Wojciech Kowalczyk

Wojciech Kowalczyk


Srebrny medalista olimpijski, 39-krotny reprezentant Polski, największy skandalista w polskim futbolu. Wali prawdę między oczy.

Prawdomówność Franka S.
Tagi: , , ,
(11 sierpnia 2010 23:12)
Trener Eto'o zabawił się jak chciał z trenerem Smudą. Jak czytałem ostatnio w hiszpańskiej prasie, Eto'o jest w kadrze Kamerunu panem i władcą - powołuje zawodników, ustala skład i rozdziela premie. Przy okazji biega i strzela gole.

Smuda niestety coraz bardziej traci moje zaufanie. Zawziął się, że nie powoła Boruca, w związku z czym, co strzał, to bramka. Ignorowanie najlepszego bramkarza na początku było tylko śmieszne, ale im bliżej do Euro 2012, tym bardziej wygląda to na sabotaż. Franiu, skończ powoływać ręczniki, bo ręczniki to się przydają na basenie, a nie na boisku.

Ostatnio cała praca Smudy opiera się na wywiadach, niestety głupich, co na Weszło kilka razy zostało pokazane. "Franz" niby współpracuje z zaprzyjaźnionym z nim Romanem Kołtoniem, a jak zapowiedział skład na Kamerun, to się połowa nie sprawdziła. Pytanie więc mam do Romka, ile będziesz trenera słuchał? Naopowiadał o ofensywnym futbolu i golach - nie ma (jest za to skopiowane ustawienie Hiszpanów z MŚ, ale oczywiście samo rozstawienie słupków na boisku nie wystarczy). Naopowiadał o jedenastce na Kamerun - była inna. Wszystko wskazuje na to, że słuchanie Smudy to strata czasu. Za to coraz szybciej bije licznik minut bez zdobytego gola. Meczu z Kamerunem nie ma co bagatelizować, bo wyszli na nas chłopacy ze słuchawkami na uszach, roztańczeni, rozbawieni - i przy okazji zrobili z nas ogórków.

Franiu, zajmij się więc pracą, a nie wywiadami, a w wywiadach - jak już ich udzielasz - nie opowiadaj bajek. Tak samo prawdę mów, gdy obmawiasz za plecami, na lewo i prawo, innych ludzi ze środowiska piłkarskiego i mówisz, kto ile dostanie lada dzień zarzutów korupcyjnych i ile razy był we Wrocławiu. Oczywiście, to też się nie sprawdza. Teraz pozostaje pytanie, czy będziesz miał odwagę tych ludzi przeprosić? W roli świętoszka jakoś cię nie widzę, ale jak już chcesz na takiego świętego pozować, to pamiętaj - wypada mówić prawdę, zamiast pokątnie robić "czarny PR" tym, których nie lubisz.

PS
I jeszcze jedno, Franiu. Nie mów po raz kolejny, gdy cię skrytykuję, że zapewne byłem po kilku piwach. Bo niestety nie byłem, a bardzo żałuję - na trzeźwo na twoją robotę nie da się patrzeć.


84 komentarze - dodaj komentarz

Spieprzone przygotowania
Tagi: , ,
(07 sierpnia 2010 22:14)
Polscy piłkarze jacy są tacy są i wiele więcej się już nie nauczą. Ale wiadomo - jak niewidomemu dasz białą laskę, to jeszcze jakoś sobie poradzi, a jak mu tę laskę zabierzesz, to wyrżnie o pierwszy krawężnik. I tu pojawia się kwestia naszych szkoleniowców, którzy właśnie zamiast pomagać, to raczej przeszkadzają.

Europejskie puchary już za nami, Lech wygląda na drużynę old-boyów, którzy mają kłopoty z wejściem po schodach, Wisła podobnie (z tą różnicą, że tam niektórym się nawet nie chce po schodach wchodzić), Ruch umiera w każdym meczu. Wypada zapytać - co się do cholery stało? Przecież dopiero co ten sam Lech miał znakomitą rundę wiosenną, a Ruch zaskakiwał całą Polskę walką od pierwszej do ostatniej minuty. Do tego Legia, która po pięćdziesięciu minutach meczu z Arsenalem po prostu pada. Oczywiście, to zawsze dobra wymówka, że "Arsenal przyjechał", ale widać było gołym okiem, że legioniści też nie są przygotowani do gry. Gdyby dziś na Łazienkowską przyjechała Cracovia, to cała nadzieja byłaby w tym, że Cracovia przygotowana byłaby tak samo nędznie, też by padła po 50 minutach i nikt by niczego nie zauważył.

Wychodzi na to, że przygotowanie zespołu na czas to jakaś czarna magia. A ponieważ to czarna magia, to są inne rozwiązania:

1. Grać systemem wiosna - jesień, który jest dla nas zdecydowanie lepszy. Ale wiadomo, że na ten system nigdy nie przejdziemy, a i trenerzy nie będą za bardzo o to walczyć. Wiecie dlaczego? Bo jak się liga kończy w maju, to oni mają jeszcze pensje za czerwiec, lipiec, sierpień... I najwcześniej pracę stracą we wrześniu. A grając systemem wiosna - jesień nie znasz dnia ani godziny.

2. Jeśli nie możemy grać wiosna - jesień, to zaczynajmy ligę jak najwcześniej, z początkiem lipca. W przeciwnym razie dochodzi do absurdów - w składzie Sparty Praga grał Słowak, który reprezentował kraj w finałach mistrzostw świata i nawet wyszedł z grupy, a teraz do meczu z Lechem zdążył rozegrać dwa spotkania ligowe. My odpoczywaliśmy. Po czym? Przed czym?

3. Jeśli liga musi startować tak późno, to nie znaczy, że tak późno muszą startować przygotowania. Urlopy piłkarze mają zimą, a latem mogliby zapieprzać non-stop. Co komu szkodziło skończyć ligę i od razu zacząć szykować się do kolejnego sezonu i na europejskie puchary? Zamiast "budować formę", po prostu utrzymać tę, która już była? Grać dalej, co tydzień, tylko, że sparingi? Pamiętam, że po moim pierwszym sezonie w Legii, kiedy zajęliśmy bardzo niskie miejsce w lidze (a jednocześnie graliśmy w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów), miałem... trzy dni wolnego. Koniec sezonu, trzy dni wakacji i wyjazd na obóz do Francji. I jazda. W kolejnym sezonie czułem się rewelacyjnie, nie musiałem niczego sobie przypominać, nie musiałem się odbudowywać itd. Dlatego pytam - na cholerę te wakacje? Kto ma w nich interes? Koniec ligi? Fajnie, medale rozdane, można zrobić imprezę, a potem do roboty.

U nas wiecznie czarna dziura. Widzisz drużynę w maju, która dobrze gra i możesz być pewny, że w lipcu będzie grała beznadziejnie. "Nie trafili z formą", "przygotowali szczyt formy na później". Co to za filozofia "być w formie"? Grasz w piłkę, zapieprzasz na treningach, to jesteś w formie. Nie grasz w piłkę, tylko odpoczywasz - to nie jesteś. Proste jak drut.

Co śmieszniejsze, nasi trenerzy nie potrafią przygotować zespołu raptem na 3-4 miesiące grania, podczas gdy w poważnych ligach szykują od razu na 10 miesięcy, bo tam się gra non-stop. I jakoś można.

PS Pisałem już wcześniej o Antoloviciu. Dla Legii jest rozwiązanie - przypiąć go łańcuchem, długim na trzy metry, żeby trochę z bramki mógł wyjść, ale nie za daleko. Jak pies na wsi. Jak będzie potrzebował, to można mu też miskę z wodą postawić.

62 komentarze - dodaj komentarz

Odkręć protezę, hej bramkarz, odkręć protezę!
Tagi: , , ,
(21 lipca 2010 00:04)
Bardzo dobra informacja dla kibiców Legii! W końcu szykuje się sezon, w którym najlepszym piłkarzem w całym klubie nie będzie bramkarz! Bo jak grasz o mistrza, a bramkarz jest ciągle najlepszy, to znaczy, że wszystko stoi na głowie.

W ten sposób staram się szukać pozytywów w tym, że Legia na bramkę sprowadziłą niedojdę. Znaczy się - niepełnosprawnego! Niepełnosprawny, bo ma jedną nogę. Prawą mogliby mu odkręcić, niech już nie oszukuje, że ma prawdziwą, a nie z drewna. Sorry, wydało się, pobite gary! Grzecznie odkręcamy, przepraszamy za zamieszanie i protezę zostawiamy w klubowym magazynie. Widzieliście, jak dzisiaj facet chciał kopnąć piłkę lecącą prosto w niego? Poszła mu na róg! Duża sprawa.

Legia dostała od Bordeaux 1:4, ale specjalnie się tym wynikiem nie przejmuję. To znaczy - nie oceniam nowych piłkarzy, bo kilku z nich wydaje się umieć grać w piłkę, tyle że są w ogóle nie są zgrani i lekko zamuleni. No i najważniejsze - w polskiej lidze Bordeaux nie gra. Te wszystkie Mezengi, Cabrale czy Manu mogą wypalić, ale trzeba też sobie jasno powiedzieć - nie są to piłkarze, których Bordeaux chciałoby mieć u siebie. Dlatego wynik nie dziwi i nie ma co z jego powodu rozpaczać.

Jedynym piłkarzem, którego można oceniać, jest ten Antolović, co w wywiadzie wymienił sto dyscyplin, w których rządził w szkole, ale zapomniał dodać, że w piłkę był chyba najgorszy. Komentatorzy mówili - dużo pracy będzie miał z nim Krzysztof Dowhań. A mi się wydaje, że dużo pracy to będzie miał Marek Jóźwiak, żeby go gdzieś upchnąć. Facet jest mocno cabajowaty i ma tę wadę, że nie potrafi ustać w miejscu. Wybiega, wychodzi, miota się. Ktoś kopnie piłkę, a on już leeeeeeeci. Jak go wyczują i zaczną walić za kołnierz, to nie będzie co zbierać. Poza tym - grać tak wysoko, jak ostatni obrońca, to może grać Casillas, który genialnie gra nogami. A jak ktoś nogami grać nie umie, a ciągle chodzi na spacery, to mamy w tym momencie bombę zegarową.

Legia buduje drużynę na Ligę Mistrzów, a bramkarz z A-klasy. Z Dolcanem chciał się kiwać z dwoma przeciwnikami, ale już pierwszy zabrał mu piłkę i się kiwki skończyły. Z Bordeaux - tragiczny! Jak tak dalej pójdzie, to ligę zacznie Skaba albo Machnowsky.


50 komentarzy - dodaj komentarz

Legia - Wisła oraz Małecki...
Tagi: , , , ,
(09 maja 2010 00:24)
Czułem się dziś jak kibic Lazio w meczu z Interem, jak kibic Liverpoolu w meczu z Chelsea. Zaraz się zacznie przekrzywianka w komentarzach, ale trudno, napiszę - nie cierpię Lecha Poznań i wolę, żeby mistrzem Polski była Wisła Kraków. Oglądam w Canal+ wypowiedzi ludzi z Poznania, w tym rzeczniczki prasowej Lecha i słyszę, że ich wynik Legii z Wisłą nie interesuje i że patrzą tylko na siebie. No w porządku - a tabela też was nie interesuje? Pierdolenie...

O Legii nie będę pisał, bo wszystko już zostało napisane na głównej stronie i jak żyję, tak takiego spotkania nie widziałem. Ale kto miał pobić rekord w kategorii "jak przejść obok meczu", jeśli nie ta zbieranina (utuczonych) pań? Mnie również przypomniał się mecz z 1993 roku - różnica była tylko taka, że Wisła nie musiała strzelić aż sześciu goli i wystarczyły "tylko" trzy. Ale trzeba też szczerze powiedzieć, że liczenie bramek powinno się w tym meczu zacząć od dziesięciu w górę. Zespół Kasperaczaka wygrał 3:0, a nie wyżej, tylko dlatego, że grał Patryk Małecki.

Kiedyś chwaliłem tego chłopaka, ale dziś on z materiału na piłkarza (bo piłkarzem jeszcze nie jest) przeistacza się w materiał na awanturnika. Pisząc w dużym skrócie, ten chłopak podejmuje w większości akcji same złe decyzje. Na cholerę strzela lewą nogą z 30 metrów, skoro nigdy w karierze nie strzelił gola z 30 metrów lewą nogą i szanse na to, że kiedyś się to wydarzy są mizerne? A wystarczy zamarkować strzał, podać... Po co próbuje trudnych strzałów, gdy przed pustą bramką stoi partner z drużyny? W ogóle, to ile on potrzebuje uderzeń, żeby trafić w bramkę? Nie żeby strzelić bramkę, tylko żeby chociaż w nią trafić?

Jest ambitny, stara się, biega, ale jak już ma zrobić coś mądrego, to robi coś głupiego. Chce chyba przyćmić całą ligę, ale uda mu się to dopiero wtedy, gdy zacznie wybierać optymalne (nawet najprostsze i promujące kolegów) rozwiązania, zamiast tych szpanerskich. Dziś - chociaż wiem, że większość osób się ze mną nie zgodzi - był najgorszy w Wiśle. Najgorszy. Nie piszę, że najgorszy na boisku, bo oczywiście legioniści zbyt wysoko zawiesili poprzeczkę.

Małecki - zacznij grać jak piłkarz, jeden z jedenastu w drużynie. Gdyby ktoś w Wiśle miał jaja, to byś dostał, tam - na środku boiska, żeby był wstyd, w cymbał.
147 komentarzy - dodaj komentarz

Testy Wieszczyckiego
Tagi: , , , , ,
(24 kwietnia 2010 00:03)
W ŁKS – wraz z przyjściem nowego właściciela – podobno przyszedł też profesjonalizm. Na dzień dobry Tomasz Wieszczycki, wiceprezes klubu, zarządził przebadanie piłkarzy alkomatem. W ten oto sposób zrobił pierwszy krok ku temu, by rozpieprzyć jedyną rzecz, jaka w Łodzi funkcjonowała – drużynę. Biorąc pod uwagę, że ten właśnie Wieszczycki to dla niektórych piłkarzy ŁKS niedawny kolega z boiska, a dla Piotrka Świerczewskiego kumpel sprzed 20 lat (chyba dzielili razem pokój), to aż dziwne, że „Wieszcz” nie dostał po mordzie.

Łódzki klub znajdował się przez lata w rozsypce. I tylko piłkarze trzymali ten klub przy życiu. Powstała tam drużyna, jakiej – jeśli chodzi o charakter – mogli zazdrościć kibice wszystkich innych klubów. Ci ludzie bili się o każdy punkt, walczyli o klub poza boiskiem, trenowali w podłych warunkach, miesiącami czekali na jakiekolwiek pieniądze i przy tym wszystkim – wygrywali! Nie marudzili, nie płakali, nie dezerterowali. Walczyli. Jedli hot-dogi na stacji benzynowej, a potem jechali na stadion i wydzierali rywalowi trzy punkty. Najpierw zajęli siódme miejsce w ekstraklasie, obecnie zajmują miejsce dające awans. Teraz nowy właściciel na dzień dobry powinien powiedzieć: - Jesteśmy dumni z piłkarzy! To są prawdziwy faceci. Im ŁKS zawdzięcza dalszą egzystencję!

Ale nie, nowy właściciel – ustami Wieszczyckiego – mówi: - Dmuchać! Żeby jeszcze kogoś ten nieszczęsny Wieszczycki złapał pijanego. Nie! On zrobił nalot na szatnie, a tam wyniki 0,0. Czyli kompromitacja dyrektora. Samobój. Od dziś będzie postrzegany jako ktoś, kto gra w innej drużynie, ma nie po kolei w głowie, a atmosfera – kto zna szatnie, ten wie – zostanie zmącona. Skrajna głupota. W ŁKS powstała jedna z niewielu w Polsce DRUŻYN. Jest (była?) tam grupa ludzi, którzy mają wspólny cel, zaciskają zęby i skaczą za sobą w ogień. Czasami się wszyscy razem urżną, czasami dadzą sobie po mordzie w przerwie meczu, potem wszyscy pójdą na dyskotekę i pokłócą się o dziewczynę. A na koniec będą zapieprzać na treningu. Futbol. Męska gra. Na tym polega zespół, tak to funkcjonuje, tak powinno. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Wieszczycki za chwilę wprowadzi tak zwany profesjonalizm w wersji polskiej, który polega głównie na tym, że jeden piłkarz zna drugiego tylko z widzenia, nie wie, jak na imię ma żona tamtego, czy tamten ma dzieci czy nie, jakie ma problemy, co go wkurza – i tak dalej. Tak zwani profesjonaliści będą grupą obcych sobie pizdeczek bez charakteru, które po pierwszym spóźnieniu wypłaty zaczną spłakiwać się dziennikarzom. I zaczną obgadywać się za plecami, zamiast mówić sobie prawdę - chociażby przy drinku - prosto w oczy.

Jeszcze raz podkreślę – olać nowe koszulki, olać nowe logo. ŁKS ma jedno - ZESPÓŁ. Jak Wieszczycki go rozpieprzy, to te nowe logo będzie mógł sobie nakleić na lodówkę. Niech pamięta, że pracę dostał tylko dzięki piłkarzom, którzy walczyli o ŁKS przez ostatni rok i którzy ściągnęli sponsora. Gdzie był „Wieszcz”, gdy klub bił się o licencję? Aha, zapomniałem, nie odzywał się, bo to nie po myśli Canal+. No tak…

Wieszczycki mógł nic nie robić, mógł przebadać alkomatem piłkarzy albo mógł – w ramach integracji, po meczu – sam się z nimi napić. Wybrał opcję najgorszą. Jak teraz ma na niego patrzeć „Świr”? Nagle okazuje się, że „Wieszczu” to wielki profesjonalista. Już nie pamięta, jak nie chciało mu się trenować? Jak się opieprzał? Doceniłby teraz tych, którym trenować się chce. I to za friko. I to w tym wieku.

Mam dla Tomka radę – lepsze jest wrogiem dobrego. Nie wpieprzaj się, bo tylko rozwalisz od środka to, co funkcjonuje. Zamiast robić innym test na zawartość alkoholu, zrób sobie test na inteligencję. Żeby tylko wynik nie wyszedł taki sam – 0,0.

115 komentarzy - dodaj komentarz