Mr. X

Mr. X


Ukrywa się za nickiem, ale nie ukrywa poglądów. Ważne co pisze, a nie kim jest.

Wawel
Tagi: , , ,
(14 kwietnia 2010 00:21)
Nie będzie tu nawet zdania o sporcie, więc jeśli ktoś szuka tej właśnie tematyki – uprzedzam od razu. Będzie o wydarzeniach ostatnich dni.

Zaskoczony jestem, jak bardzo niektórzy nie potrafią odczytywać wrażliwości społecznej i z jaką łatwością burzą nastrój żałoby narodowej. Oczywistym – przynajmniej dla mnie – było, że decyzja o pochowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu wywoła u niektórych zdumienie, u innych niesmak, a jeszcze innych pchnie w kierunku protestów ulicznych. Na protesty uliczne jestem za leniwy i nie dość zaangażowany, odbieram je jako lekkie oszołomstwo, ale niesmak odczuwam. Pytam znajomych – myślą podobnie. Niektórzy tylko uważają, że na razie nie powinno się o tym rozmawiać.

Tak, to nie czas na dyskusje o tym, gdzie pochowany powinien być Lech Kaczyński. Ale który czas będzie lepszy? Już ten świat tak skonstruowano, że o miejscu pochówku dyskutuje się, zanim ten pochówek nastąpi. Osoby, które decydowały o pogrzebie Lecha Kaczyńskiego, mogły wybrać dwie drogi. Pierwsza – pochować go na przykład na Powązkach, w Alei Zasłużonych i powiedzieć przy tym, że prezydent zawsze chciał być blisko zwykłych ludzi. To prawdopodobnie jeszcze bardziej ociepliłoby wizerunek Lecha Kaczyńskiego i jeszcze bardziej zjednoczyłoby ludzi wokół wspólnej idei, szeroko pojętego patriotyzmu. A przyznać chyba można, że Lech Kaczyński przed śmiercią nie był prezydentem kochanym przez ludzi. Nie wywoływał takich uczuć jak Jan Paweł II. Teraz – po tragicznym wypadku – postrzeganie jego osoby diametralnie się zmieniało. Aż do dziś. Bo dziś - powtórzę - nastrój został zburzony. Czy przez tych którzy protestują? Moim zdaniem bardziej przez tych, którzy podjęli decyzję o Wawelu.

No właśnie, druga droga – Wawel. Jako że Lech Kaczyński z Krakowem nie miał nigdy nic wspólnego, gołym okiem widać, że to niepotrzebna – zupełnie niepotrzebna – próba dodania splendoru zmarłemu. Czy Charles de Gaulle został pochowany w Bazylice Saint Denis obok Ludwika XIV? Nie. Czy Egipcjanie pochowają swojego prezydenta w piramidzie Cheopsa? Wątpię. I szczerze wierzę, że Lech Kaczyński sam na pomysł z Wawelem by nie wpadł. Wawel to muzeum, a nie cmentarz. Chowanie tam ludzi to coś w stylu świeckiej beatyfikacji.

Dlaczego to wszystko piszę? Nie dlatego, że nie lubiłem Lecha Kaczyńskiego. Może i nie lubiłem, ale pod Pałac Prezydencki poszedłem, świeczkę zapaliłem, z szacunku dla zmarłych w katastrofie, z szacunku dla prezydenta, który wprawdzie został wybrany nie moim głosem, ale którego postrzegałem jako osobę konsekwentną i stojącą na straży pewnych zasad. Na tym moja żałoba się zakończyła. Może była za krótka, może w sam raz – nie wiem, nie o licytację tu chodzi.

Nie piszę też tego, by wzniecić dyskusję na temat miejsca pochówku. To, gdzie będzie grób tak naprawdę nie ma dla mnie większego znaczenia, bo znam siebie – małe szanse, że kiedykolwiek ten grób odwiedzę. Nie mam takiego zwyczaju. Na grobie Jana Pawła II byłem i w zasadzie na tym moje żałobne podróże (za wyjątkiem prywatnych) się kończą. Mój własny niesmak decyzją o pochowaniu w tym, a nie innym miejscu też mnie samego niespecjalnie rusza – codziennie przeciwko czemuś się burzę i już przyzwyczaiłem się do faktu, że sprawy i tak toczą się same, bez względu, czy mi się to podoba, czy nie.

Piszę to z zupełnie innego powodu – z powodu mediów. Skoro na dziesięć osób, z którymi rozmawiałem na temat prezydenta Kaczyńskiego i Wawelu, 6 miało zdanie, że tam akurat pochowany być nie powinien, to podejrzewam, że jest jakaś żywa dyskusja na ten temat. Proporcje mogą się zmieniać, zależnie od środowiska, miasta, ale dyskusja jest. Podejrzewam, że dziennikarze czy felietoniści też mają różne poglądy. Tymczasem nikt nie odważy się powiedzieć na głos, że coś z tym Wawelem jest nie tak. Że to pomysł nietrafiony. Nikt też nie odważy się podjąć rozmowy na ten temat. Bo nie wypada. Bo strach się wychylić. Bo konkurencja nas zeżre. Bo można więcej stracić niż zyskać. Bo to się po prostu nie kalkuluje. Dziś dziennikarzom kalkuluje się płakać. Cynicznie podsycać żałobę.

Nie lubię zakłamania, uczulony jestem na hipokryzję. Na wszystkich zdjęciach ze stadionu w Wiedniu Lech Kaczyński nie ma już szalika odwróconego do góry nogami – teraz zamieszczane są fotki, kiedy ma go na szyi. Roger Guerreiro twierdzi, że prezydent zapomniał jego nazwiska z szacunku, co niedorzeczne jest i już. Ja wiem, że o zmarłych nie mówi się źle. Ale czy trzeba mówić aż tyle? Przeinaczać? Czy błąd pilota powinien tak całkowicie zmieniać postrzeganie tej samej osoby? Podobały mi się słowa Aleksandra Kwaśniewskiego: „Chciałbym, aby z takim szacunkiem, z jakim w Polsce traktuje się umarłych, kiedyś traktowano także żywych”.

Widzę wokół siebie festiwal hipokryzji. Nieprzerwaną rzekę kłamstw. Flagi na samochodach, ulice pełne zniczy. Ale jakoś w dniu wyborów frekwencja marniutka. Gdzie był ten patriotyzm, gdy trzeba było iść do urn?

Czasami mam wrażenie, że my po prostu lubimy sobie popłakać.

219 komentarzy - dodaj komentarz

Moderator Zaorski
Tagi: , , , , ,
(02 grudnia 2009 19:59)
Dopiero co pisałem o Januszu Zaorskim, który przed kamerami powiedział, że artyści mają inną wrażliwość i nie należy ich zamykać w sztywne, urzędnicze schematy - w związku z czym Roman Polański nie powinien odpowiadać za pedofilię. Ma inną duszę i inne potrzeby. Kwestią czasu było, kiedy szanowny pan reżyser zabierze głos jako moralny autorytet w kwestiach piłki nożnej.

No i proszę, jest! Wielkimi krokami zbliża się piłkarski okrągły stół, przy którym ci, którzy napsuli będą rozmawiać o tym, jak naprawić. A Zaorski będzie "moderatorem panelu dyskusyjnego" pod tytułem "Piłka w mediach". Szkoda, że nie "Z rodziną na stadion", bo to by bardziej pasowało pod sprawę Polańskiego i posuwanie 13-latki. W każdym razie, panie Januszu, proszę nie zapomnieć pouczyć dziennikarzy, że piłkarze, sędziowie oraz działacze mają inną wrażliwość i nie należy ich zamykać w sztywne, antykorupcyjne ramy. Proszę też wziąć pod uwagę, że chuligani mają inną, chuligańską wrażliwość i też nie należy ich zamykać w sztywne, policyjne ramy. Jak się wzięło w obronę uciekającego od 30 lat pedofila, to trudno potem potępić cokolwiek i kogolwiek.

Nie mogę już się doczekać okrągłego stołu. Takie nagromadzenie autorytetów moralnych na metr kwadratowy to ma miejsce chyba tylko w czasie konklawe.

34 komentarze - dodaj komentarz

Polański i piłka w tle
Tagi: , , , , ,
(27 listopada 2009 01:32)
Będzie nie na temat, ale tylko pozornie i tylko na początku. Właśnie obejrzałem jeden z najbardziej żenujących programów w życiu. Gośćmi Bogdana Rymanowskiego w TVN24 byli Janusz Zaorski i Krzysztof Kłopotowski. Temat – czy dobrze się stało, że Roman Polański, oskarżony o zgwałcenie analnie 13-latki, wyjdzie z aresztu za kaucją.

Dowiedziałem się, że…
- Artyści mają inną wrażliwość seksualną, związaną z ich wolną duszą. Duszy artysty nie wolno więzić.
- Polański przeżył Holocaust i z tego względu ma prawo nie mieć oporów moralnych. Życie go doświadczyło, teraz może brać co chce…
- Każdy artysta ma problemy z urzędnikami i Janusz Zaorski poznał to na własnej skórze. Po prostu nadają na innych falach.
- I tak naruszona będzie wolność Romana Polańskiego. Nie powinno mu się nakładać nadajnika, bo to go ogranicza.
- Straszliwe jest, że o czynach Polańskiego dowiedziały się jego dzieci. Trudno o gorszą karę.
- A w ogóle cała ta sprawa to: „Zawiść ludzi nieutalentowanych, skromnych, o nieciekawym życiu. Widzą człowieka ponad nimi i nie potrafią mu tego wybaczyć”.
- No i sprawa się moralnie przedawniła.

Dobre dziesięć czy piętnaście minut mówienia, że w tak naprawdę to Polański jest prześladowany, schudł 15 kilo, czyli wszystko pachnie bestialstwem, poza tym – jako wielki reżyser (znam większych – strach pomyśleć, jakie czyny Zaorski byłby w stanie wybaczyć np. Coppoli, Scorsese czy Spielbergowi) nie podlega zwykłym kryteriom, obowiązującym szarego człowieka.

Za chwilę Zaorski – wciąż jadąc na sławie „Piłkarskiego Pokera” – zostanie zaproszony do jakiegoś programu o futbolu. I wówczas oczywiście będzie bezlitosny dla działaczy PZPN, mimo że przecież żaden z nich nie zgwałcił dziewczynki w dupę (to nie to sformułowanie jest niesmaczne, to czyn Polańskiego taki jest). Cóż to będzie za krytyka, cóż za batalia o porządek w świecie sportu. Precz z korupcją, dość układów i kolesiostwa.

Niestety, każda kasta broni swoich członków. I tzw. artyści z Zaorskim na czele w niczym nie różnią się od działaczy PZPN, którzy nie chcą ścigać swoich uwikłanych w korupcję kolegów. Mając teraz do wyboru dowolnego działacza PZPN i Zaorskiego, wybieram działacza PZPN. Prędzej zrozumiem argument, że „takie były czasy i brali wszyscy” niż że Romański jako człowiek o artystycznej duszy może posuwać dzieci bez konsekwencji.

PS Zbigniew Ziobro odkąd został europosłem, jakoś nie pojawia się w Brukseli. Natomiast 60 tysięcy złotych miesięcznie plus dodatki oczywiście chętnie przyjmuje. Wyobrażacie sobie, że Grzegorz Lato wygrywa wybory, podnosi sobie pensję, a potem przez dwa miesiące nie przychodzi do pracy?

50 komentarzy - dodaj komentarz

Czy warto burzyć pomniki?
Tagi: , , ,
(30 października 2009 23:44)
Kolega zrobił wywiad z byłym piłkarzem. Bardzo byłym. I w czasie rozmowy poznał historię sprzed lat, jak ów były piłkarz kupował mecz od prawdziwej legendy. Legendy przez duże L. Takiej, której to ludzie się w pas kłaniają. Pomnikowej. Kto wie - może największej z największych.

W wywiadzie tego nie ma, bo były piłkarz potem się zreflektował, że narobi zamieszania i poprosił, by to wykreślić. Nie chciał też chyba burzyć pomników. I sam się teraz zastanawiam - powinno się burzyć czy nie? Czy najgorsza prawda jest lepsza niż słodkie kłamstwo? Konsekwencja wymagałaby, że skoro można wskakiwać na Wójcika czy Wdowczyka, to na ową legendę też by należało. Może nawet na nią przede wszystkim! Ale z drugiej strony... Naprawdę byście tego chcieli? Chcielibyście przeczytać, że człowiek stawiany za absolutny wzór opchnął mecz za futro dla żony? Jeszcze jeden do kompletu, do całej czarnej wyliczanki? Po takiej informacji cokolwiek zmieniłoby się na lepsze, czy wręcz przeciwnie?

A jeśli opchnął ten jeden raz - można wybaczyć, w imię zasług, czy nie? Powinno się takie kwiatki wywlekać po latach, czy też w imię jakiegoś interesu społecznego wypada zachować milczenie? To chyba sytuacja podobna jak z Lechem Wałęsą (przy zachowaniu odpowiednich proporcji), który dla jednych jest bohaterem, który być może miał chwile słabości, a dla innych agentem SB o pseudonimie "Bolek".

Nie wiem, nie mam zdania, biję się z myślami. Nie mam też pewności, czy ten były piłkarz aby na pewno wszystko dobrze pamięta i czy czegoś tam nie pomylił. Chlapnął, a pomnika już by się nie odbudowało. Już gołębie by przeleciały i obsrały kompletnie.

Ale jest jeszcze druga strona medalu - korupcja sprzed 30, 40 czy 50 lat jest dziś traktowana jako anegdota, zabawne wspomnienie dawnych realiów, komuny itd. A ta dzisiejsza to zbrodnia przeciwko piłce, traktowana bez przebaczenia i bez przedawnienia. Stanisława Oślizło dziennikarze pytają się, by raz jeszcze opowiedział, jak to Górnik ustawił się z Ruchem (znany system "liga za puchar"), a potem spisują to z uśmiechem na ustach, z rozrzewnieniem. Dzień później dla tych, którzy mecze ustawiali 5, a nie 50 lat temu nie są już tak wyrozumiali. Najc

Wracam do sedna. Co waszym zdaniem powinno się stać w sytuacji, o której napisałem na początku?



create free polls | comment on this


73 komentarze - dodaj komentarz

Janusz Atlas, rzecznik
Tagi: , , , , ,
(09 października 2009 21:56)
Szkoda mi Janusza Atlasa. Tak po ludzku. Przez lata całe zaczytywałem się w jego felietonach: odważnych, bezkompromisowych, pod względem językowym – wirtuozerskich. Takich, które powodowały, że „Piłkę Nożną” zaczynało się od przedostatniej strony i w zasadzie gdyby cała gazeta składała się z tej jednej kartki – wielkiej straty by nie było. Pisał ostro, szczerze, czasami niecenzuralnie, ale on nawet przeklinał tak jakoś literacko. Pamiętam początek jednego z jego felietonów: „Jak Polska długa i szeroka, tak niesie się pieśń: Marian Dziurowicz, największa kurwa z Katowic… A nieprawda to, bo on z Sosnowca, nie z Katowic”. Dwa zdania, które w zupełności wystarczyły. A życiorys autora, nie taki z cyklu "Santo Subito", jakoś mi nie przeszkadzał. Nawet go uwiarygadniał.

Gdzie ten Atlas z dawnych lat, chciałoby się zapytać. I właśnie problem w tym, że Atlas się nie zmienił, a funkcja, którą sprawuje, takiej zmiany wymaga. Rzecznik prasowy musi być kłamcą, bajkopisarzem, musi w sposób delikatny owijać dziennikarza wokół palca. Musi mamić, puszczać oko, romansować, niewidzialną nicią przeciągać na swoją stronę. Musi być kimś takim, żeby dziennikarz – kiedy już ma tak porządnie przywalić – pomyślał sobie: „Odpuszczę, rzecznik jest super gościem, nie będę mu robił kłopotów”.

A Atlas robi to, co robił całe życie – idzie na wojnę. Tylko, że już mu nie przystoi. Mówi, że dziennikarz „Gazety Wyborczej” jest chujem i on z nim rozmawiać nie będzie. Ale przecież jemu właśnie za to płacą, by nie tylko z tym dziennikarzem porozmawiał, ale żeby go jeszcze przekonał do swoich racji. Żeby w duchu myślał „co za chuj”, a żeby ów chuj w tym samym czasie myślał „co za fajny facet”. Tak, funkcja rzecznika prasowego z założenia jest podła, a w przypadku PZPN – gdy trzeba zostać adwokatem diabła – podła po stokroć.

Bez dwóch zdań – Atlas się nie nadaje. Po pierwsze – ma niewyparzony język, czym zdobył ogólnokrajową sławę, ale w zupełnie innej dziedzinie. Po drugie – jako dziennikarz z wielkim dorobkiem nie ma szacunku dla tych, którzy dopiero zaczynają pracę. Jakby nie mógł psychicznie znieść, że on – słynny Janusz Atlas – musi tłumaczyć się przed jakimś tam gryzipiórkiem. Po trzecie – raczej ma kłopoty z nawiązywaniem nowych znajomości, co wynika zapewne z tego, że – jak mi się zdaje – etap nawiązywania znajomości ma już w życiu za sobą. Lwem salonowym już był, ale grzywa posiwiała. No i po czwarte – dziennikarze (ci młodsi) się go boją. Ale nie w tym znaczeniu, że ze strachu nic nie napiszą. Napiszą, tylko że wcześniej nie zadzwonią.

Jako czytelnik byłem fanem Atlasa. Mogłem się z nim nie zgadzać, ale nawet niezgadzanie się było ciekawe, pobudzające. I teraz czuję niesmak. Redaktor JA staje się obiektem drwin ze strony osób, obiektywnie rzecz biorąc, dużo głupszych. Pogrąża się każdym kolejnym wywiadem. Tak roboczo tłumaczę to sobie, że on, jako człowiek nieludzko inteligentny, wie, że stoi w wielu sprawach dotyczących PZPN na straconej pozycji. Dlatego zamiast wdawać się w dyskusję skazaną na porażkę, atakuje i ucina ją w zarodku. Ale nie wiem, czy to właściwa hipoteza. Może naiwna.

W każdym razie wybrał drogę, z której nie ma powrotu. Nawet gdy obecna PZPN-owska władza upadnie, on jako dziennikarz wiarygodności już nie odzyska (tak mi się przynajmniej zdaje). Przeskoczyć na tamtą stronę barykady jest łatwo, ale powrót wydaje się niemożliwością. I to naprawdę przewrotność losu, że Atlas – człowiek, który przez dziesięciolecia lał wszystkich wielkich polskiej piłki jak popadnie – zostanie zapamiętany jako sprzymierzeniec skompromitowanych działaczy, wierny sługa.

36 komentarzy - dodaj komentarz