Wojciech Kowalczyk

Wojciech Kowalczyk


Srebrny medalista olimpijski, 39-krotny reprezentant Polski, największy skandalista w polskim futbolu. Wali prawdę między oczy.

Może jednak schowajcie te szampany...
Tagi: , ,
(17 grudnia 2011 20:54)
Nie ogarniam tego wszechobecnego optymizmu. Wszędzie euforia, bo Wisła wylosowała Standard Liege. Piłkarze zadowoleni z super losowania i wszyscy świętują, jakby trafili na jakiegoś trzecioligowca, a nikt nie pamięta, kogo Wisła chciała uniknąć w eliminacjach Ligi Mistrzów. No, pamiętacie? FC Kopenhagi. Wiecie, dlaczego o tym piszę? Bo właśnie ta Kopenhaga dostała baty od niby słabego Liege.

0:3 na wyjeździe i 0:1 u siebie. A na rewanż Standard wystawił totalnie rezerwowy skład. Ich bilans w fazie grupowej to 4 zwycięstwa, 2 remisy, 0 porażek. W sześciu meczach stracili JEDNĄ bramkę.

I jak? Miny wam zrzedły?

Zarówno Wisła, jak i Legia trafiły źle. I tylko jeśli tak do tego podejdą, to będą mogły myśleć o awansie. Na razie niech Kraków odstawi szampany.

260 komentarzy - dodaj komentarz

A co powiecie na to?
Tagi: ,
(14 grudnia 2011 01:21)
Ci, którzy wchodzą na mojego bloga, mogą pisać, co chcą. Negatywne komentarze mi nie przeszkadzają. Mało tego, nawet je lubię. Alkoholik, debil, tuman bez szkoły. I tak dalej, i tak dalej. To teraz pytanie do was – kibice Realu i nie tylko...





Somos lideres. Jesteśmy liderami.


Image and video hosting by TinyPic


Kim w takim razie przy Kowalu jest uczony, inteligentny i niepijący Mourinho?

300 komentarzy - dodaj komentarz

Nie mogę się doczekać następnego Gran Derbi
Tagi: , , ,
(11 grudnia 2011 00:06)
Brutalność, agresja, chamstwo, polowanie na nogi. Tak słabego Realu jak ten dzisiejszy jeszcze nie widziałem. Kompromitacja. Ci którzy zapowiadali przed meczem wielkie przewagi, mistrzostwo, pojedynek Ronaldo z Messim i tak dalej, i tak dalej... Śmieszni jesteście. A potwierdzenie dostaliście przed chwilą. Gdyby nie prezent od Valdesa, skończyłoby się do zera. DO ZERA!

Oglądałem mecz w Canal+ słuchając radia Cadena Ser. Radia MADRYCKIEGO - muszę to podkreślić. Wypowiadali się tam ludzie związani kiedyś z Realem i trzymający kciuki za Real. Między innymi Jorge Valdano. I oni – madridistas - sami stwierdzili, że ten właśnie Real powinien skończyć mecz w najlepszym wypadku w dziewiątkę. Powinni wylecieć i Ramos, i Pepe. O właśnie, padło też stwierdzenie, że ten, kto przedłużył kontrakt z Pepe, jest jeszcze głupszy niż sam Pepe.

Nic dodać, nic ująć.

Jeszcze raz to napiszę. Brutalność, agresja, chamstwo, faule, kopanie po nogach – niczego więcej nie potraficie. Taki jest wielki Real Mourinho.

Ciekaw jestem teraz waszych wymówek. Już nie będzie płakania, że przegraliście przez sędziego. Teraz sędzia był po waszej stronie, a i tak niczego nie ugraliście.

Nie mogę się doczekać następnego Gran Derbi. I kolejnego wpierdolu Realu.

516 komentarzy - dodaj komentarz

Jeden wariant. Przez dwa lata...
Tagi: , , , ,
(05 grudnia 2011 00:43)
Franek Smuda, jeden z bardziej ograniczonych trenerów na świecie, wyzwał mnie wczoraj na pojedynek. Pośrednio, bo pośrednio, ale jednak. W rozmowie z Romanem Kołtoniem palnął, że w „Kafe Futbal” - serio tak powiedział – jedni podchodzą do dyskusji merytorycznie, inni nie. Wiadomo, do kogo pił. Nie żebym się opinią Smudy jakoś przejmował, bardziej mi go szkoda, jak słyszę tę jego paplaninę, ale co mi tam. W końcu dawno nie wrzucałem niczego na bloga. Chciałeś, Franz, merytorycznych, konkretnych argumentów, w porządku. Jedziemy.

Po losowaniu wniosek jest prosty – brak wyjścia z tej grupy, najsłabszej w historii Mistrzostw Europy, jest NIEWYOBRAŻALNY. Gdyby zamiast jego kadry była tam Ukraina, pewnie nie włączyłbym nawet telewizora. Ale skoro dostali prezent na mikołajki, to muszą go rozpakować. Jeśli nie awansują do ćwierćfinału, będą skończeni. Piłkarze, działacze, trenerzy. Może nie wyjść Rosja, mogą nie wyjść Czechy, może nie wyjść Grecja, ale kadra Smudy wyjść MUSI. Oni to czują i – wierzcie mi - już srają ze strachu. Bo z zewnątrz można się zachwycać słabszymi przeciwnikami, ale z drugiej strony – co jeśli się nie uda?

Wiecie, na czym polega główny problem? Smuda, od kiedy przejął kadrę, szlifował tylko jeden wariant. Jeden przez ponad dwa lata! Przygotowywał sobie te swoje kontry przy grze z jednym napastnikiem, a umknęła mu pewna istotna sprawa – atak pozycyjny.

Nie brał chłop pod uwagę, że na Euro los może mu przydzielić słabszych przeciwników niż Włochy czy Niemcy, a przecież było to możliwe, i skupił się na jednej opcji. Kontry. Laga do przodu, a potem modlitwa, żeby się ten Błaszczykowski przebił. Tyle że u siebie, z takimi przeciwnikami jak Czechy czy Grecja, nie gra się kontrami. Myślicie, że Rosja ruszy na drużynę Smudy? Gospodarza (na porównywalnym poziomie) się nie atakuje. Niee, my sobie poczekamy na swojej połowie. Gdybym był Grekiem, właśnie tak bym postąpił. Niech się przeciwnik odkryje. Tyle że przeciwnik odkryć się nie potrafi, bo wpojono mu kontry, kontry, kontry i kontry.

Żebym nie był gołosłowny, bo przecież dyskusja miała być merytoryczna, proponuję dwa rozwiązania:

1) Oprzeć środek pola na Mierzejewskim i Wolskim, bo przy ataku pozycyjnym gra szybkimi skrzydłowymi odpada. Błaszczykowski nie przedrze się przez pięciu Drewnopoulosów. Sam Lewandowski z przodu też wiele nie zdziała. Mierzej fajnie sobie radzi w Trabzonie, widziałem w Lidze Mistrzów, a Wolski to najlepszy technicznie piłkarz w Polsce ostatnich kilku lat. O czym ja w ogóle piszę... Jak pojawia się taki talent, to TRZEBA go brać i Smuda będzie kretynem, jeśli z niego nie skorzysta. Wolski bije Obraniaka na głowę, ale w oczach selekcjonera może mieć jedną wadę – mówi po polsku, więc może być problem z komunikacją.

2) Odwołać sparing z Portugalią, przeprosić i znaleźć słabszego przeciwnika, żeby choć liznąć ten atak pozycyjny. Słabszego, nie znaczy kasztanów z San Marino, ale np. taką Słowację. Do tego jednak trzeba mieć jaja, czyli... znowu mamy problem.

Tak sobie piszę i piszę, miała być w końcu merytoryczna dyskusja, ale przecież ten gość i tak tego nie zrozumie. Bawi mnie to, poważnie. Naprawdę, to śmieszne, że selekcjoner przez ponad dwa lata pracy nie ma dwóch wariantów gry. DWÓCH, nie pięciu! Mourinho ma? Ma. Guardiola ma? Ma. Capello, obojętnie, ma? Oczywiście, że ma. Każdy ma, ale nie Smuda, bo jest zbyt ograniczony.

Zresztą, to nie mój problem. Prosiłeś o merytoryczne argumenty, to je masz. Teraz radź sobie sam.

186 dni. Pół roku. Odliczamy, Franiu, słyszysz? Tak, zegar tyka niemiłosiernie...

152 komentarze - dodaj komentarz

Ljuboja potrafi grać głową tak świetnie jak Pisz i Xavi
Tagi: , , , ,
(16 października 2011 23:46)
Do tych wszystkich, którzy wypominają mi słowa, że „Ljuboja nie potrafi grać głową”. Chciałem wydać oświadczenie. Uwaga - LJUBOJA NIE POTRAFI GRAĆ GŁOWĄ. Kto uważa inaczej, ten nigdy nie grał w piłkę i nie ma pojęcia, na czym polega gra głową polega, natomiast lubi mądrzyć się zza monitora.

Wiele osób mi wypomina, że skomentowałem (nie)umiejętność gry głową Serba w czasie meczu z Hapoelem, a on potem trafił do siatki. Mogę się pokajać tylko pod jednym warunkiem: jeśli wszyscy się zgodzimy, że Xavi świetnie gra głową (wczorajsza bramka z Racingiem), a Leszek Pisz jest w tym elemencie gry wirtuozem. Niestety, prawda jest inna – Leszek był wspaniałym zawodnikiem, ale wygrał w życiu jedną główkę, w Goeteborgu i ta jedna główka nie zmienia faktu, że Leszek głowę miał od myślenia, a nie od uderzania. Darek Szpakowski miał pełne prawo powiedzieć, że Pisz nie potrafi grać głową, a Pisz mógł po chwili głową pokonać bramkarza IFK. Jedno nie przeczy drugiemu.

Niestety, oceniam, że umiejętności gry głową dzisiejszego napastnika Legii są na tym samym poziomie, co Leszka Pisza.

Ljuboja to wielki chłop, sam się zdziwiłem, jak wielki, kiedy przyszedł do Cafe Futbol. Ma 189 centymetrów wzrostu. W całej ekstraklasie jest tylko trzech wyższych (nieznacznie wyższych) napastników: Van der Biezen, Cani i Voskamp. Od Rudniewa Ljuboja wyższy jest aż o 11 centymetrów, a jestem pewny, że każdy obrońca w lidze wolałby w powietrzu walczyć z legionistą, a nie lechitą. Przy takiej różnicy w warunkach fizycznych powinno być jednak dokładnie odwrotnie. Gra głową to wysok, nabieg, umiejętność przepchnięcia się w powietrzu, timing, siła uderzenia, odpowiedni zamach, skręt szyi. Przy swoim wzroście potrafiący grać głową Ljuboja ściągałby piłkę z wysokości drugiego piętra i uderzał przynajmniej raz na mecz, mocno i w określonym kierunku.

189 centymetrów. To jest potęga. Przy takim wzroście, na 10 główek z Celebanem (181 centymetrów) powinien wygrać 8, a niestety jest odwrotnie – na 10 to Celeban wygra 8. Ale popatrzy szerzej, w końcu Ljuboja to internacjonał - no to Puyol jest niższy od Serba o głowę, ale nie przegra z nim żadnej główki na tysiąc.

Andrzej Juskowiak był niższy od Ljuboji, ale grać głową potrafił świetnie. W powietrzu potrafił skasować obrońcę, wygrać walkę o pozycję i uderzyć jak z nogi. Grzesiek Mielcarski potrafił grać głową. A Ljuboja? W polskiej lidze malutki Piech wygrywa więcej główek. Nie ma przypadku w tym, że Danijel każdą piłkę próbuje sprowadzić sobie na klatkę piersiową. On nie podejmuje walki w powietrzu, bo po prostu tego elementu gry nie ma opanowanego. Rasiak gra głową – wzrost zbliżony do Ljuboji (zależnie od źródeł, 1 – 3 cm różnicy) – sto razy lepiej. Nie dwa razy lepiej, tylko sto razy lepiej. STO RAZY.

Oczywiście, można nie umieć grać głową i strzelić gola głową. Ljuboja to fantastycznie wyszkolony zawodnik, mający kilka jednak braków. Po pierwsze – nie ma szybkości. Po drugie – nie potrafi grać głową. Po trzecie – nie ma prawej nogi. Co oczywiście nie oznacza, że kiedyś nie strzeli gola prawą nogą. Każdy piłkarz na poziomie ligowym JAKOŚ potrafi uderzyć słabszą nogą i każdy JAKOŚ potrafi przystawić głowę, gdy nie atakuje go obrońca. Gdyby Ljuboja nie był w stanie dzisiaj wykorzystać dośrodkowania Żyry, to by oznaczało nie że nie potrafi grać głową, tylko że nie potrafi grać w piłkę w ogóle (a wiadomo, że potrafi). Tę sytuację miał obowiązek wykorzystać każdy, kto zaliczył dziesięć treningów z seniorami. Trafienie z kilku metrów głową, stojąc na ziemi i nie będąc atakowanym – to abecadło. W tej kolejce gola głową – takiego prawdziwego gola głową – to strzelił Wojtkowiak. Tam była walka w powietrzu i piękne uderzenie, a nie przystawienie czoła.

Trzeba więc pewne rzeczy rozróżnić. O wielu piłkarzach z polskiej ligi mogę powiedzieć, że nie potrafią grać w piłkę, chociaż oni przecież grają i mogą nawet zrobić dwieście żonglerek. I trafią czasami do jedenastki kolejki. Ale generalnie grać w piłkę nie potrafią. To nie ten poziom, o który mi chodzi. A Ljuboja – chociaż jestem fanem jego techniki – nie potrafi grać głową. Tzn. potrafi tak jak Leszek Pisz i jak Xavi. Czasami piłka spadnie, a on czasami tego nie spieprzy.

Kto w polskiej lidze potrafi grać głową? Niestety, niewielu. Rudniew na pewno. Saganowski. Żewłakow. Za chwilę Rasiak. Voskamp. Może Biton. A Ljuboja nie, na pewno nie. W tym elemencie należy do najgorszych napastników w lidze. Porównałbym go z Wasilukiem ze Śląska, który jest bardzo wysoki, a grać głową nie potrafi, chociaż oczywiście czasami uderza piłkę właśnie tą częścią ciała i czasami ona leci mniej więcej w obranym kierunku. Może nawet zdobędzie jakiegoś gola. Ale więcej zdobędzie Skerla, który ma tylko 185 centymetrów, o 4 mniej niż Ljuboja i 11 mniej niż Wasiluk.

Możecie więc śmiać się dalej ze słów „Ljuboja nie potrafi grać głową”. Dam wam więcej powodów do śmiechu: Ljuboja nie potrafi grać głową, Ljuboja nie potrafi grać głową, Ljuboja nie potrafi grać głową, Ljuboja nie potrafi grać głową, Ljuboja nie potrafi grać głową, Ljuboja nie potrafi grać głową, Ljuboja nie potrafi grać głową.

Jeśli ktoś chce z tym polemizować, jest idiotą, który piłkę zna z gier komputerowych.


160 komentarzy - dodaj komentarz