną dopuszczone do organizacji. Natomiast nie jest to wcale gwarancja, że te mistrzostwa w tych miastach się odbędą. Z umowy podpisanej przez UEFA jasno wynika, że ostateczna decyzja będzie W MAJU PRZYSZŁEGO ROKU. Czy mistrzostwa odbędą się na Ukrainie, w Polsce czy gdzie indziej. I to jest czas dla naszych rywali, którzy wykorzystają niepokoje na Ukrainie i korupcję w u nas.

    Wydaje mi się, że możemy się obudzić z ręką w nocniku, jeśli rząd nie przetnie tego wrzodu. Bo zapewnienie pana ministra, że idziemy małymi kroczkami do przodu... Można iść do toalety małymi kroczkami, ale nie do walki o uczciwą piłkę. Trzeba podjąć diametralne kroki, tak jak Niemcy, jak Włosi. A u nas jest ciągłe przeciąganie, gra na czas. I ta gra na czas może się obrócić przeciwko nam, boo dostaniemy gola w doliczonym czasie gry.

    Co dalej - gdy usłyszałem dzisiaj, że sędzia Grzegorz G. któremu prokuratura postawiła zarzuty uczestniczył w kursie FIFA i UEFA (dokształcanie sędziów przed mundialem), to nie wiedziałem, czy się z tego śmiać, czy płakać. Czy FIFA i UEFA wie o jego problemach? Jeśli nie wie, to znaczy, że PZPN nie powiadomił tej organizacji. Tłumaczenie, że jest niewnny nie ma nic wspólnego z duchem fair play, statutem FIFA i UEFA. Co innego prawo karne, a co innego sportowe. Każdy sędzia jak żona Cezara - musi być poza podejrzeniami. Tłumaczenie Gilewskiego, że kto by nie chciał, żeby Polak sędziował na mistrzostwach świata... Już mu mówię - ja bym nie chciał, żeby człowiek, który ma zarzuty reprezentował nas na mundialu. Minister sportu zamiast szukać inwestorów na hotele (co nie należy do jego obowiązków), powinien zająć się sportem. I zajać się tą sprawą.

    Jeszcze jedno - Antoni Piechniczek i Grzegorz Lato powiedzieli, że nie ma sprawy Beenhakkera i Feyenoordu. Szkoda, że tego nie usłyszałem z ust samego Beenhakkera, ale do tego, że nas lekceważy już jesteśmy przyzwyczajeni. Czy również nie ma sprawy Ulatowskiego i jego "społecznikowania" w reprezentacji Polski? Jak to jest, że większość sztabu najważniejszej drużyny w kraju działa hobbystycznie? Mam nadzieję, że panowie Lato i Piechniczek zajmą tu stanowisko. W futbolu zawodowym nie pracuje się społecznie.

    Aha, no i tłumaczenie się niektórych ludzi, że Beenhakker swoimi tekstami nie obraża nas Polaków (drewniane chatki, picie wódki, inna kultura) - chciałbym przypomnieć, że w Anglii Glenn Hoddle powiedział jedno zdanie o niepełnosprawnych i na drugi dzień przestał być selekcjonerem. Dlatego Anglia jest Anglią, a my jesteśmy sto lat za murzynami.

    55 komentarzy - dodaj komentarz

    Przegonić Beenhakkera, rozgonić PZPN
    Tagi: , , , , ,
    (20 lutego 2009 19:58)
    Ostatni wpis zamieściłem jeszcze zanim Leo Beenhakker wystąpił w Rotterdamie na swojej słynnej już konferencji prasowej. Sytuacja jest dynamiczna, więc zasługuje na kolejny tekst.

    W czasie meczu Lecha z Udinese z Beenhakkerem miał się spotkać prezes Grzegorz Lato. Oczywiście z początkowo szumnych zapowiedzi nic nie wyszło. Panowie się wprawdzie spotkali, ale tylko po to, żeby wymienić uściski. Ponadto prezes PZPN potwierdził, że jest papierowym tygrysem, bo wezwał Holendra na wtorek do siedziby związku, ale już zapowiedział, że go nie zwolni. Zupełnie tego nie rozumiem.

    Dopiero co Lato poleciał do Portugalii specjalnie po to, by spotkać się z Beenhakkerem i oznajmić mu, że nie zgadza się na ŻADNĄ współpracę selekcjonera z Feyenoordem Rotterdam. Chwilę później – podejmując taką, a nie inną decyzję – Beenhakker pokazał, gdzie ma polską kadrą, gdzie ma kibiców i wreszcie, gdzie PZPN z prezesem Lato na czele. W normalnym związku już dzień po konferencji w Rotterdamie byłoby pismo z dyscyplinarką dla trenera. Ale u nas wszystko rozejdzie się po kościach.

    Dlaczego? Ano dlatego, że Beenhakker gra na wspaniałej nucie. W opinii społecznej PZPN jest największym złem, jakie istnieje. Cwany Holender sprytnie to wykorzystuje i stawia się po przeciwnej stronie, aby ludzie wybierali mniejsze zło. W tym momencie nie jest istotne co robi, ważne – że jest przeciwko leśnym dziadkom. I może nawet wygadywać dziwne rzeczy o polskich alkoholikach, o drewnianych chatkach. Ważne, że nie jest „od nich”. To największa zaleta. Dlatego mój apel jest taki – przegonić Beenhakkera, rozgonić PZPN. Dwie pieczenie na jednym ogniu.

    Tylko jak to zrobić? No właśnie. Ostatnio Widzew zgłosił się do PZPN z propozycją, że zapłaci 700 tysięcy złotych, jeśli związek – w uproszczeniu – wycofa wniosek o degradację. Oczywiście prawo dopuszcza ugody, ale tu mamy do czynienia także z prawem sportowym! A Karta Olimpijska oraz statuty FIFA i UEFA mówią jasno – nie ma przedawnienia dla korupcji w sporcie i nie ma przebaczenia. To przecież mniej więcej tak samo, jakby Ben Johnson zgłosił się do MKOl i powiedział: „zapłacę milion, oddajcie medale”. Albo Olympique Marsylia kiedyś do wszystkich możliwych instytucji: „zapłacimy, nie degradujcie”.

    Ugoda w prawie istnieje, ale nie w sporcie! Samo powołanie przez PZPN komisji, która ma rozpatrzyć wniosek PZPN jest KOMPROMITACJĄ. Może od razu zrobić negocjacje przy otwartej kurtynie? Może zaproponować – dorzućcie jeszcze milion, a wystartujecie w eliminacjach Ligi Mistrzów? Przecież nie jest powiedziane, że PZPN musi do tych rozgrywek zgłosić mistrza Polski.

    Powołanie komisji, która ma rozpatrzyć wniosek Widzewa powinno się NATYCHMIAST spotkać z reakcją ministra sportu. Przecież jest to pretekst do zawieszenia władz. Nie można nawet rozważać propozycji klubu, bo to oznacza kupienie bezkarności. Gdyby o czymś takim dowiedziała się FIFA i UEFA (przypominam – nie ma przedawnienia i przebaczenia dla korupcji wedle statutów tych organizacji), to z miejsca mogłaby nas zawiesić. Może więc warto wykorzystać tę kompromitację związku, by wreszcie zrobić w nim porządek?

    PS. Jest w tym całym bagnie jeden promyk nadziei. Jest już następca dla Leo Beenhakkera – Franek Smuda. To człowiek, który potrafi zbudować zespół. I choć wynik meczu z Udinese ostatecznie jest fatalny (ciężko wygrać we Włoszech), to jednak z gry Lecha możemy być dumni. Chwała Andrzejowi Grajewskiemu, który kiedyś ściągnął Franka z rusztowania w Hannoverze i przywiózł do Polski!

    68 komentarzy - dodaj komentarz

    Wypieprzyć Beenhakkera!
    Tagi: , , , ,
    (10 lutego 2009 22:37)
    Prośba Beenhakkera wcale mnie nie dziwi – wszelkie granice bezczelności i tak ten facet przekroczył w czasie i po Euro 2008, a w zasadzie od momentu, kiedy przedłużył kontrakt na kolejne dwa lata. Uszło mu płazem traktowanie dziennikarzy jak gówniarzy, mówienie ludziom, by wyszli z drewaninych pudełek, wspieranie Listkiewicza w walce o władzę w PZPN. Przymykaliśmy oko, to teraz zamiast palca, chce wziąć całą rękę. Rozbestwił się!

    Ale dziennikarze mogą mieć pretensje tylko do siebie. Jak nagle ogłosił, że zostaje trenerem Feyenoordu na czas gry o Puchar UEFA, to nikt nie śmiał zaprotestować – bo akurat Beenhakker był świętą krową. Jak Ulatowski został trenerem Bełchatowa – nikt się nie odezwał. To niby dlaczego teraz mielibyśmy mu zabraniać? Konsekwencji trochę! Pozwoliliśmy mu na wszystko, to musimy ponieść konsekwencje. Ja od początku apelowałem, by stosować takie same kryteria dla wszystkich. Pamiętacie, że na początku pracował u nas na czarno, nie miał pozwolenia? Mówiłem – deportować, tak jak Holendrzy deportowaliby wtedy Polaka! Do dziś Beenhakker mi tego nie wybaczył, a dla mnie to jasne, że WSZYSCY muszą stosować się do reguł, a im ktoś jest bardziej na świeczniku, tym musi być bardziej staranny. Beenhakker od pierwszego dnia stawiał się w pozycji kogoś lepszego, a my mu na to pozwalaliśmy. Nawet go w jego wyjątkowości utwierdzaliśmy.

    Teraz słyszę, że w zasadzie to za chwilę Beenhakker będzie miał dwa miesiące wolnego, bo kadra nie będzie rozgrywała meczów. W takim razie zastanawiam się – na cholerę nam trener? Skoro on i tak na co dzień nie pracuje, nie jeździ po klubach, nie lata na mecze, nie wykonuje żadnej roboty koncepcyjnej... Niech przyśle skład mailem i tyle! I będzie miał jeszcze więcej czasu dla Feyenoordu, bo odpadną podróże samolotem. A Ulatowski tego maila w wolnej chwili odbierze, jak akurat skończy robotę dla Bełchatowa!

    Ktoś mi mówi – ale Hiddink będzie pracował w Chelsea (czyli dla Rosjanina) i w Rosji równocześnie. A kiedyś też w Australii i w PSV pracował. A ja mówię – takie rzeczy możliwe są właśnie albo w Rosji, albo w dalekiej Australii! Chcą tam sobie robić numery – niech sobie robią. Ale wyobrażacie sobie, że Capello oświadcza Anglikom, że w ramach wolnego czasu będzie teraz dyrektorem sportowym Juventusu? Przecież by go na taczkach pod samą włoską granicę wywieźli! Ja chcę, by reprezentację Polski szanowano! Gra w niej musi być zaszczytem i trenowanie jej również! Nie zgadzam się, by prowadzenie MOJEJ drużyny było robotą z doskoku!

    Nie wiem, jak wygląda kontrakt Beenhakkera, ale wiem jedno – bez względu na koszty należy Holendra wypieprzyć. Nie wyrzucić, tylko właśnie wypieprzyć! Jemu na tym zależy, niech zmiata! Kiedy słyszę „ja się nie muszę tłumaczyć”, to pytam: - Jak to kurwa nie?! Jest trenerem REPREZENTACJI POLSKI i ma obowiązek się tłumaczyć ze swoich kłamstw. Beenhakker wie, że po 2010 nie przedłuży umowy, więc gra nam wszystkim na nosie, wychodzi z założenia, że nic mu nie możemy zrobić, bo i tak wszystko dostanie co do centa. I trudno – niech dostanie. Ale niech znika jak najszybciej! To hochsztapler, który sobie z nas wszystkich kpi. Ale zasłużyliśmy na niego, mając taki związek...

    Dziwię się Antoniemu Piechniczkowi – mówi, że nie zgadza się na pracę Beenhakkera dla Feyenoordu, a w przypadku Bełchatowa i Ulatowskiego nikt go nie pytał o zdanie. W takim razie, Antek, gdzie masz honor? Co ty jeszcze w PZPN robisz, skoro nikt cię o nic nie pyta? Piechniczek miał polecieć do Portugalii, ale w na łamach gazet powiedział, że tego nie zrobi, bo Beenhakker go obraża. Tymczasem Lato stwierdza: - Antek nie przyjechał, bo miał ważne zajęcia w senacie... Przecież to jest farsa!

    Muszę też napisać o jednym – dzwonili do mnie dziennikarze z Włoch, udzielałem wywiadu o meczu Udinese – Lech. Pytają mnie: - Czy to ten Lech, który jest zamieszany w aferę korupcyjną? Mówię, że tak, bo co mam mówić? Że inny? Oni na to: - W takim razie, dlaczego go nie wycofacie z rozgrywek, tak jak my wycofaliśmy Juventus? I tak dalej...

    Żądam od ministra sportu i prezesa PZPN, aby zajęli stanowisko w sprawie korupcji w Lechu i powiedzieli, czy obecny klub będzie odpowiadał za przestępstwa popełnione w starym Lechu, w Amice, czy też w ogóle jest bezkarny? Chciałbym mieć w tej kwestii jasność. Rozumiem, że formalna odpowiedzialność za WKP Lech nie wchodzi w grę, ale rozumiem, że za Amikę już tak? Analogiczna sytuacja jest z Polonią i Groclinem? Jest to o tyle ważne, że z moich informacji wynika, iż prokatura ZAWIESIŁA postępowania w sprawie Amiki i Groclinu, uznając, że te kluby już nie istnieją. A przecież istnieją, tylko zmieniły nazwy i siedziby.

    193 komentarze - dodaj komentarz

    Agent na agencie
    Tagi: , , , ,
    (26 stycznia 2009 18:16)
    Kabaretu ciąg dalszy. Zjazd się zebrał i praktycznie pod dyktando pana ministra wstawił kilka kropek i przecinków, a nic sensownego nie ustalił. Zadowolenie pana ministra, że jest dwukadencyjność mnie mierzi. Przecież to jest po prostu głupi wymysł, którego nie ma ani w statucie FIFA, ani statucie UEFA. Dla mnie podobny zapis ma więcej wspólnego z zamordyzmem, niż demokracją. Poza tym, co to za sukces, skoro prawo nie działa wstecz i obecne władze możemy oglądać przez kolejne osiem lat?

    Szkoda natomiast, że nie znalazł się w statucie zapis, że prezesi okręgów nie mogą kandydować do zarządu oraz że nie znaazło się najważniejsze stwierdzenie (które jest w karcie olimpijskiej oraz w statutach FIFA i UEFA), że doping i korupcja w sporcie nie podlegają przedawnieniu. Jeśli o tym zapomniano, to mieliśmy do czynienia z farsą. Z farsą pod egidą ministra sportu.

    Do ministra mam w ogóle kilka pytań:

    1. Pod pana patronatem odbył się walny zjazd, na którym na prezesa wybrano Grzegorza Latę. Wiadomo już, że są pewne wątpliwości, czy we wszystkich województwach delegatów na ten zjazd wybrano zgodnie z prawem. Czy pana przedstawiciel to sprawdził? Bo jeśli nie, to całą pańską kontrolę można o kant dupy potłuc. W praktyce mamy pewność, że te wybory nie były legalne. Zgodnie z prawem, delegata klubu też powinno wybierać walne zgromadzenie. Czyli w każdym klubie powinny odbyć się wybory. Tymczasem nie ma się co czarować – delegatów wskazywali prezesi czy właściciele. Jest to może logiczne, ale NIEZGODNE Z PRAWEM. Wiem, że to trochę zawiłe, ale jeśli Grzegorza Latę wybrali ludzie oddelegowani przez kluby, a nie wybrani, to Grzegorz Lato nie jest prezesem.
    2. Czy jeśli okaże się prawdą (i sąd to potwierdzi), że wybory delegatów na zjazd PZPN w Szczecinie i Olsztynie nie były legalne (bo brały w nich udział nieuprawnione osoby), to Grzegorz Lato odda pieniądze, jakie zarobił jako prezes?
    3. Skoro Ryszard Adamus nie brał udziału w czterech ostatnich posiedzeniach zarządu, na których zapadały ważne decyzje, to te decyzje są ważne, czy nie? Bo zdaniem prawników są nieważne. Adamus nie był zawiadamiany o terminach posiedzeń.

    Mnie oczywiście żadna odpowiedź pana ministra nie zdziwi, bo skoro swego czasu był „bezdomny i bezrobotny” (tak zeznał w USA, żeby dostać adwokata z urzędu, co oczywiście nie było prawdą), poparł projekt Hanny Gronkiewicz-Waltz żeby przenieść stadion do Łomianek i nie oprotestował wyroku trybunału hańby przy PKOl (sugerował, żeby powiększyć ligę), to czego miałbym się teraz spodziewać? Dlatego może zamiast tych trzech pytań do Drzewieckiego lepiej postawić jedno premierowi Tuskowi – jeśli zdymisjonował pan pół ministerstwa sprawiedliwości, bo w celi powiesił się bandyta, to co jeszcze musi wydarzyć się w sporcie?

    Chciałbym jeszcze pociągnąć wątek Adamusa. Muszę przyznać, że mnie nigdy nikt w PZPN nie groził, nawet kiedy byłem szefem komisji etyki i wysyłałem zawiadomienia do prokuratury – wręcz przeciwnie, starano się przeciągnąć mnie na ich stronę, skusić zarobkami. Ale sądzę, że postępowano ze mną w ten sposób, bo ja się w życiu bałem tylko kominiarza – kiedy byłem dziecki. W PZPN wszyscy więc wiedzieli, że mogą mi naskoczyć.

    Jednak Adamusowi wierzę, nawet jestem przekonany, że mówi prawdę. W PZPN agent siedzi na agencie, tacy ludzi wiedzą, jak się pewne sprawy załatwia. Oczywiście nie ma ustawy, że byli agenci służb nie mogą działać w sporcie, ale to zwyczajnie wstyd.

    Adamusa w zarządzie nie ma, jest człowiek z Widzewa. Oprócz niego w zarządzie jest też Stefan Majewski. Za chwilę to grono będzie rozstrzygało, jak ukarać Widzew za korupcję. Przecież będą sędziami we własnej sprawie! W zarządzie jest też Drobniewski z umoczonego Bełchatowa oraz pan Serwotka z Odry, gdzie właśnie wszedł komornik. Do tego wiceprezes Olkowicz, zajmujący się Euro 2012, który był delegatem Motoru Lublin. Przypominam, że działaczom Motoru postawiono więcej zarzutów niż słynnemu „Fryzjerowi”. Adamus nie pasował więc do tego towarzystwa z jednego powodu – nie był umoczony w żadne afery i żądał transparentności...


    41 komentarzy - dodaj komentarz