
Wojciech Kowalczyk
Srebrny medalista olimpijski, 39-krotny reprezentant Polski, największy skandalista w polskim futbolu. Wali prawdę między oczy.
Legia - wszyscy do wymiany
Tagi: wojciech, kowalczyk, blog, legia
(08 marca 2010 00:25)
Przed meczem Legii z Odrą prezesi wręczyli Jackowi Zielińskiemu nagrodę dla najlepszego piłkarza dekady. O ile wiem, a chyba wiem dość dobrze, Jacek Zieliński był świetnym zawodnikiem, znakomitym, bardzo utytułowanym obrońcą, ale w latach 90. W 2001 roku to on miał już 34 lata, był po ciężkiej kontuzji i powoli żegnał się z boiskiem. Dobra, rozegrał później jeszcze z sześćdziesiąt meczów, ale żeby od razu wybierać go piłkarzem dekady? Gratuluję mu nagrody, ale…
Do czego zmierzam – oto działacze Legii spektakularnie, przed kamerami przyznali się, że odkąd ITI zainwestowało w klub, to nie zdołali sprowadzić ani jednego piłkarza, który ze starym „Zielkiem” – sprowadzonym w 1992 roku – mógłby powalczyć o miano gwiazdy. Wydano kupę kasy, przewalono dziesiątki piłkarzy i żaden z nich okazał się wielkim wzmocnieniem. Żaden nie wniósł do zespołu tyle, co będący jedną nogą na emeryturze i wracający po ciężkiej kontuzji Jacek. Przecież to kompromitacja tych wszystkich działaczy, dyrektorów, trenerów. Podkreślę to raz jeszcze – ITI WYDAŁO MILIONY, A NAJLEPSZY OKAZAŁ SIĘ SPROWADZONY Z IGLOOPOLU DĘBICA ZIELIŃSKI. Dziś na Weszło przeczytałem dobry komentarz, mniej więcej taki: „Napiszcie, że piekarz z Wodzisławia Śląskiego w miesiąc z bezrobotnych piłkarzy sklecił skład, który ograł budowaną od sześciu lat przez ITI Legię”.
No, to teraz o meczu Legii z Odrą…
…
…
(westchnienie)
…
…
Odbył się. Jeśli ta drużyna zmienia swój styl, to na gorszy. Nikomu się nie chce grać, nikt się nie stara, nikt nie walczy. Wszystko pozorowane. Ale po co się starać? Nikt nikogo nie wyrzuci. Nikt nawet na ławkę nie przesunie. Grają ci sami. Rok w rok ci sami, rok w rok o rok starsi i rok w rok coraz mniej perspektywiczni. Nawet taki Rzeźniczak, co uchodzi za talent – najpierw w meczu z Odrą robi katastrofalny błąd, na skutek którego Szala łapie kontuzje. Potem wrzuca dziesięć razy i raz trafia Mięciela w głowę. Ale te wrzutki to są na poziome A-klasy. W pomocy „mózg” zespołu Iwański. Kiedyś porównywano go do Leszka Pisza. Ci, którzy to pisali czy mówili, powinni pierdolnąć się w łeb. I to mocno. Porównywanie takiego zawodniczka jak Iwański do Leszka, to jak porównywać… Tomek Hajto ma takie powiedzonko – nie porównujmy gówna z czekoladą.
Atak? Mięciel stary, ale musi grać, bo nie ma lepszych. Grzelak już wyczerpał limit – zagrał w dwóch meczach z rzędu, co i tak jest już chyba jego „personal record”. Tak naprawdę CAŁA ta drużyna jest do wymiany. Tu trzeba piętnastu albo szesnastu nowych piłkarzy. Nie dwóch, nie trzech, nie ośmiu. Piętnastu. Wystarczy napisać, że kiedyś jak przyjeżdżała ostatnia drużyna w tabeli, to mecz był samą przyjemnością i potem rywal przez dwa tygodnie nie mógł się odkręcić, a teraz Arek Onyszko w zasadzie nie musi brudzić rękawić.
Największy żart dnia – przegrali przed kibiców. Przecież jak na trybunach będzie 100 tysięcy ludzi (tylko po co mieliby przyjść?), to ci piłkarze (nazywam ich piłkarzami, bo jakoś muszę – w końcu nie siatkarze czy koszykarze) zagrają tak samo słabo. Gdyby jakimś cudem zorganizować im mecz na wypełnionym po brzegi największym stadionie świata, z ludźmi skandującymi „Legia, Legia”, to graliby dokładnie tak samo. Te same wrzutki, te same strzały, te same „dryblingi”. Prosta sprawa – w piłkę albo umiesz grać, albo nie. Pamiętajmy też, że akurat w meczu z Odrą kibice byli dla piłkarzy Legii i tak bardzo wyrozumiali. Moim zdaniem, gdyby nie było konfliktu na linii fani – ITI, dziś zawodnicy mieliby zdecydowanie gorzej. Tak ich beznadziejna gra (a nie są zdolni do lepszej, bez względu na to, co sami sądzą) schodzi na dalszy plan. W normalnych okolicznościach nie mogliby nawet pokazać się na mieście. A tak, ich występy po prostu interesują coraz mnie osób. Ich porażki kwitowane są lekkim skrzywieniem. Kiedyś byłaby wściekłość i zaciśnięte pięści.
Oczywiście wszystko co napisałem nie zmienia faktu, że nasza liga jest tak tragiczna, że Legia i tak może ją wygrać. Nie będzie to znaczyć, że dobrze gra w piłkę. Nie będzie nawet znaczyć, że gra średnio. Mówiąc krótko – nie będzie to nic znaczyć. Nic. Coraz częściej mam wrażenie, że naszą ekstraklasę wygrałyby „Orły Górskiego”.
Poświęciłem cały wpis Legii, bo ten klub najbardziej mnie interesuje. Ale niech się kibice Wisły nie cieszą – to samo mógłbym też napisać o ich klubie…
PS Jedyne, czego mogę pogratulować Janowi Urbanowi – że nie uległ presji i nie wpuścił Donga. Pokazał charakter. Nie chciał Donga w drużynie, to Dong nie gra. Jak prezes chciał Donga, to niech zwolni trenera, sam usiądzie na ławce i sam podejmuje decyzje.
78 komentarzy - dodaj komentarz
Koniec wakacji, czas do pracy
Tagi: wojciech, kowalczyk, blog, pilka, nozna
(23 stycznia 2010 17:54)
No i skończyła się wyprawa do Tajlandii, zakończona jednym prawie poważnym meczem i dwoma bardzo niepoważnymi. Niestety, mimo końcowych zachwytów (9 goli w dwóch meczach), ogólnie rzecz biorąc pokazano nam miejsce w szyku – liczyło się tylko spotkanie z duńskimi ligowcami, w którym dostaliśmy trzy gole, a mogliśmy dziesięć. Tajlandia i Singapur? Nasi drugoligowcy (tzn. pierwszoligowcy) też by tam pewnie powygrywali, może tylko jakieś ewenementy w stylu Kluczborka wymęczyłyby 0:0. Chociaż trzeba dodać, że oba te zespoły miały w meczach z nami kilka doskonałych sytuacji…
Poziom na boisku był mniej więcej taki, jak poziom sędziowania w Tanzanii – czyli czarno to widzę. Na cholerę było tam lecieć? Sam kiedyś uczestniczyłem w jednym tego typu tournee, kiedy z kadrą Andrzeja Strejlaua polecieliśmy młodym składem (głównie olimpijczycy z Barcelony) do Ameryki Południowej. Wygraliśmy z Urugwajem 1:0 po golu Darka Gęsiora i przegraliśmy 0:2 z Argentyną, pamiętam, że gola strzelił nam Fernando Redondo. OK – to miało sens, coś zobaczyliśmy, czegoś się nauczyliśmy. Dzisiaj też lepiej byłoby zagrać z młodymi Argentyńczykami (co tam Argentyna – pod względem sportowym lepiej było zagrać z Piastem Gliwice), niż z Singapurem wystawiającym rezerwowy skład! Jezu, rezerwowy skład Singapuru – czy ktoś wyobraża sobie coś gorzej brzmiącego w świecie piłki?
Zdziwiło mnie kilka wyborów Smudy. Po pierwszym meczu odpalony został Piotr Brożek. Skoro tak, to Łukasz Mierzejewski powinien zaraz po spotkaniu z duńską ligą zostać zapakowany w samolot. Zamiast Brożka grał Sadlok, chociaż wiadomo, że nie będzie to piłkarz brany pod uwagę do gry na lewej obronie. Poza tym – wyjątkowo mało grał Patryk Małecki, który przed wyjazdem wydawał się czołową postacią tej zbieraniny.
Nie rozumiem jeszcze jednego – skoro Duńczycy mogą traktować mecze w turnieju o Puchar Króla jako nieoficjalne, czyli jak rozumiem jako mecze reprezentacji ligi duńskiej, to czemu my nie możemy? Nowak, Robak, może jeszcze trener Chrobak? Każdy wie, że to nie była reprezentacja Polski, a mimo to uparcie tak tę zbieraninę nazywamy. Po co? Bo sponsor tak chce? Nie trzeba się na wszystko zgadzać. Prestiż reprezentacji całkowicie upada właśnie ze względu na takie mecze, czyli na własne życzenie PZPN. Glik strzela w debiucie z Tajlandią. Tomasz Nowak wbija gola Singapurowi i już ma trzy mecze w reprezentacji. Już się ich dziecięce marzenia spełniły. Hola, hola, nie za szybko? Przecież to są żarty. Nazywajmy rzeczy po imieniu – grała reprezentacja ligi i tak to powinno zostać zapisane w kronikach, bez względu na to, czego wymaga sponsor. Polski Związek Piłki Nożnej jako pierwszy powinien dbać o to, by nikt – w żadnym zakątku świata – nie mógł uznać, iż było to oficjalne spotkanie pierwszej reprezentacji.
Pytanie – co dalej. Chłopaki wracają do swoich klubów, które właśnie weszły w kolejny, trudniejszy etap przygotowań. Najcięższa praca już w wielu drużynach się odbyła. Nasi „reprezentanci” potrzebują zresztą czasu – wrócą po ciężkiej podróży, do innej strefy czasowej i innego klimatu. Znowu niezbędna aklimatyzacja. Tak naprawdę stracą kluczowe dwa tygodnie przygotowań. I co dalej? Trenerzy w klubie mają do wyboru:
- uznać, że tak naprawdę to co robili przed dwa tygodnie z resztą zespołu nie miało sensu i po prostu dołączyć turystów z Tajlandii do treningów
- przeprowadzić z nimi te zajęcia, które inni mieli dwa tygodnie wcześniej (ale czy wówczas ktoś zdąży się odkręcić do końca ligi, która zakończy się zaraz po tym, jak się zacznie?)
- próbować doprowadzić ich do formy meczami sparingowymi
Piłkarze Smudy są zapewne w nie najlepszym stanie fizycznym, bo przed turniejem w Tajlandii w ogóle nie trenowali, więc w ciemno można zgadywać, że mają coś ponaciągane itd. Tam, w Azji, biorąc pod uwagę częstotliwość rozgrywania spotkań, nie mogli mieć żadnych poważniejszych zajęć. Trzeba więc będzie z nimi postępować wybitnie ostrożnie. No, nie będą łatwo mieli klubowi szkoleniowcy…
54 komentarze - dodaj komentarz
30 minut, które zostanie w pamięci
Tagi: wojciech, kowalczyk, blog, pilka, nozna, wisla, ruch, sobiech, niedzielan
(06 grudnia 2009 20:42)
Ostatnie pół godziny meczu Ruch - Wisła to była piłka na poziomie europejskim. Od kilku lat nie widziałem w polskiej lidze drużyny grającej tak fantazyjnie, tak wspaniale przez 30 minut, jak wiślacy w Chorzowie. A wszystko zaczęło się od... Sobiecha.
Dla mnie podanie Artura Sobiecha do Andrzeja Niedzielana to było zagranie tej kolejki. Niepozorne, ale genialne. Niedzielan swoim ruchem wymusił na Sobiechu podanie, a Sobiech kopnął tak, jak potrafią to robić Fabregas czy Xavi. Sprzed telewizora wydaje się to niczym nadzwyczajnym, ale on tym zagraniem kompletnie wyłączył z akcji środkowego obrońcę, a jednocześnie posłał piłkę z idealną siłą - tak, by Niedzielan zdążył do niej przed bramkarzem. Większość polskich zawodników w takiej sytuacji zagrałoby górą, a wtedy wiadomo - Niedzielan musiałby pewnie się na chwilę zatrzymać, po sekundzie już by ktoś do niego dopadł, walka, przepychanka itd. Ewentualnie możliwe byłoby podanie po ziemi, ale w nogi Andrzeja - wówczas musiałby się zatrzymać. Sobiech wykonał wszystko po prostu perfekcyjnie. A że przy takim perfekcyjnym wykonaniu nikt w lidze Niedzielana nie dogoni, to mieliśmy gola.
Pod jednym względem Sobiech przypomina trochę mnie z młodości - nie boi się trudnych piłek, nie szuka najprostszych rozwiązań. To go różni od bardzo wielu innych zawodników. I to sprawia, że duet Sobiech - Niedzielan jest chyba najlepszym duetem napastników w całej ekstraklasie.
Sobiech tak naprawdę zaczął mecz. Potem mieliśmy koncert Wisły, jakiego nie widziałem. Futbol totalny. Bramki - filmowe. Można się zastanawiać - dlaczego tak rzadko, dlaczego tak krótko. Gdyby Wisła prezentowała się w lidze cały czas, jak w tym właśnie fragmencie, miałaby dziś komplet punktów. Sądzę, że żadna inna z polskich drużyn nie jest wstanie wspiąć się na ten poziom nawet na chwilę.
52 komentarze - dodaj komentarz
Hitu nie było!
Tagi: wojciech, kowalczyk, blog, barcelona, real
(29 listopada 2009 21:29)
Niedziela, dwa wielkie mecze, o których chciałoby się jak najszybciej zapomnieć – szczyt szczytów w lidze angielskiej, czyli Arsenal – Chelsea: dramat. I liga hiszpańska, Barcelona – Real. Mniejszy dramat ze względu na drugą połową, ale też żadne wielkie widowisko.
Jedno mnie zaskoczyło – przyjeżdża Real, podobno galaktyczny, po wydaniu setek milionów euro, chcący obalić Barcelonę. I co? Wystawia plastrów na dwóch środkowych pomocników. Indywidualne krycie dostają Iniesta i Xavi. Takiej zagrywki spodziewać się można po Odrze Wodzisław w meczu z Legią albo Wisłą. Coś takiego zrobiła Almeria na Camp Nou i też przegrała 0:1. Ale od Realu wymaga się nie klinczowania, nie przeszkadzania, tylko walki, wymiany ciosów, fajerwerków. Miał być show.
Pomyłką było wystawienie Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Piłkarz kontuzjowany, nie w pełni sił, bez formy – na ławkę! Rozumiem, że transmisja idzie do Chin, Pakistanu itd., ale mimo wszystko wolałbym zobaczyć od początku zawodników, którzy są w optymalnej dyspozycji, a nie tych, którzy sprzedają najwięcej koszulek. Messi tak naprawdę istniał tylko w ostatnich minutach, ale wcześniej?
W ogóle na boisku mieliśmy sześciu kandydatów do Złotej Piłki, ale nie było tego widać. Real, nawet grając w przewadze przez pół godziny, nie był w stanie zdominować gry. Mnóstwo pracy wykonali Puyol i Pique, ale ile razy musiał w tym czasie interweniować Valdes? Ani razu? Ile było strat, niecelnych podań?
Oczywiście – mecz trzymał w napięciu, ze względu na czerwoną kartkę zaraz po golu, ale jako pasjonat ligi hiszpańskiej zawiodłem się. Real pilnował środkowych Barcelony, Barcelona nie grała pressingiem, nie było agresji. Jeśli mam wybrać mecz tygodnia, to zdecydowanie bardziej zasługuje na to spotkanie Barcelona – Inter, gdzie gospodarze mając nóż na gardle prezentowali się zupełnie inaczej.
57 komentarzy - dodaj komentarz
Podziękowania
Tagi: wojciech, kowalczyk, blog, pilka, nozna, majewski
(10 października 2009 23:30)
Serdecznie dziękuję reprezentantom Polski, że posłuchali mojego apelu i nie przyłożyli się do meczu z Czechami. Jednocześnie dziękuję też Stefanowi Majewskiemu, bo nie spodziewałem się, że także on przyłączy się do akcji pod tytułem "przegrajmy specjalnie". Widocznie nie do końca zrozumiał, że to akcja mająca na celu odebraniu mu funkcji selekcjonera.
Majewskiemu dziękuję przede wszystkim za wystawienie Piotra Polczaka. Jeśli przed meczem ktoś mógł mieć jakieś wątpliwości, teraz zapewne ich nie ma. Chłopak jest tak mało zwrotny, że prawdopodobnie zdołałbym go minąć nawet w butach narciarskich (niewykluczone, że nawet z przyczepionymi nartami). To ciekawe, że wszyscy w Polsce widzą, że ten piłkarz maczał palce w spuszczeniu z ligi Cracovii (nieskutecznym, ze względów regulaminowych), a Majewski wstawia go do podstawowej jedenastki reprezentacji Polski. Taka decyzja jednoznacznie pokazuje, że ten człowiek nie może być selekcjonerem - nie potrafi odróżnić dobrego zawodnika od słabego.
Ale w ogóle gra naszej linii obrony nie miała nic wspólnego z grą w piłkę. W zasadzie ci zawodnicy w ogóle nie uczestniczyli w jakimkolwiek rozgrywaniu. Liczba niecelnych wykopów była chyba rekordowa. Środek Głowacki - Polczak gwarantuje tylko jedno: kartki. To są łamacze nóg.
Ustawienie taktyczne generalnie mi pasowało, chociaż moim zdaniem nasi ofensywni piłkarze zostali "zabici" w trakcie zgrupowania. W TVP słyszę, że Majewski odpuścił zawodnikom i w czwartek wyjątkowo nie było drugiego treningu. Drugiego?! Co to ma być - obóz przygotowawczy? Ci piłkarze trenują w trakcie sezonu raz dziennie w klubie. Potem efekt widzimy w Pradze - Jeleń nie może wygrać pojedynku biegowego, Błaszczykowski raz mija Jankulowskiego. A Jankulowski to od pięciu lat biega, jakby miał przyczepę... I Grosicki też jakiś taki zamulony.
Moim zdaniem mamy super potencjał ofensywny na 2012 rok, wielu naprawdę utalentowanych piłkarzy grających do przodu (postaram się niedługo zająć tym tematem), ale oni muszą mieć power. No i muszą być wykorzystywani przez resztę zespołu. Ale jak my mamy obrońców kopiących w aut, Macieja Iwańskiego, który nie potrafi nawet wybić rzutu rożnego i Mariusza Lewandowskiego, który w takim meczu - jako kapitan - nawet nie walczy, nawet nie fauluje (a to akurat umie), to o czym mówimy?
W środę mecz ze Słowacją - przyłączam się do akcji "pusty stadion". Jeśli kogoś nie zniechęciło ostatecznie dzisiejsze spotkanie, to dodam, że w środę ma być pięć stopni. Niech sobie marzną przyjezdni.
136 komentarzy - dodaj komentarz
- 25 września 2009 / Jak powoływano kadrę... (158)
- 21 września 2009 / Klapki i koszyki (141)
- 10 września 2009 / Nie zwalniać trenera po wygranym meczu (104)
- 06 września 2009 / Piłkarska sobota (71)
- 01 września 2009 / Łamacze nóg (44)
- 14 sierpnia 2009 / Człowiek ze stali (76)
- 27 lipca 2009 / Odlot Platiniego (57)
- 21 lipca 2009 / Duch sportu? Hahaha! (95)
- 17 czerwca 2009 / Ile drużyn w ekstraklasie? Mało! (120)
- 30 maja 2009 / Gratuluję Wiśle (63)
- 28 maja 2009 / Campeones, Campeones, Campeones! (191)
- 10 maja 2009 / Kup pan piłkarza (146)
- 06 maja 2009 / Frajerzy z Londynu (420)
- 02 maja 2009 / Frajerzy z Madrytu (329)
- 18 kwietnia 2009 / Franiu, co z tobą? (51)
- 09 kwietnia 2009 / Liga Mistrzów w TVP (83)
- 02 kwietnia 2009 / Leo do końca! (57)
- 29 marca 2009 / W obronie Beenhakkera i reprezentacji Polski (77)
- 19 marca 2009 / Trener Józef Wojciechowski (30)
- 20 lutego 2009 / Czas na wymówki! (54)
- 03 lutego 2009 / Bardzo głęboka lampka szampana (118)
- 28 stycznia 2009 / Wielki sukces... księgowej (81)
- 03 stycznia 2009 / Wioślarze, Blanik i... Boruc, a nie Kuba (84)
- 14 grudnia 2008 / Kompromitacja Realu (164)
- 26 listopada 2008 / Górnik Zabrze spadnie (52)
- 15 listopada 2008 / Przegrani i... wygrany (48)
- 12 listopada 2008 / Jak to z Rysiem Tarasiewiczem bywało... (49)
- 07 listopada 2008 / CSKA powalczy o urlopy (26)
- 26 października 2008 / Legia - Wisła i... Grzelak (75)
- 22 października 2008 / Ja i "Wujo" (83)
- 15 października 2008 / Piece of shit (75)
- 12 października 2008 / Czesi za nami, teraz Słowacja (51)
- 04 października 2008 / Ile sił ma Rafał Murawski? (67)
- 29 września 2008 / Sosin powołany! (39)
- 25 września 2008 / Kto prezesem PZPN? (43)
- 19 września 2008 / Trzy dni z telewizją (67)
- 10 września 2008 / No i jeeeest! (81)
- 07 września 2008 / Jak testowaliśmy San Marino... (72)
- 06 września 2008 / W tydzień Leo rozkłada każdego (67)
- 04 września 2008 / Odpowiedź dla prezesa Miklasa (66)
- 03 września 2008 / Koniec mediacji (156)
- 31 sierpnia 2008 / Górnik słaby czy Legia mocna? (35)
- 28 sierpnia 2008 / Nie widzę dla Legii nadziei (81)
- 27 sierpnia 2008 / Wembley, Barcelona i długo, długo nic:) (90)
- 26 sierpnia 2008 / Pijackie wrzaski działaczy (36)
- 21 sierpnia 2008 / Trzech nowych do kadry! (38)
- 15 sierpnia 2008 / Super Lech i beznadziejna Legia (62)
- 14 sierpnia 2008 / Walka gołej dupy z batem (86)
- 13 sierpnia 2008 / Po spotkaniu z Miklasem (33)
- 09 sierpnia 2008 / Trzeciak Travel (49)
- 07 sierpnia 2008 / Odpowiedź prezesa (51)
- 07 sierpnia 2008 / No to do roboty (23)
- 07 sierpnia 2008 / Oglądamy Barcelonę (49)
- 03 sierpnia 2008 / Sytuacja Niedzielana (21)
- 01 sierpnia 2008 / Podsumujmy losowanie... (72)
- 29 lipca 2008 / Dobry piłkarz pije (48)
- 29 lipca 2008 / Słów kilka o lidze (2)
- 20 lipca 2008 / Rocki! (43)
- 18 lipca 2008 / Zgrani tylko kibice (45)
- 16 lipca 2008 / Bąk skończył... (36)
- 10 lipca 2008 / Mistrzem będzie... Wisła (37)
- 09 lipca 2008 / Kciuki za Cześkiem (17)
- 06 lipca 2008 / Moja przepowiednia (29)
- 25 czerwca 2008 / Aragones i ja (17)
- 17 czerwca 2008 / Droga wolna (45)
- 13 czerwca 2008 / Leo, zrób rachunek sumienia (28)
- 09 czerwca 2008 / Leo jak Piechniczek (51)
- 06 czerwca 2008 / Kto królem strzelców? (11)
- 04 czerwca 2008 / Chyba zacząłem wariować (13)
- 01 czerwca 2008 / Co mnie wkurza (37)
- 30 maja 2008 / Ogłaszam konkurs (30)


Najzdolniejszy polski trener, zdobywca mistrzostwa Polski z Zagłębiem Lubin i Pucharu Polski z Lechem Poznań.
17-krotny reprezentant Polski, napastnik Ruchu Chorzów, wcześniej występujący w lidze holenderskiej
Srebrny medalista olimpijski, 39-krotny reprezentant Polski, największy skandalista w polskim futbolu. Wali prawdę między oczy.
Bramkarz, 13-krotny reprezentant Polski, znany z ciętego języka i twardego charakteru
Były reprezentant Polski, mistrz Austrii i uczestnik Ligi Mistrzów. Obecnie zawodnik ŁKS Łódź. Twardziel.
Zamieszczamy wpisy naszych czytelników. Umiesz dobrze pisać? Dołącz do nich!
Ukrywa się za nickiem, ale nie ukrywa poglądów. Ważne co pisze, a nie kim jest.
Były zawodnik Flamengo, Bastii i Legii, wieczna dusza towarzystwa. Dziś prężny menedżer.
Najlepszy bramkarz w historii polskiej piłki, dziś bezkompromisowy felietonista
Menedżer uważany za najskuteczniejszego na polskim rynku. Poznaj inny punkt widzenia.
Twardziel z Tychów, obecnie podpora Lechii Gdańsk. Charakterny, ambitny i szczery.