Wojciech Kowalczyk

Wojciech Kowalczyk


Srebrny medalista olimpijski, 39-krotny reprezentant Polski, największy skandalista w polskim futbolu. Wali prawdę między oczy.

Koniec wakacji, czas do pracy
Tagi: , , , ,
(23 stycznia 2010 17:54)
No i skończyła się wyprawa do Tajlandii, zakończona jednym prawie poważnym meczem i dwoma bardzo niepoważnymi. Niestety, mimo końcowych zachwytów (9 goli w dwóch meczach), ogólnie rzecz biorąc pokazano nam miejsce w szyku – liczyło się tylko spotkanie z duńskimi ligowcami, w którym dostaliśmy trzy gole, a mogliśmy dziesięć. Tajlandia i Singapur? Nasi drugoligowcy (tzn. pierwszoligowcy) też by tam pewnie powygrywali, może tylko jakieś ewenementy w stylu Kluczborka wymęczyłyby 0:0. Chociaż trzeba dodać, że oba te zespoły miały w meczach z nami kilka doskonałych sytuacji…

Poziom na boisku był mniej więcej taki, jak poziom sędziowania w Tanzanii – czyli czarno to widzę. Na cholerę było tam lecieć? Sam kiedyś uczestniczyłem w jednym tego typu tournee, kiedy z kadrą Andrzeja Strejlaua polecieliśmy młodym składem (głównie olimpijczycy z Barcelony) do Ameryki Południowej. Wygraliśmy z Urugwajem 1:0 po golu Darka Gęsiora i przegraliśmy 0:2 z Argentyną, pamiętam, że gola strzelił nam Fernando Redondo. OK – to miało sens, coś zobaczyliśmy, czegoś się nauczyliśmy. Dzisiaj też lepiej byłoby zagrać z młodymi Argentyńczykami (co tam Argentyna – pod względem sportowym lepiej było zagrać z Piastem Gliwice), niż z Singapurem wystawiającym rezerwowy skład! Jezu, rezerwowy skład Singapuru – czy ktoś wyobraża sobie coś gorzej brzmiącego w świecie piłki?

Zdziwiło mnie kilka wyborów Smudy. Po pierwszym meczu odpalony został Piotr Brożek. Skoro tak, to Łukasz Mierzejewski powinien zaraz po spotkaniu z duńską ligą zostać zapakowany w samolot. Zamiast Brożka grał Sadlok, chociaż wiadomo, że nie będzie to piłkarz brany pod uwagę do gry na lewej obronie. Poza tym – wyjątkowo mało grał Patryk Małecki, który przed wyjazdem wydawał się czołową postacią tej zbieraniny.

Nie rozumiem jeszcze jednego – skoro Duńczycy mogą traktować mecze w turnieju o Puchar Króla jako nieoficjalne, czyli jak rozumiem jako mecze reprezentacji ligi duńskiej, to czemu my nie możemy? Nowak, Robak, może jeszcze trener Chrobak? Każdy wie, że to nie była reprezentacja Polski, a mimo to uparcie tak tę zbieraninę nazywamy. Po co? Bo sponsor tak chce? Nie trzeba się na wszystko zgadzać. Prestiż reprezentacji całkowicie upada właśnie ze względu na takie mecze, czyli na własne życzenie PZPN. Glik strzela w debiucie z Tajlandią. Tomasz Nowak wbija gola Singapurowi i już ma trzy mecze w reprezentacji. Już się ich dziecięce marzenia spełniły. Hola, hola, nie za szybko? Przecież to są żarty. Nazywajmy rzeczy po imieniu – grała reprezentacja ligi i tak to powinno zostać zapisane w kronikach, bez względu na to, czego wymaga sponsor. Polski Związek Piłki Nożnej jako pierwszy powinien dbać o to, by nikt – w żadnym zakątku świata – nie mógł uznać, iż było to oficjalne spotkanie pierwszej reprezentacji.

Pytanie – co dalej. Chłopaki wracają do swoich klubów, które właśnie weszły w kolejny, trudniejszy etap przygotowań. Najcięższa praca już w wielu drużynach się odbyła. Nasi „reprezentanci” potrzebują zresztą czasu – wrócą po ciężkiej podróży, do innej strefy czasowej i innego klimatu. Znowu niezbędna aklimatyzacja. Tak naprawdę stracą kluczowe dwa tygodnie przygotowań. I co dalej? Trenerzy w klubie mają do wyboru:
- uznać, że tak naprawdę to co robili przed dwa tygodnie z resztą zespołu nie miało sensu i po prostu dołączyć turystów z Tajlandii do treningów
- przeprowadzić z nimi te zajęcia, które inni mieli dwa tygodnie wcześniej (ale czy wówczas ktoś zdąży się odkręcić do końca ligi, która zakończy się zaraz po tym, jak się zacznie?)
- próbować doprowadzić ich do formy meczami sparingowymi

Piłkarze Smudy są zapewne w nie najlepszym stanie fizycznym, bo przed turniejem w Tajlandii w ogóle nie trenowali, więc w ciemno można zgadywać, że mają coś ponaciągane itd. Tam, w Azji, biorąc pod uwagę częstotliwość rozgrywania spotkań, nie mogli mieć żadnych poważniejszych zajęć. Trzeba więc będzie z nimi postępować wybitnie ostrożnie. No, nie będą łatwo mieli klubowi szkoleniowcy…

45 komentarzy - dodaj komentarz

30 minut, które zostanie w pamięci
Tagi: , , , , , , , ,
(06 grudnia 2009 20:42)
Ostatnie pół godziny meczu Ruch - Wisła to była piłka na poziomie europejskim. Od kilku lat nie widziałem w polskiej lidze drużyny grającej tak fantazyjnie, tak wspaniale przez 30 minut, jak wiślacy w Chorzowie. A wszystko zaczęło się od... Sobiecha.

Dla mnie podanie Artura Sobiecha do Andrzeja Niedzielana to było zagranie tej kolejki. Niepozorne, ale genialne. Niedzielan swoim ruchem wymusił na Sobiechu podanie, a Sobiech kopnął tak, jak potrafią to robić Fabregas czy Xavi. Sprzed telewizora wydaje się to niczym nadzwyczajnym, ale on tym zagraniem kompletnie wyłączył z akcji środkowego obrońcę, a jednocześnie posłał piłkę z idealną siłą - tak, by Niedzielan zdążył do niej przed bramkarzem. Większość polskich zawodników w takiej sytuacji zagrałoby górą, a wtedy wiadomo - Niedzielan musiałby pewnie się na chwilę zatrzymać, po sekundzie już by ktoś do niego dopadł, walka, przepychanka itd. Ewentualnie możliwe byłoby podanie po ziemi, ale w nogi Andrzeja - wówczas musiałby się zatrzymać. Sobiech wykonał wszystko po prostu perfekcyjnie. A że przy takim perfekcyjnym wykonaniu nikt w lidze Niedzielana nie dogoni, to mieliśmy gola.

Pod jednym względem Sobiech przypomina trochę mnie z młodości - nie boi się trudnych piłek, nie szuka najprostszych rozwiązań. To go różni od bardzo wielu innych zawodników. I to sprawia, że duet Sobiech - Niedzielan jest chyba najlepszym duetem napastników w całej ekstraklasie.

Sobiech tak naprawdę zaczął mecz. Potem mieliśmy koncert Wisły, jakiego nie widziałem. Futbol totalny. Bramki - filmowe. Można się zastanawiać - dlaczego tak rzadko, dlaczego tak krótko. Gdyby Wisła prezentowała się w lidze cały czas, jak w tym właśnie fragmencie, miałaby dziś komplet punktów. Sądzę, że żadna inna z polskich drużyn nie jest wstanie wspiąć się na ten poziom nawet na chwilę.

52 komentarze - dodaj komentarz

Hitu nie było!
Tagi: , , , ,
(29 listopada 2009 21:29)
Niedziela, dwa wielkie mecze, o których chciałoby się jak najszybciej zapomnieć – szczyt szczytów w lidze angielskiej, czyli Arsenal – Chelsea: dramat. I liga hiszpańska, Barcelona – Real. Mniejszy dramat ze względu na drugą połową, ale też żadne wielkie widowisko.

Jedno mnie zaskoczyło – przyjeżdża Real, podobno galaktyczny, po wydaniu setek milionów euro, chcący obalić Barcelonę. I co? Wystawia plastrów na dwóch środkowych pomocników. Indywidualne krycie dostają Iniesta i Xavi. Takiej zagrywki spodziewać się można po Odrze Wodzisław w meczu z Legią albo Wisłą. Coś takiego zrobiła Almeria na Camp Nou i też przegrała 0:1. Ale od Realu wymaga się nie klinczowania, nie przeszkadzania, tylko walki, wymiany ciosów, fajerwerków. Miał być show.

Pomyłką było wystawienie Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Piłkarz kontuzjowany, nie w pełni sił, bez formy – na ławkę! Rozumiem, że transmisja idzie do Chin, Pakistanu itd., ale mimo wszystko wolałbym zobaczyć od początku zawodników, którzy są w optymalnej dyspozycji, a nie tych, którzy sprzedają najwięcej koszulek. Messi tak naprawdę istniał tylko w ostatnich minutach, ale wcześniej?

W ogóle na boisku mieliśmy sześciu kandydatów do Złotej Piłki, ale nie było tego widać. Real, nawet grając w przewadze przez pół godziny, nie był w stanie zdominować gry. Mnóstwo pracy wykonali Puyol i Pique, ale ile razy musiał w tym czasie interweniować Valdes? Ani razu? Ile było strat, niecelnych podań?

Oczywiście – mecz trzymał w napięciu, ze względu na czerwoną kartkę zaraz po golu, ale jako pasjonat ligi hiszpańskiej zawiodłem się. Real pilnował środkowych Barcelony, Barcelona nie grała pressingiem, nie było agresji. Jeśli mam wybrać mecz tygodnia, to zdecydowanie bardziej zasługuje na to spotkanie Barcelona – Inter, gdzie gospodarze mając nóż na gardle prezentowali się zupełnie inaczej.

57 komentarzy - dodaj komentarz

Podziękowania
Tagi: , , , , ,
(10 października 2009 23:30)
Serdecznie dziękuję reprezentantom Polski, że posłuchali mojego apelu i nie przyłożyli się do meczu z Czechami. Jednocześnie dziękuję też Stefanowi Majewskiemu, bo nie spodziewałem się, że także on przyłączy się do akcji pod tytułem "przegrajmy specjalnie". Widocznie nie do końca zrozumiał, że to akcja mająca na celu odebraniu mu funkcji selekcjonera.

Majewskiemu dziękuję przede wszystkim za wystawienie Piotra Polczaka. Jeśli przed meczem ktoś mógł mieć jakieś wątpliwości, teraz zapewne ich nie ma. Chłopak jest tak mało zwrotny, że prawdopodobnie zdołałbym go minąć nawet w butach narciarskich (niewykluczone, że nawet z przyczepionymi nartami). To ciekawe, że wszyscy w Polsce widzą, że ten piłkarz maczał palce w spuszczeniu z ligi Cracovii (nieskutecznym, ze względów regulaminowych), a Majewski wstawia go do podstawowej jedenastki reprezentacji Polski. Taka decyzja jednoznacznie pokazuje, że ten człowiek nie może być selekcjonerem - nie potrafi odróżnić dobrego zawodnika od słabego.

Ale w ogóle gra naszej linii obrony nie miała nic wspólnego z grą w piłkę. W zasadzie ci zawodnicy w ogóle nie uczestniczyli w jakimkolwiek rozgrywaniu. Liczba niecelnych wykopów była chyba rekordowa. Środek Głowacki - Polczak gwarantuje tylko jedno: kartki. To są łamacze nóg.

Ustawienie taktyczne generalnie mi pasowało, chociaż moim zdaniem nasi ofensywni piłkarze zostali "zabici" w trakcie zgrupowania. W TVP słyszę, że Majewski odpuścił zawodnikom i w czwartek wyjątkowo nie było drugiego treningu. Drugiego?! Co to ma być - obóz przygotowawczy? Ci piłkarze trenują w trakcie sezonu raz dziennie w klubie. Potem efekt widzimy w Pradze - Jeleń nie może wygrać pojedynku biegowego, Błaszczykowski raz mija Jankulowskiego. A Jankulowski to od pięciu lat biega, jakby miał przyczepę... I Grosicki też jakiś taki zamulony.

Moim zdaniem mamy super potencjał ofensywny na 2012 rok, wielu naprawdę utalentowanych piłkarzy grających do przodu (postaram się niedługo zająć tym tematem), ale oni muszą mieć power. No i muszą być wykorzystywani przez resztę zespołu. Ale jak my mamy obrońców kopiących w aut, Macieja Iwańskiego, który nie potrafi nawet wybić rzutu rożnego i Mariusza Lewandowskiego, który w takim meczu - jako kapitan - nawet nie walczy, nawet nie fauluje (a to akurat umie), to o czym mówimy?

W środę mecz ze Słowacją - przyłączam się do akcji "pusty stadion". Jeśli kogoś nie zniechęciło ostatecznie dzisiejsze spotkanie, to dodam, że w środę ma być pięć stopni. Niech sobie marzną przyjezdni.

136 komentarzy - dodaj komentarz

Jak powoływano kadrę...
Tagi: , , , ,
(25 września 2009 22:30)
Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (czyli całkowicie nieodpowiedzialna) pod nazwą PZPN powołała reprezentację Polski.

Grzegorz Lato: - Powiem panom szczerze, że tak szczerze powiem, że przepraszam bardzo, ale Krzynówek i Żewłakow mają już w tej kadrze nie grać. Bo szczerze powiem, mają już za dużo meczów, prawie tyle co ja. A jakby to wyglądało, gdyby mieli więcej? Sami powiedzcie, koledzy.

Piechniczek: - Chujowo.

Lato: - No właśnie, sam widzisz. Powiem szczerze, że Krzynówka i Żewłakowa ma nie być. I bez komentarza!

Piechniczek: - A ja, jako trener, który doprowadził w 1982 roku Polskę do trzeciego miejsca na świecie i jako jedyny szkoleniowiec, który prowadził naszą reprezentację w dwóch finałach mistrzostw świata, a także jako człowiek związany ze śląskim futbolem i w ogóle z całą naszą ligę, uważam, że należy dać szansę chłopakom z naszej ekstraklasy, szkolonych przez naszych, polskich trenerów. Z takiego Śląska Wrocław, na przykład. Kto tam gra na obronie?

Majewski: - Spahić.

Piechniczek: - Nie no, ten to nie. Kto jeszcze?

Majewski: - Pawelec. Z reprezentacji U-23!

Piechniczek: - O, taki Pawelec. Powinien grać. Dawaj gnoja tu. No i oczywiście Jerzego Dudka. Nie muszę panom przypominać, że to ode mnie dostał pierwsze powołanie i że to ja dostrzegłem jako pierwszy jego talent?

Majewski: - Muszę powiedzieć, że Jurek bardzo ładnie o mnie napisał na blogu, więc też jestem za tym, żeby dać mu szansę. Poza tym chciałbym odwdzięczyć się swoim byłym pracodawcom. Dlatego wezmę jeszcze Polczaka z Cracovii i Bieniuka z Widzewa. Aha, ponieważ zawsze miałem w drużynie hazardzistów, jak w Amice, to chciałbym też tego Grosickiego z Jagiellonii.

Tia… Tak to pewnie mniej więcej wyglądało. Jak zobaczyłem skład naszej obrony to powiem wam jedno – Majewski musi tych wszystkich trzech bramkarzy na raz wystawić! Takiej obrony to nie wypuściłbym na mecz z Wisłą Kraków, a co dopiero na reprezentację Czech. Szykuje się walka gołej dupy z batem. Jurek Dudek najwyraźniej nie wyczuł momentu, kiedy można z godnością zejść ze sceny. Ostatni jego mecz, jaki pamiętam, to z trzecioligowym Realem Union. Dwa spotkania i sześć wpuszczonych bramek. Teraz też będzie miał dwa mecze, ale sześciopak to może pęknąć już w Pradze.

Jakieś te powołania w ogóle bez ładu i składu. Niby młodzi, ale z Dudkiem i Lewandowskim. Niby starzy, ale z Polczakiem, Pawelcem i Grosickim. Ten Grosicki gra dobrze, ale… przecież kadra U-21 ma ważne mecze, które są zarazem eliminacjami do igrzysk olimpijskich! Jeśli wbijamy lachę na U-21 to w porządku, ale w takim razie wolę Glika od Pawelca czy Bieniuka. I Małeckiego od Janczyka. Ale jeśli nie wbijamy, to miejsce Grosickiego jest na zgrupowaniu młodzieżówki! To nasza jedyna drużyna, która o cokolwiek walczy.

No i jeszcze słowo o pomyśle 13-dniowego zgrupowania. Białoruś, lata 70. Majewski sądzi, że jest jedynym trenerem w Polsce, który może przygotować piłkarzy? Że w klubach to pracują idioci? Mam dla niego złą wiadomość – w klubach pracują ludzie, których ktoś chciał zatrudnić. A jego nie chciał nikt. Nasz kochany tymczasowy (chociaż po tych powołaniach dochodzę do wniosku, że karty zostały rozdane i facet będzie pracował przez kolejne lata – zobaczycie!) zapomina, że jak dotąd to nie udało mu się dobrze przygotować żadnej drużyny…

PS
Niektórzy oburzyli się moim apelem, by celowo przegrać dwa mecze i wykurzyć Majewskiego. Podobno byłemu reprezentantowi nie wypada. Aha, to w takim razie komu wypada? Brawo, ograjmy na sam koniec skacowaną świętowaniem sukcesu Słowację (pamiętacie Białoruś – Polska 4:1?), a potem obudźmy się z ręką w nocniku w 2012. Tak właśnie zrobiliby prawdziwi patrioci! Klapki na oczach i do przodu! I jeb, prosto w przepaść! Ciekawe też, że tyle osób się oburzyło, a w sondzie mój apel poparło blisko 80 procent kibiców…

158 komentarzy - dodaj komentarz