
Andrzej Niedzielan
17-krotny reprezentant Polski, napastnik Wisły Kraków, wcześniej występujący w lidze holenderskiej
Talent
Tagi: Andrzej, Niedzielan, blog, piłka, nożna
(17 grudnia 2008 19:19)
Ostatnio przeczytałem na Weszło interesującą dyskusję na temat tego, czy w piłce istnieje talent. Zaczęło się od „Kowala”, który stwierdził, że talentu nie ma, jest tylko ciężka praca w dzieciństwie. Hmm...
Można to nazywać różnie – talentem, zmysłem, predyspozycjami, ale moim zdaniem „to” istnieje. Musi być. Niektórzy mają zmysł do robienia interesów, inni do nauki języków obcych, jeszcze inni są dobrzy z matmy, a inni z polskiego. To wszystko są właśnie jakieś tam wrodzone predyspozycje. Jedni szybko biegają, inni się nie męczą. To akurat jest przecież naukowo stwierdzone.
Ale z drugiej strony, Wojtek ma rację, że te predyspozycje to zaledwie mała cząstka tego, kim stajemy się później. Musisz ten talent w sobie odkryć, odpowiednio nim pokierować, a potem dołożyć do niego tytaniczną pracę. Nie wierzę, że Cristiano Ronaldo ma bajeczną technikę, bo się z tym urodził. Owszem, miał pewnie łatwość powtarzania pewnych sztuczek. Wystarczyło mu obejrzeć coś pięć razy, potem sto prób – i wyszło. Inny tych prób potrzebowałby tysiąc.
Nie zmienia to faktu, że taki Ronaldo musiał ćwiczyć i ćwiczyć, od rana do wieczora. Po prostu miał do tego talent i go systematycznie rozwijał. Niczego nie dostał za darmo. A ilu jest takich, którzy z talentu nie robią użytku? Pamiętam świętej pamięci Pawła Piotrowskiego z Zagłębia Lubin. To nie był talent. To był mega talent. Ale też leń. Nic mu się nie chciało. Tylko czekaliśmy, kiedy w końcu najdzie go ochota i zrobi coś bajecznego. Wówczas brał piłkę, mijał czterech, pięciu. Każdy z nas się zastanawiał, gdzie by Paweł grał, gdyby do futbolu się naprawdę przyłożył.
Dla mnie talent to po prostu szybsze przyswajanie. Najważniejsze, żeby u dziecka wykryć te predyspozycje i je ukierunkować. Sam czasami zastanawiam się, kim będą moje dzieci. Ja szybko biegam, Kamila też bawiła się lekkoatletkę. Bez dwóch zdań - powinny być mocne na setkę:)
30 komentarzy - dodaj komentarz
Ivo!
Tagi: Andrzej, Niedzielan, blog, piłka, nożna
(02 grudnia 2008 20:30)
Przeczytałem ostatnio wywiad na tej stronie z Ivicą Kriżanacem i gęba mi się śmiała na wspomnienie dawnych czasów. Oj, Kriża, Kriża, żeś karierę zrobił taką, że na ośmiu piłkarzy by starczyło:)
Na ośmiu, ale... na których ośmiu? Bo takich zawodników jak Ivo jest niewielu. Może nie jest to przykład mega profesjonalisty (pali papierosy, pije alkohol, nie stroni od zabawy), ale jak dotąd w niczym mu to nie przeszkadza. Lubi życia i życie lubi jego.
Poznaliśmy się w Górniku Zabrze, ale w zasadzie tam nie żyliśmy ze sobą dobrze. Mijaliśmy się. Ja byłem nowy, on też, każdy miał swój świat i swoje życie. Przyjaźń zaczęła się dopiero od transferu do Groclinu. Pamiętam, jak „Kriża” do mnie dzwonił i pytał:
- Jak tam jest w tym Grodzisku? Bo też mam ofertę...
- To dawaj, przyjeżdżaj.
- A z kim jesteś w pokoju?
- Na razie sam.
- No to czekaj, będziesz ze mną!
Dogadywaliśmy się świetnie, 20 godzin mogliśmy rozmawiać i nam się nie nudziło, nie było „zmęczenia materiału”. A przede wszystkim Ivo jest niesamowicie szczery i jak już kogoś lubi, to skoczy za nim w ogień. A jak nie lubi, to powie na dzień dobry, żeby się od niego odp... On w zasadzie nie miewa „neutralnych” znajomych. Ale to chyba cecha Chorwatów. Oni nie bawią się w dyplomację.
Niektórzy mnie pytają – dlaczego zrobił aż taką karierę, czy był zawsze aż tak dobry. Przede wszystkim jego rywale się bali. On przed meczem oznajmiał, co z nimi zrobi. Svitlicy mówił, że połamie mu nos, dla potęgowania efektu dodając, że to będzie rewanż Chorwatów na Serbach (a potem się bardzo polubili i chodzili razem na kolacje). Żurawskiemu doradzał, założenie podwójnych ochraniaczy i oznajmiał, że w pojedynczych nie odważyłby się na jego miejscu wyjść na boisko. A Madejowi mówił wprost, że w ciągu pierwszych pięciu minut pier... go tyle razy, ile się da. Oczywiście to był taki teatrzyk, bo choć Kriżanac grał ostro, to nie jednak nie chciał nikomu zrobić krzywdy. Ale skutkowało. Madej jako prawy pomocnik grał tak, żeby tylko nie pojawiać się w tych sektorach boiska, w których mógłby trafić na Ivicę.
No i miał luz. Wielu piłkarzy ma luz, ale kiedy wchodzą na boisko, to się spinają, stają się innymi ludźmi. A Kriżanac był tak samo wyluzowany trzy dni przed meczem, jak na boisku. Już w Górniku to widziałem. W czasie treningów – normalny, solidny obrońca. A w czasie meczów – błyszczał. Bo jego nie interesowało, kto go akurat atakuje. Dla niego odbieranie piłki to było jak stemplowanie znaczków na poczcie. Bach, bach, bach, bach... I w dodatku „stemplował” z uśmiechem.
Przypomniało mi się też, jak do Grodziska przyjechał Manchester City. Patrzymy na ich trening, Fowler wsadza wszystko, z każdej pozycji. Jak nie strzeli to wpada. Wszyscy pod wrażeniem, tylko Kriżanac się z niego podśmiewuje: - A co to za piłkarz? Kto to jest? Kto to jest? Patrz jak wygląda, to wrak.
Fowler znowu trafia. Ktoś mówi: - Ale pier...!!!
A Ivo na to: - Pier... to ja go jutro.
- Ale trafił!!!
- Trafię to go ja!
I rzeczywiście – ten Fowler nie zrobił przy nim sztycha.
Próbuję tak w głowie uporządkować myśli na temat Ivicy i jego stylu gry. No bo nie zrobił kariery, tylko dlatego, że był twardy i się niczym nie przejmował. Potrafił grać w piłkę. Ale też przypomina mi się jego styl biegania – taki wyprostowany, jakby kij połknął. To była taka dostojność, w stylu Beckenbauera. Wiecie co mam na myśli? Wyprostowany, głowa wysoko, niemal zadarta – spokojnie się rozglądał, wszystko widział.
Sam nie wiedziałem, jak mu pójdzie zagranicą. Byłem pewny, że ma papiery na granie i jak ktoś mu naprawdę zaufa, to się nie zawiedzie. No właśnie – ale czy ktoś zaufa. I czy Ivo nie zrobi niczego głupiego. Ze Sparty Praga wyrzucili go za to, że na treningu złamał kapitanowi nos. W Zenicie na szczęście nie złamał. Swoją drogą – jaki to los jest przewrotny. Gdyby go nie wyrzucili ze Sparty, może karierę zrobiłby jeszcze większą. A może... nie zrobiłby żadnej? Czasami jedno wydarzenie o wszystkim decyduje, jeden ruch w lewo, a nie w prawo. I naprawdę nie sposób ocenić „co by było gdyby”...
PS. Nie piszę o Wiśle Kraków, dobrze wiecie, dlaczego. Za mną najbardziej frustrująca runda w karierze. Wiosną byłem po kontuzji, dochodziłem do siebie. Ale jesienią powinienem strzelać bramki. Zamiast tego było moje prywatne, ogromne rozczarowanie (choć rozumiem, że wasze też). Nie pozostaje mi nic innego, tylko dalej trenować najmocniej jak się da (a trenują naprawdę mocno), żeby przełamać tę niemoc.
51 komentarzy - dodaj komentarz
Przegraliśmy, choć... byliśmy lepsi
Tagi: Andrzej, Niedzielan, blog, piłka, nożna, Wisła
(27 października 2008 16:54)
Gdzieś przeczytałem, że Iwański albo Grzelak byli bohaterami Legii. Nie mogę się z tym zgodzić – Legia grała dobrze, ci piłkarze grali bardzo dobrze, ale bohater był jeden. Jan Mucha. To on nas zatrzymał. Wciąż uważam, że w Warszawie byliśmy lepsi o przynajmniej jedną bramkę.
Zanim wyjechaliśmy ze stadionu, minęło sporo czasu ze względu na udział trenera Skorży oraz Pawła Brożka w programie Liga+ Extra oraz ze względu na kontrolę dopingową, na którą zostali wezwani Wojtek Łobodziński i Mauro Cantoro. Po meczu naprawdę trudno jest... się wysikać, więc zajęło im to chyba z godzinę. Potem jechaliśmy autokarem do pierwszej w nocy, mieliśmy sporo czasu na przeanalizowanie przegranej. Między innymi oglądaliśmy najważniejsze sytuacje z tego spotkania. I nie mieliśmy wątpliwości, że nie zasłużyliśmy na porażkę, a pewnie nawet nie na remis. Teraz sam nie wiem, co jest lepsze – przegrać, bo się nie miało nic do powiedzenia, czy przegrać, mimo że należało się zwycięstwo. Pierwsza opcja to bezsilność i zniechęcenie, druga – ogólna złość i irytacja.
Wiadomo, że mam przed oczami swoją sytuację. Czy mam do siebie pretensje? I tak, i nie. Kiedy piłka do mnie leciała, w ułamku sekundy musiałem podjąć decyzję, w który róg uderzać. Zazwyczaj strzela się w tę stronę, z której nadlatuje piłka, żeby złapać bramkarza na wykroku. Z drugiej strony widziałem, że z tamtej strony jest dwóch obrońców (chyba Choto i Astiz) i przez głowę przeszła mi myśl, że mogą ten strzał zablokować. Poza tym stał tam też Mucha. Podjąłem decyzję (a może to był tylko instynkt, a nie decyzja?), że uderzę w ten drugi róg. I zrobiłem to moim zdaniem optymalnie. Niestety, Mucha był niezwykle szybki i też dopisało mu trochę szczęścia. W jaki sposób tak szybko pozbierał się do dobitki, jak tak szybko stanął na nogi – nie wiem. Z reguły jestem dość samokrytyczny wobec samego siebie, ale tym razem muszę napisać jedno – bardziej Mucha obronił niż ja spieprzyłem. Spieprzyłem to na przykład w pucharowym meczu z Cracovią, a nie teraz...
Teraz musimy wygrać z Górnikiem w pucharze. Za wszelką cenę. Jakoś ostatnio nie mamy łatwości w zdobywaniu goli. To znaczy ma ją Paweł, ale cała reszta drużyny (w tym oczywiście ja) jakoś już nie. Rzadko zdarzają nam się takie mecze, jak jeszcze w poprzednim sezonie, kiedy demolowaliśmy rywali. I musimy to zmienić, może właśnie już od meczu z Górnikiem. Sezon jest długi, to końca sezonu mnóstwo meczów i mnóstwo bramek do zdobycia...
Gratuluję więc Legii trzech punktów, ale ten mecz nie sprawił, że przestaliśmy być głównym faworytem w walce o mistrzostwo. Wręcz przeciwnie!
95 komentarzy - dodaj komentarz
Będzie córeczka
Tagi: Andrzej, Niedzielan, blog, Wisła, rodzina
(23 października 2008 14:02)
Kontynuując poprzedni wątek - będzie dziewczynka! Bardzo się cieszymy z tego powodu. Brzuch Kamili rośnie i rośnie, a dzidziuś powinien urodzić się na przełomie lutego i marca.
Najśmieszniej będzie, jeśli nasza druga córeczka urodzi się dokładnie tego samego dnia, co ja, a są na to spore szanse - ja urodziłem się 27 lutego.
Dzięki wszystkim za propozycje imion, ciągle się zastanawiamy nad tym najlepszym...
74 komentarze - dodaj komentarz
Najważniejsze gole...
Tagi: Andrzej, Niedzielan, rodzina, blog
(07 października 2008 15:00)
Ponieważ dobrze wiem, że cokolwiek napiszę, to pojawią się głosy w stylu „weź się do roboty leniu”, „kiedy wreszcie strzelisz łamago” oraz „za co ci płacą szkodniku” pozwólcie, że odpowiem lekko żartobliwie.
Strzeliłem. Tak strzeliłem. Strzeliłem bardzo ważnego gola. Kamila jest w piątym miesiącu ciąży i czekamy na drugie dziecko!!! Wkrótce powinniśmy poznać płeć, ale jest tak, jak sobie wymarzyliśmy – Zuzia będzie miała rodzeństwo, a różnica wieku wyniesie dwa lata. Dwa lata to chyb dobrze, co?
Na razie zastanawiamy się nad imieniem. Problem w tym, że w mojej rodzinie rodzi się tyle dzieci, że prawie wszystkie imiona są już zajęte:) Może więc wy nam pomożecie? Wpisujcie w komentarzach swoje propozycje! Razem z Kamilą je przeczytamy i może coś nam wpadnie w oko?
A tematy piłkarskie skwituję krótko – chcę, bardzo chcę. I zapewniam, że nikt z was nie chce tak bardzo jak ja.
212 komentarze - dodaj komentarz
- 08 września 2008 / Dlaczego warto zaufać Brożkowi? (42)
- 27 sierpnia 2008 / No i Barcelona za nami (34)
- 14 sierpnia 2008 / To tylko ludzie, tak? (47)
- 12 sierpnia 2008 / Jazda, jazda, jazda! (46)
- 07 sierpnia 2008 / Czemu... strzeliłem! (69)
- 02 sierpnia 2008 / Czemu nie strzeliłem? (56)
- 29 lipca 2008 / Próbują nas wkurzyć (38)
- 23 lipca 2008 / Zwariowane dni (140)
- 11 lipca 2008 / Kontuzja? Drobnostka! (21)
- 05 lipca 2008 / Dwa sparingi (20)
- 02 lipca 2008 / Pierwszy meldunek (26)
- 24 czerwca 2008 / Pierwszy trening (26)
- 19 czerwca 2008 / Magia Hiddinka (7)
- 16 czerwca 2008 / Koncentracja (5)
- 10 czerwca 2008 / Właśnie się zaczęło! (12)
- 07 czerwca 2008 / Mój ból i nasz bój (7)
- 03 czerwca 2008 / Moja Holandia (10)
- 29 maja 2008 / Majewski kontra Maradona (40)


Ukrywa się za nickiem, ale nie ukrywa poglądów. Ważne co pisze, a nie kim jest.
Srebrny medalista olimpijski, 39-krotny reprezentant Polski, największy skandalista w polskim futbolu. Wali prawdę między oczy.
Najlepszy bramkarz w historii polskiej piłki, dziś bezkompromisowy felietonista
Najzdolniejszy polski trener, zdobywca mistrzostwa Polski z Zagłębiem Lubin i Pucharu Polski z Lechem Poznań.
Bramkarz, 13-krotny reprezentant Polski, znany z ciętego języka i twardego charakteru
Były zawodnik Flamengo, Bastii i Legii, wieczna dusza towarzystwa. Dziś prężny menedżer.
Zamieszczamy wpisy naszych czytelników. Umiesz dobrze pisać? Dołącz do nich!
Były reprezentant Polski, mistrz Austrii i uczestnik Ligi Mistrzów. Obecnie zawodnik ŁKS Łódź. Twardziel.
17-krotny reprezentant Polski, napastnik Wisły Kraków, wcześniej występujący w lidze holenderskiej
Menedżer uważany za najskuteczniejszego na polskim rynku. Poznaj inny punkt widzenia.
Twardziel z Tychów, obecnie podpora Lechii Gdańsk. Charakterny, ambitny i szczery.
Król strzelców sezonu 2006/2007, zdobywca ponad stu goli w polskiej ekstraklasie, były piłkarz Herthy i żywa legenda Lecha