Andrzej Niedzielan

Andrzej Niedzielan


17-krotny reprezentant Polski, napastnik Ruchu Chorzów, wcześniej występujący w lidze holenderskiej

Dziękuję za miłe słowa
Tagi: , , , , ,
(08 marca 2010 15:24)
Jak pewnie wielu z was wie, przebywam w szpitalu i czekam na ostateczną decyzję, czy będzie niezbędna operacja, czy nie. Pierwsza diagnoza mówi, że niestety tak. Ciągle liczę, że może uda się tego uniknąć, bo zabieg jest bardzo nieprzyjemny - polega na przewierceniu się i wyciągnięciu hakami fragmentów kości.

Czuję się w miarę dobrze (bywało lepiej, ale nie ma co narzekać) i już myślę o powrocie na boisko. Chociaż wszystko w rękach lekarzy, mam nadzieję, że rozegram przynajmniej trzy ostatnie mecze tego sezonu. Prawdopodobnie w specjalnej masce. Nogi przecież działają jak trzeba, a to najważniejsze. Słyszałem, że Demichelis z Bayernu miał podobny uraz głowy - muszę dokładnie dowiedzieć się, w jaki sposób się leczył i wracał do formy. Jeśli sami macie jakieś informacje - będę wdzięczny.

Na razie chciałem wszystkim podziękować za dużo ciepłych słów, które otrzymałem. Szczególnie dziękuję ludziom z Ruchu Chorzów (prezesi, działacze, trenerzy), bo robią wszystko, co w ich mocy, by jak najbardziej mi teraz pomóc. Ja postaram się odwdzięczyć tak, jak potrafię - wracając jeszcze w tym sezonie na boisko.

Pozdrawiam wszystkich!


Image and video hosting by TinyPic




215 komentarzy - dodaj komentarz

Same plusy
Tagi: , , ,
(11 lutego 2010 20:28)
Fajnie jest potrenować na zielonych, świetnie przygotowanych boiskach. Byłem już w wielu miejscach, ale takich boisk, jakie teraz są w Turcji, chyba jeszcze nie widziałem. Do tego hotel świetny, jedzenie świetne, tylko pogoda trochę nie dopisuje, bo tak naprawdę dopiero dzisiaj przestało padać. Ale w porównaniu z Polską to i tak jest rewelacja.

W najbliższych dniach czekają nas trzy ostatnie sparingi, ostateczny szlif przed ligą. Na razie wygraliśmy 3:2 z wicemistrzem Kazachstanu. Przeciwnik może nie był specjalnie renomowany, ale pozytywne było to, że prowadziliśmy gry, dobrze operowaliśmy piłką i zdecydowanie zasłużenie zwyciężyliśmy. Ze swojej formy też jestem zadowolony – zagrałem na razie w trzech spotkaniach kontrolnych i zdobyłem pięć bramek. A co najważniejsze, nie opuściłem ani jednego treningu. Czuję, jak przybywa mocy.

Co ciekawe, pierwszy mecz ligowy – za dwa tygodnie – zagramy z Arką Gdynia, a teraz jesteśmy w tym samym hotelu. Widzimy, jak oni trenują, oni widzą nas. Jemy posiłki w tym samym miejscu, w te same miejsca chodzimy na odnowę biologiczną. To na pewno jest dodatkowy smaczek. Dla mnie spotkanie Arki jest o tyle interesujące, że jest tam teraz Joel Tshibamba, z którym przez pół roku byłem w NEC. To był wówczas młodziutki chłopak (ciągle jest bardzo młody), próbujący wejść do drużyny. Nie do końca udało mu się przebić w Holandii, więc teraz spróbuje sił u nas. Kto by się spodziewał, że spotkamy się właśnie w takich okolicznościach? W Turcji, na zgrupowaniach polskich drużyn? Miło było znowu pogadać po niderlandzku.

49 komentarzy - dodaj komentarz

Zostaję w Ruchu
Tagi: , , , ,
(20 stycznia 2010 15:29)
Przez ostatnie dni dużo myślałem na temat swojej przyszłości. Nie ukrywam, że były momenty, gdy do Polonii Warszawa miałem naprawdę blisko, ale były też takie, kiedy chodziło po głowie „zostań w Ruchu”. Biłem się z myślami dość długo, aż w końcu dziś ostatecznie postanowiłem – do końca sezonu będę grał w Chorzowie. Nie chcę porzucać tego zespołu w połowie sezonu, nie w takich okolicznościach, nie gdy Ruch walczy o ambitne cele i – za wyjątkiem odejścia Tomka Brzyskiego – nie osłabia się.

Będę szczery – nawet teraz, gdy to piszę, są chwile, kiedy sam się sobie dziwię. Rzadko mi się zdarza nie myśleć biznesowo. Gra w piłkę to jednak w dużej części biznes, zawód. Celem każdego zawodnika są pieniądze. A tu górę wzięło serce. W Ruchu odbudowałem się, jest tu wspaniały trener Waldemar Fornalik, jest świetna atmosfera. I kibice, dla których zacząłem coś znaczyć. Dzięki temu wszystkiemu na Cichej przypomniałem sobie, czym jest prawdziwa satysfakcja z gry. No i przypomniałem sobie, co pisałem na blogu kilka miesięcy temu: „Głodem nie przymieram, a… życie jest jedno. I jak teraz nie nastrzelam goli, to przecież na starość tego nie zrobię. Natomiast zarobić jeszcze zawsze zdążę”. Oczywiście w Polonii też bym te gole strzelał, ale gdzieś tam w głowie miałbym wyrzuty sumienia, że odszedłem z Ruchu po ledwie jednej rundzie.

Mam nadzieję, że działacze Polonii Warszawa to zrozumieją. Dziękuję im za bardzo profesjonalnie prowadzone rozmowy i za bardzo atrakcyjną propozycję. Nie wykluczam, że nasze drogi się jeszcze zejdą, ale to po prostu nie jest dobry moment. Pan Wojciechowski też na pewno nie porzuca budowy, gdy stoi tylko stan surowy otwarty. W Chorzowie jest coś do dokończenia. Oczywiście, mamy tu pewne problemy, ale nie chcę być szczurem, który ucieka z okrętu. To może być przełomowy sezon i mam nadzieję, że do czerwca uda się rozwiązać wszystkie problemy. A przynajmniej większość.

Dodam jeszcze jedno – w ostatnich tygodniach ofert i zapytań było sporo, z konkretną propozycją zgłosił się jeden z greckich pierwszoligowców. Ale dzisiaj uścisnąłem rękę prezesowi i dyrektorowi sportowemu, co oznacza, że bez względu na wszystko, zimą nie odejdę ani do Polonii, ani do żadnego innego klubu.

127 komentarzy - dodaj komentarz

Niektórym nie dogodzę
Tagi: , , , , , ,
(07 grudnia 2009 15:47)
Kilka dni przed meczem z Wisłą na siłowni u doktora Wielkoszyńskiego spotkałem Mariusza Jopa. Znamy się od lat, więc śmiechu było sporo. W pewnym momencie tak przerzucamy te kilogramy, a „Jopik” patrzy, patrzy i mówi: - Ty, wiesz co, za dobrze wyglądasz… Chyba będę musiał cię na samym początku ostro wyciąć… Ja z kolei prosiłem doktora Wielkoszyńskiego: - Może by pan go trochę zamulił, żeby się chłopak do niedzieli nie odkręcił?

Wiadomo – poza boiskiem koledzy, na boisku rywale. Udało się strzelić gola, radość była z tego powodu niesamowita. Jak czytam – dla niektórych za duża. To podobno skandal, że przebiegłem koło ławki rezerwowych Wisły. A niby którędy miałem przebiec, żeby było dobrze? Może najlepiej, gdybym w ogóle się nie cieszył? Może miałem zapłakać? Przeprosić? Pokajać się? Położyć? Niektórym się nigdy nie dogodzi. Jak byłem w Wiśle i nie grałem, to podobno byłem darmozjadem, który tylko liczy pieniądze. Gdy udowodniłem, że to nieprawda i odszedłem do Ruchu, to podobno miałem nie potrafić grać w piłkę. Okazało się, że potrafię. To teraz nawet nie mogę się cieszyć. A już najlepsza jest plotka, że przed meczami z czołówką tabeli specjalnie łapię chorobę i nie gram. Tak, jasne, pół świata jest chore na grypę, tylko ja nie mogę. Bo jak ja choruję, to na pewno ze strachu. Całą noc stałem na mrozie w samej koszulce, żeby tylko mnie coś złapało.

Nie wiem, w jakim świecie niektórzy żyją. Miałbym się bać meczu z Legią, Lechem czy Wisłą? Grałem w życiu z lepszymi drużynami i lepszym strzelałem gole. Doceniam klasę tych zespołów, bo na warunki naszej ligi są mocne, ale nie padam na kolana, a już na pewno nie uciekam w chorobę. Robię to, co lubię – gram w piłkę. A że czasami zdrowie nie pozwala – niestety, takie życie. Niektórzy widocznie mierzą innych swoją miarą.

No i jedno wyjaśnienie – niczego po golu nie krzyczałem do Macieja Skorży. Można to sobie zobaczyć na powtórkach. Na moment odwróciłem się w stronę trybun, może na ułamek sekundy. Ale na pewno nie do Skorży. Gram dla Ruchu Chorzów, cieszę się z bramek dla Ruchu, nieudany pobyt w Wiśle jest historią. Jak komuś wygodnie rozpuszczać legendy o moich słowach w stronę trenera Wisły, to niech rozpuszcza. Ale ile jest prawdy w legendach – wie każde dziecko. Moja bramka nie była żadną zemstą, tylko była w tej właśnie sekundzie ważną bramką w ważnym meczu. Ostatecznie nic nie dała, bo przegraliśmy. I to przegraliśmy zasłużenie, Wisła była lepsza. Gratuluję.

Teraz mecz z Piastem, potem odpoczynek i moment na zastanowienie się, co dalej. Nie ukrywam, że z każdym dniem dostaję coraz więcej propozycji, z przeróżnych klubów i z przeróżnych kierunków. Doszło też do pierwszej rozmowy z Ruchem, na temat pozostania. Na razie mam w kontrakcie zapis, który gwarantuje mojemu obecnemu klubowi, że na pewno na mnie nie straci (a przyszedłem za darmo, z kartą na ręku). Mianowicie jeśli miałbym odejść zimą, Ruch dostałby dokładnie dwa razy tyle pieniędzy, ile w Chorzowie do dnia odejścia zarobię. Myślę, że to układ fair. Ale raz jeszcze podkreślam – nie wiem, co się wydarzy i nie wiem, co postanowię.

83 komentarze - dodaj komentarz

Radość ze zwycięstw
Tagi: , , , ,
(21 października 2009 14:28)
No i kto by się spodziewał, że w jedenastej kolejce ekstraklasy mecz Ruchu Chorzów z Polonią Bytom będzie spotkaniem drugiej z trzecią drużyną? Czyli, nie ma się co czarować, meczem na szczycie! Polonia, trochę jak my, na początku wskoczyła na tę dobrą falę i płynie. I trochę drażni mnie już to, że ze wszystkich stron słyszę – zarówno o nas, jak i o Polonii – że na pewno zaraz zaczniemy seryjnie przegrywać i wrócimy gdzieś w dolne rejony tabeli. Już od trzeciej kolejki niektórzy eksperci wieszczą koniec naszej serii i coś się doczekać nie mogą.

Ja wiem jedno – gramy fajnie, coraz fajniej, a atmosfera jest świetna (tylko chłopaki nie znają się na modzie, bo docinają mi za mój nowy, zielony dres). Chyba jeszcze nigdy nie byłem w zespole, który tak bardzo cieszyłby się ze zwycięstw. W Wiśle – wiadomo – radość też była, ale nie taka euforyczna, bo do kolejnych wygranych każdy był przyzwyczajony. W Holandii zdarzały się szampańskie nastroje, ale tylko jeśli udało nam się pokonać kogoś z czołówki, Feyenoord, PSV czy Ajax. Natomiast w Ruchu jest po prostu fantastycznie przez cały tydzień, a na koniec przychodzi weekend i kolejne zwycięstwo. Czekamy w szatni aż wszyscy przyjdą i zaczynają się śpiewy. A potem, gdzieś w basenie, omawianie spotkania.

Sam z siebie – nie będę udawał – jestem zadowolony. Odbiłem się od dna, jakim były poprzednie sezony i pokazałem kilku osobom, że za wcześnie mnie skreśliły. Ciekawe, czy będą miały dość odwagi, by zwrócić mi honor. Oczywiście, mogłem mieć kilka bramek więcej, ale tak naprawdę to byłoby tylko nabijanie licznika (zresztą, który napastnik wykorzystał wszystkie okazje – przecież Lewandowski czy Brożek też nie). W kwestii punktów zawaliłem raz, we Wrocławiu, gdzie powinien strzelić gola i dziś do Wisły mielibyśmy tylko oczko straty. Bo to, czy wygraliśmy z Polonią 2:0 czy wygralibyśmy 3:0 – nie ma żadnego znaczenia.

Co mnie cieszy – praktycznie w każdym wywiadzie pada ostatnio pytanie o reprezentację Polski. A to najlepsza oznaka tego, że znowu moja gra się niektórym ludziom podoba. Oczywiście twardo stąpam po ziemi i wiem, że trzy miesiące dobrej gry to trochę jeszcze za mało, biorąc pod uwagę to, co działo się ze mną wcześniej, ale wiem jedno – idę w dobrym kierunku i grać będę tylko lepiej.

77 komentarzy - dodaj komentarz