Grzegorz Szamotulski

Grzegorz Szamotulski


Bramkarz, 13-krotny reprezentant Polski, znany z ciętego języka i twardego charakteru

Mój nowy klub - Hibernian
Tagi: , , ,
(29 grudnia 2008 20:41)
Dzisiaj w zasadzie zostało przyklepane, że przechodzę do Hibernian. Drogą faksową podpisaliśmy wszystkie dokumenty i przynajmniej najbliższe pół roku spędzę w Szkocji. Przez całe święta negocjowaliśmy umowę, głównie jej długość – ja chciałem krótki kontrakt i ostatecznie stanęło na moim. Nie ukrywam, że jestem bardzo zadowolony.

Jeśli więc w ostatnich dniach czytaliście, że nie dogadałem się z Hibernianem z powodów finansowych – zmieńcie źródła informacji. Ani przez moment rozmowy nie były zerwane i zmierzały cały czas w dobrym kierunku. Pozdrawiam tych, którzy napisali, że Hibs szukają młodego bramkarza i z tego względu mnie odstrzelono. Młodych to oni mają – dwóch. Wystarczyło zajrzeć na oficjalną stronę klubu, żeby się o tym przekonać. Wiem dobrze, że są na świecie młodsi bramkarze, starsi oraz... jeszcze starsi. A także słabi i dobrzy. Dla trenera Hibernian liczy się głównie to drugie rozgraniczenie.

W Szkocji mówią na mnie Mad Monk. Teraz – Mad Monk is back. Cieszę się, że zaryzykowałem i opuściłem Izrael. Taka emeryturka nie była dla mnie. Leciałem do Edynburga w ciemno, mogłem całkowicie zostać na lodzie, bez klubu, ale ryzyko się opłaciło.


43 komentarze - dodaj komentarz

Lecę do Szkocji
Tagi: , , , ,
(07 grudnia 2008 14:06)
Ponieważ napisała już o tym szkocka prasa, nie ma sensu, bym dalej to ukrywał – dostałem propozycję gry w Hibernian i zamierzam z niej skorzystać. Dokładnie rok temu opuszczałem ligę szkocką i od tamtej pory nic nie potoczyło się tak, jak miało się potoczyć – głównie ze względu na kontuzję, przez którą straciłem całą wiosnę (przeszedłem zabieg kolana w Poznaniu) i możliwość gry w Preston. No i może ze względu na to, że w czasie negocjacji z Glasgow Rangers uniosłem się honorem. Ale te negocjacje naprawdę nie przebiegały fair. Jak ktoś chce mnie stawiać pod ścianą, to idę w swoją stronę.

W Izraelu czułem się źle – to nie był poziom, do którego się przyzwyczaiłem. Jedyny plus to świetna pogoda, ale jak chcę słońce, to mogę jechać na wakacje. Dlatego, gdy pojawił się temat Szkocji, poszedłem do trenera i powiedziałem mu, że w Aszdod się męczę, że to dla mnie jedna z ostatnich szans gry w Europie. Facet był super, bardzo mnie lubił, zdołałem jakoś go przekonać. Zostawiłem więc zespół na wysokim, piątym miejscu w tabeli i teraz czekam, co dalej.

Hibernian chce zobaczyć, czy wyglądam tak samo dobrze, jak rok temu. Nie dziwię się – stracili mnie z oczu na kilka miesięcy. A że wyglądam, to nie mam żadnych obaw. Lecę na kilka dni, potem pewnie podpiszemy umowę. O ile się dogadamy, ale mam nadzieję, że tak. Widzę, że Szkotom zależy.

Póki co jestem więc wolnym piłkarzem, z kartą na ręku, ale... mam nadzieję, że już niedługo. Wolałem zaryzykować, bo emerytura w Izraelu to nie dla mnie. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie spróbował.

35 komentarzy - dodaj komentarz

Janko zaczyna, Cole kończy
Tagi: , , , ,
(25 listopada 2008 21:35)
Mój kolega z Admiry robi prawdziwą furorę w Austrii. Marc Janko strzelił w tym sezonie... 27 goli dla Salzburga. A przypominam, że mamy listopad, liga austriacka gra systemem jesień-wiosna, więc jest całkiem możliwe, że przekroczy nie tylko trzydziestkę, ale i czterdziestkę! A kto wie - 27 bramek w tym momencie to wynik tak nieprawdopodobny, że może i 50 pęknie? Chyba, że już zimą zmieni klub na jeszcze mocniejszy.

Jak grał w Admirze, to dopiero zaczynał karierę. Trafiał raczej od święta (zdobył chyba dwie bramki w sezonie), ale na treningach walił z każdej pozycji. Trzeba przyznać, że miał soczyste uderzenie, jak na takiego dryblasa (ponad 190 centymetrów).

Wszystko przed Janko, ma szansę na fajną karierę. Natomiast przeczytałem gdzieś, że z piłką skończył niedawno Andy Cole. Poznaliśmy się tego lata, na zgrupowaniu Nottingham Forest. Fajny gość, ciągle uśmiechnięty. Jak raz trener zapowiedział rafting, to szykowaliśmy się na sympatyczny spływ rzeką. Tymczasem dali nam wiosła i kazali zapieprzać ze dwie godziny w deszczu. Na moje nieszczęście, w pontonie byłem właśnie z Andym, a on po 50 metrach stwierdził, że to pierdoli i wiosłować nie będzie. Musiałem machać za dwóch, a on rechotał.

Już wtedy widziałem (nie tylko po tej sytuacji, ale i po treningach, czy odprawach, na które Cole się spóźniał - przychodził po 15 minutach pogwizdując), że nic mu się nie chce. Sądziłem, że posymuluje kontuzje i jakoś dociągnie do końca sezonu. Ale jak widać, odpuścił sobie wcześniej.

23 komentarze - dodaj komentarz

Sushi w Izraelu
Tagi: , , , , ,
(09 listopada 2008 21:55)
Ktoś się w komentarzach dopytywał, jak mi tu w tym Izraelu idzie i generalnie, co u mnie słychać. No to piszę – wszyscy zdrowi. W lidze jesteśmy na razie na piątym miejscu, co jak na możliwości zespołu jest sporym zaskoczeniem (także dla mnie, hehe). No i jak na razie wyprzedzamy Beitar. Piszę to teraz, bo później mogę już nie mieć okazji:)

Trener lubi mój zwariowany charakter, bo sam był bramkarzem przez 20 lat i ma słabość do piłkarzy – określmy to łagodnie – wczuwających się w rolę. Dał mi więc zielone światło na opierdalanie obrońców, a że i oni dają mi zielone światło swoją grą, to pierwszy raz zdarzyło mi się, że tak wyzywałem piłkarza ze swojej drużyny, że... odciągali mnie piłkarze drużyny przeciwnej. Sami sobie wyobraźcie – gramy na wyjeździe, prowadzimy 3:2. Bramki, klasycznie, straciliśmy po rzucie karnym i strzale samobójczym. 94 minuta, obrońca zamiast wybić piłkę zaczyna kiwać się z napastnikiem. Oczywiście stracił, nie po raz pierwszy. Gdybym po sekundzie nie dał rady złapać piłki, byłoby 3:3. Tu nawet Jurek Dudek by się zdenerwował, ja się po prostu wkurwiłem. Czasami trzeba pokazać, że mimo pobliskiej plaży, gramy jednak na poważnie.

Ale ogólnie jest wesoło. Mamy w zespole chłopaka, który jak mówi, to mruży lewą powiekę (a raczej mu ona opada). Może to żart niskich lotów, ale ostatnio coś tam tłumaczy całemu zespołowi, to wstałem i mówię: - Poczekaj chwilę. Wziąłem plastem i podkleiłem mu tę lewą powiekę. Cała szatnia ryczała ze śmiechu, on też, bo ma do siebie dystans.

Miasto ładne, apartament nad morzem, słońce grzeje tak, że jeszcze dziś się można opalać. Liga – nie ma się co czarować – taka sobie, ale coś tam połapać się da. W Netanyi trenerem jest Lothar Matthaeus i zabrał cały zespół na sushi. Zapłacił 3 tysiące dolarów rachunku.


33 komentarze - dodaj komentarz

Kotorowski czy Turina?
Tagi: , , , ,
(07 listopada 2008 16:39)
Dzwonił do mnie kolega i pytał o opinię na temat Ivana Turiny z Lecha. Moim zdaniem może być z niego pożytek – w meczu z Nancy na pewno zespołowi pomógł, przy żadnej bramce nie miał większych szans. Może przy drugiej było widać, że napastnik będzie strzelał właśnie w to miejsce i można było zaryzykować wcześniejszą interwencję, ale na pewno nie był to jego błąd.

Co do pierwszego gola – niektórym się wydaje, że jak piłka przelatuje między nogami, to znaczy, że bramkarz zawalił. Bzdura. Czasami właśnie takie uderzenia są niemożliwe do obrony, bo złączenie nóg trwa dłużej niż lot piłki. Zwłaszcza, gdy rywal strzela z tak bliska, jak napastnik Nancy. Jedyne więc, co można było zrobić, to zareagować przed uderzeniem, w ciemno. Nie czekać, tylko ruszyć w ten gąszcz nóg.

W ogóle dla bramkarza w sytuacjach sam na sam najgorsze są uderzenia tuż koło nogi. Wtedy najtrudniej jest się szybko złożyć do piłki.

Wracając do Turiny – kilka interwencji miał fajnych. Zastanawiam się tylko, czy nie jest trochę za ciężki. Ale potrzeba jeszcze kilku spotkań, by go ocenić. Po tym, co widziałem, na razie dałbym mu grać.

Co do Kotorowskiego, moim zdaniem nie posłużyła mu zmiana trenera bramkarzy. Możecie mi wierzyć, że to jeden z najistotniejszych czynników wpływających na formę, mimo że nikt głośno o tym nie mówi. Czasami błędy wynikają nie z nieudolności bramkarza, ale właśnie złych treningów. Łatwo jest zatracić dynamikę, trochę się przymulić itd. Odkąd „Kotor” ćwiczył z Andrzejem Woźniakiem, prezentował się naprawdę dobrze. Patrząc na dwa ostatnie sezonu, zaliczyłbym go do najlepszej trójki w lidze (pierwszy Jan Mucha, z nowych twarzy nawet podoba mi się Kasprzik z Piasta Gliwice). On zawsze był typem „paradziarza”, ale ostatnio ustabilizował formę i te porady nie przeszkadzały mu bronić pewnie. Natomiast odkąd przejął go Józek Młynarczyk, już nie wyglądał tak dobrze. Wybiegał, kiedy nie trzeba (gol ze Śląskiem), zostawał, kiedy trzeba było wybiec. Jakiś był taki „elektryczny”.

Widzę dla niego jedno wyjście - musi zadzwonić do Kazka Sidorczuka po radę:)

13 komentarzy - dodaj komentarz