Twoje zdanie!

Twoje zdanie!


Zamieszczamy wpisy naszych czytelników. Umiesz dobrze pisać? Dołącz do nich!

Wampir z Bytomia
Tagi: , , , ,
(13 listopada 2008 22:07)
Kazik Staszewski napisał kiedyś piosenkę "Wampir z Bytomia". Jej słowa brzmiały mniej więcej tak: "A ty idziesz powoli, jak ruchoma skała, i tak patrzę jakbyś wcale się nie bała, zaczynam cię podziwiać, gdy patrzę w twoją stronę, taka odwaga, gdy dni twe policzone..."

Wokalista Kultu na pewno nie miał na myśli bytomskiej Polonii kiedy tworzył tą piosenkę, ale wspomniane słowa jak ulał pasują do sytuacji tego klubu w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach. Bytomianie niespodziewanie znaleźli się już na siódmym miejscu w tabeli ekstraklasy, a od szóstego Śląska Wrocław dzielą ich tylko cztery punkty.

W piątek sprawili największą niespodziankę w trwającym sezonie. Wygrali z Legią 1-0. Marek Motyka jeszcze przed tym spotkaniem powiedział, że usatysfakcjonuje go remis, a zwycięstwo byłoby spełnieniem marzeń. Legia jest czołgiem, a my to taki mały samochodzik, który ma podłożyć dynamit i ten czołg zatrzymać. Okazało się, że misję niemożliwą da się jednak wykonać, a tym dynamitem był Rafał Grzyb, którego uderzenie śmiało powinno kandydować do miana bramki roku na polskich boiskach. Nazajutrz Motyka wybrał się do Krakowa aby obejrzeć mecz Wisły z ŁKS i zawsząd zbierał gratulacje za zwycięstwo nad Legią: - Zostałem przyjęty jak głowa państwa. Poza tym ciepłe słowa płyną z mediów, a tego dawno nie było. Czuję, że wreście zostaliśmy docenieni.

I jest w jego słowach sama prawda. Dziennikarze i kibice nie byli nigdy przesadnie przychylni dla Polonii, natomiast po ostatnich wynikach zaczęto pisać o drużynie Motyki z użyciem wielu przyjaznych epitetów. Polonia pokonała m.in. Górnik Zabrze i Arkę Gdynia, a tym bardziej po kolejnym zwycięstwie z Legią nikt już nie śmie naśmiewać się z dziwacznie wyglądającej, aczykolwiek piekielnie niebezpiecznej szarańczy, bo padło po niej już kilka ważnych bramek. Bytomianie doczekali się już rasowego strzelca z prawdziwego zdarzenia, Grzegorz Podstawek jest z sześcioma golami najskuteczniejszym piłkarzem Polonii i gwarancją na zdobywanie bramek.

Dziś Polonia mogła pokusić się o drugą sensację. Na Olimpijską przyjechał Lech Poznań i było to spotkanie zapowiadane jako najciekawsze w 13. kolejce. Było blisko. Do zwycięstwa zabrakło ułamek sekund. Polonia już prowadziła po bramce Podstawka, który silnym strzałem "z czuba" nie dał szans Ivanowi Turinie. Ale w czwartej minucie... trzyminutowego doliczonego czasu gry wyrównującego gola dla Kolejorza zdobył Jakub Wilk. Nie dziwi więc frustracja Marka Motyki po ostatnim gwizdku. Mimo wszystko z niepozorną Polonią każdy klub powinien się liczyć. Skazywany na rolę czerwonej latarnii zespół nieoczekiwanie bije się o środkowe lokaty. A jednak można z Motyką na Księżyc..

AUTOR: Michał Andryszczyk/michalandryszczyk.blox.pl

8 komentarzy - dodaj komentarz

GKS - Legia, kilka luźnych myśli
Tagi: , , ,
(12 listopada 2008 03:23)
Wszyscy wiemy że Garguły nie fauluje sie 20 metrow od bramki.

Wszyscy?

Przed sezonem napisałem o Kumbevie tak:

“Ok, wiemy już, że ze statystyk wynika, że Kumbev to ligowy średniak, ale… nikt o nim nie wie nic więcej”.

Dziś też nie wiemy szokująco wiele więcej, ale przynajmniej wiadome jest, że absolutnie nie umie wybierać momentów do ostrzejszych wejść: faul na Gargule, po którym padł gol, był tak głupi i niepotrzebny, że Kumbev powinien na 2 tygodnie wrócić do juniorów.

Kilka wniosków po meczu:

- Paweł Janas w tym sezonie wróci na szczyt. Dawno go tam nie było, GKS - Legia to pierwszy mecz Bełchatowa, który widziałem w tym sezonie w całości, ale wiem jedno: drużynę ma słabszą, niż Lenczyk, a gra dużo lepiej, niż za Lenczyka. Gieksa była agresywna, ułożona w ataku, mocniej0 zmotywowana i miała mądrzejsze pomysły na atak. Widać było, że w ich grze jest PLAN.
- Ujek rozstawiał naszych obrońców/pomocników po kątach w taki sposób, że modliłem się po 10 minutach o zbawienny powrót Moussy Ouatarry. Zrozumiałem też, że ten przeżarty korupcją skórokop (mam na myśli Ujka, a nie Ouatarrę) nie jest na boisku po to, żeby strzelać gole, ale po to, żeby udowadniać rywalowi, że jest słabszy fizycznie. I robi to, k…, świetnie. Mam nadzieję, że to samo zrobi z Głowackim.
- O tym, kto wygrał starcie: Garguła vs Iwański, nie ma co mówić. Iwanek wraca do Warszawy najpierw się nachlać, a potem, z pochyloną głową, na swoje miejsce i do treningów. Jeśli ma ambicję (oby), to to dobra nauczka, bo lider GKS-u pokazał mu, jak tę rolę trzeba pełnić.
- Iwański w takich meczach, jak dzisiejszy, trochę chyba cierpi na tym, że Urban wydaje się zakochany w Rogerze. Nie chcę mówić, że Roger jest słaby, czy coś, ale na dziś wolałbym, żeby więcej piłek przechodziło przez Iwańskiego, niż Perejra.
- OK, znalazłem już powód, dla którego mogę nie cierpieć Trzeciaka. Bo gdyby nie ten nieudacznik, to dziś na ratunek Legii nie wchodziłaby zawodniczka futbolu kobiecego - Bernardetta Grzelak - a ktoś, kto byłby w Legii zamiast Arruabarreny. Zmarnowane na Arru pieniądze (nic do niego nie mam), nawet jeśli to nie było 400 tysięcy euro, tylko 100 tysięcy euro, można było wydać na kogokolwiek, kto jest alternatywą dla Chinyamy.
- Właśnie, Chinyama. Głupio mi to mówić, bo nie jestem rasistą i nic nie mam do piłkarzy z Afryki, więc proszę nie wiązać tego z kolorem skóry, ale… Chini jest na boisku dziki i nieokrzesany, ma braki techniczne (jak on mógł nie strzelić po “podaniu” Jarzębowskiego???) i trochę mi przypomina granie w Dooma z shotgunem: z bliska ma świetną moc i jeśli coś mu się napatoczy, to jak walnie - nie ma co zbierać. Ale jeśli się pomylisz i nie trafisz we wroga, to jesteś martwy. Czyli: raz na kilka razy jest super, ale to cholernie ryzykowne.
W dodatku Takesure chyba czuje, że nie ma dla niego alternatywy ani na ławce, ani w rezerwach, bo jego egoizm, żałosne strzały z dystansu i absolutna nieumiejętnoś otwierającego podania, nie zmniejszają się w ogóle. Być może gdyby czuł, że jeśli następny raz przywali z 30 metrów w kamerzystę Canalu Plus, to zostanie zdjęty z boiska, zastanowiłby się dwa razy.
I żeby było jasne: są piłkarze, którzy są w tym świetni, to jest ich styl, strzelają po 20-30 bramek na sezon. Tylko wracam do analogii z shotgunem: Chini ma moc, nie ma celu. Brakuje mu zwykłych umiejętności, żeby kopać piłkę poza polem karnym.
- Pisałem w komentarzach do poprzedniego wpisu o dośrodkowaniach Wawrzyniaka. Jest za wolny, żeby wyprzedzać rywali, więc wrzuca za płytko lub niecelnie, bo boi się, że jego piłki będą blokowane. Poza tym podaje prawie wyłącznie ze w pełni opanowanej piłki, więc rywal zawsze zdąży do niego dojść.
- Mucha. Nigdy nie byłem nim zachwycony, bo piłki które broni wydają mi się w większości łatwe, ale zarówno gol w Bytomiu, jak i dzisiejszy, pokazują że Jano zamiast się rzucać, jeśli nie jest pewny, stoi w miejscu. Dziś gdyby skoczył, mógłby to wyciągnąć.
- Vuko należy się kontrakt i basta. Szkoda, że odchodzi.

AUTOR: Wiktor/republikafutbolu.pl

CHCESZ ZAMIEŚCIĆ SWÓJ WPIS? NAPISZ NA KONTAKT@WESZLO.PL

17 komentarzy - dodaj komentarz

W sprawie Boguskiego...
Tagi: , , , , ,
(25 października 2008 15:49)
Jestem początkującym dziennikarzem sportowym. Portal >>Weszło<< jest dla mnie codzienną lekturą, z wieloma rzeczami się zgadzam, z innymi nie. Jednak to co przeczytałem dzisiaj mnie bardzo poruszyło . Na początku chciałbym zaznaczyć, nie jestem kibicem Wisły Kraków.

Oglądałem kontrowersyjną sytuacje kilka razy, w pokazanym fragmencie trudno dostrzec co się dzieje w polu karnym, jakie ruchy wykonuje Boguski w kierunki Michniewicza. Komisja jednak przeanalizowała klatkę po klatce i ewidentnie widzi, że Boguski złośliwie kopie. Może i tak było, jestem w stanie w to uwierzyć.

Pierwszą myśl, która mi się nasunęła po przeczytaniu Waszego artykułu to, że sędzia wiedział o tym faulu, Michniewicz mu się poskarżył, sędzia wezwał obu piłkarzy, Boguski przeprosił. Nie ma więc tu mowy o tym, że sędzia nie wiedział i dlatego komisja musi interweniować.

Druga sprawa, Boguski nie miał okazji przedstawić swojej wersji. W regulaminie komisji ligi, który z łatwością można znaleźć w Internecie. jak byk napisane jest „Komisja zobowiązana jest zapewnić podmiotom zainteresowanym czynny udział w postępowaniu”. Przytaczam całe artykuły 19 i 12 z Regulaminu Komisji Ligi...

§ Art. 19
1. Komisja jest obowiązana zapewnić podmiotom zainteresowanym czynny udział w postępowaniu, a przed wydaniem decyzji umożliwić im wypowiedzenie się co do zebranych dowodów i materiałów.
2. Jeżeli jest to konieczne, po wszczęciu postępowania, a przed pierwszym posiedzeniem, na którym sprawa ma być rozpatrywana, Komisja zaprasza podmioty zainteresowane do udziału w postępowaniu.

§ Art. 12
Komisja powinna wyjaśnić podmiotom zainteresowanym zasadność przesłanek, którymi kierowała się przy wydaniu decyzji, aby w ten sposób w miarę możliwości doprowadzić do wykonania przez podmioty zainteresowane decyzji bez potrzeby stosowania sankcji dyscyplinarnych. „

Czy Boguskiemu została wyjaśniona zasadność kary? Oczywiście można dodać jeszcze do tego, że w skład komisji która rozpatrywała sprawę Boguskiego wchodzą głównie ludzie z Warszawy, ale to oczywiście nie ma wpływu na decyzje. Czytając pewne forum , znalazłem jeszcze ciekawy fragment, o bliźniaczym zdarzeniu :

”W 68. min niedzielnego meczu Legia - Wisła po strzeleniu gola Kucharski kopnął w pierś Głowackiego. Sędzia spotkania Robert Małek nie zauważył zdarzenia. WD PZPN rozpatrywał sprawę na podstawie zapisu telewizyjnego. Kucharski na wczorajszym posiedzeniu WD przyznał się do niesportowego zachowania, wyraził skruchę i przeprosił zawodnika Wisły.

Wydział Dyscypliny PZPN odstąpił od ukarania Cezarego Kucharskiego z Legii Warszawa za kopnięcie bez piłki Arkadiusza Głowackiego z Wisły Kraków podczas ostatniego meczu ligowego tych drużyn".

Nasuwa mi się pytanie, gdzie tu jest sprawiedliwość? Czy Rafał nie okazał skruchy? Co kolejkę zdarzają się, sytuacje, w których śmiało można zdyskwalifikować zawodnika, jednak Komisja Ligi zabiera się za to przy okazji najważniejszego meczu rundy. Śmiało można, więc napisać, że są równi i równiejsi.

Liczę tylko, że Wisła pokona w niedzielę Legie i utrze nosa ludziom z Komisji Ligi i nie tylko. Mam nadzieje też, że Canal + będzie co tydzień teraz pokazywał takie sytuacje i każdego winnego Komisja Ligi będzie traktowała na równi. To tyle, myślę, że przyznacie mi trochę racji i zamieścicie mój wpis na blogu.

AUTOR: Michał Buczek

57 komentarzy - dodaj komentarz

Sinusoida Beenhakkera
Tagi: , ,
(13 października 2008 15:16)
Gra reprezentacji Polski w ostatnich miesiącach przypomina jedną z funkcji w matematyce - sinusoidę, raz euforia a raz rozpacz.

Przed meczem z Czechami tylko najwięksi optymiści stawiali na zwycięstwo. Po kompromitującym występie przeciwko Słowenii i mało przekonującym zwycięstwie na amatorami z San Marino mało kto wierzył, że chłopcy Beenhakkera mogą jeszcze dostarczyć nam prawdziwych emocji, a jednak...

Warto wspomnieć o pewnej prawidłowości: miejsce akcji - Stadion Śląski w Chorzowie, sędzia - Wolfgang Stark, zupełnie jak w meczu z Portugalią w eliminacjach ME 2008. Wynik jak się okazało również taki sam 2:1, a przecież jeszcze do niedawna nasi piłkarze byli "pod kreską". Po udanych eliminacjach, klęska na Euro w Austrii i Szwajcarii, mizerny start w obecnych rozgrywkach, do tego kontrowersyjne powołania sztabu szkoleniowego i gęsta atmosfera wokół PZPN. Mieliśmy podstawy do obaw przed sobotnim meczem.

Don Leo potrafi jednak - co udowodnił nie pierwszy raz - zrobić coś z niczego. Niby ludzie ci sami, treningi podobne, a podejście mentalne i fizyczne zupełnie inne. Swoją drogą ciekawe w jaki sposób można grać na niskim poziomie motoryki i wybiegania na początku eliminacji i raptem miesiąc później zabiegać czeską drużynę? Do tego perfekcyjna realizacja założeń taktycznych. Polacy znów znaleźli się na fali wznoszącej, pozostaje mieć nadzieję, że jak najdłużej się na niej utrzymają. Do pierwszego składu powinien na stałe wskoczyć Brożek, a z ławki wchodzić coraz częściej Robert Lewandowski.

Oczywiście nie obeszło się również bez problemów. Obsada lewej obrony to był z pewnością błąd i Beenkakker postawi na duet Krzynówek - i dzielący z nim tą pozycję - Wojtkowiak. W nieco słabszej dyspozycji jest Smolarek, lecz jego występ był do przyjęcia i jeśli tylko zacznie grać w Boltonie, powinno być już tylko lepiej. Teoretycznie można rozważać, czy gra Polaków nie wyglądała by jeszcze lepiej gdyby zagrali stranieri z Bundesligi: Wichniarek i Kukiełka, lecz podobno zwycięzców się nie sądzi, więc zaufajmy intuicji holenderskiego trenera. Oglądając naszą reprezentację można ostatnimi czasy doznać prawdziwego szoku emocjonalnego, przeżywać raz to chwile zwątpienia, później zaś tryumfu, ale czyż nie na tym polega urok piłki?

AUTOR: Tomasz Warchałowski

15 komentarzy - dodaj komentarz

Nie spłacajmy cudzych długów!
Tagi: , , , ,
(07 października 2008 17:07)
To smutne, gdy autorytet i selekcjoner kadry wmawia kibicom, że powinni się wstydzić swoich przodków i ja się na to nie godzę!

Jak wiadomo nie od dziś, żart jest śmieszny, o ile w ogóle, tylko za pierwszym razem. Im dalej go ktoś powtarza, tym staje się on coraz gorszy, aż w ogóle przestajemy go rozważać w kategorii dowcipu, a zaczynamy traktować jako pewien nietakt, czy wręcz brak dobrego smaku. I ja również przestałem się już dawno temu śmiać zarówno z mieszkańców Wąchocka, Chucka Norrisa, a ostatnio także pomysłu wcielenia Kolumbijczyka Arboledy do polskiej kadry.

Temat „naturalizacji” (użyłem cudzysłowu, bo wmawianie Kolumbijczykowi, że jest Polakiem uważam za całkowicie nienaturalne) przerabialiśmy już pół roku temu przy okazji niejakiego Jasia Rodżerskiego, więc może należy podejść do takiej sytuacji z zupełnie innej strony. Pominę zatem tak nieistotną kwestię jak rozgraniczenie pojęcia klubu piłkarskiego z danego państwa od reprezentacji narodowej. Jeśli można ściągnąć do Polski człowieka z najczarniejszej Afryki, Brazylii, lub Kolumbii, to czemu nie pójść dalej, przestać bawić się w przeróżne gierki i od razu stwierdzić, że podobnie jak w klubach, także w reprezentacji danego kraju może grać kto chce? Skoro reprezentacja narodowa nie musi być złożona z reprezentantów narodu, to dajmy sobie spokój z podchodami i co najwyżej wprowadźmy limity na wzór ilości wychowanków, czy graczy spoza Unii, jakie spotykamy w klubach. Np. powiedzmy, że w kadrze będzie musiało grać minimum trzech Polaków (tzn. znajdować się w meczowej osiemnastce), a resztę niech trener dobiera sobie według własnego widzimisię. Będzie Boruc, jakiś inny bramkarz na zmianę i Lewandowski. Resztę zastąpią ludzie z Brazylii, Kamerunu, Nigerii, WKS (popatrzcie na to, ilu wspaniałych napastników nie mieści się tam w kadrze!), Argentyny i dajmy na to Kolumbii.

Dobry pomysł? Uważam, że jesteśmy na „najlepszej” drodze ku temu. Dlatego też sprzeciwiam się zakazowi transferowania piłkarzy z Brazylii do Kataru! Pewnie gdyby szejkowie wcześniej pomyśleli i zamiast oferować furę pieniędzy jedynie Ailtonowi i Dede, co tylko wkurzyło tych, których do koryta nie zaproszono, a zamiast tego najpierw opłacili kilku panów z FIFA i Confederação Brasileira de Futebol, to z pocałowaniem dłoni mieliby solidnych zawodników. Wilk syty i owca cała, a i szeroko pojęty poziom reprezentacji by się podniósł. Wyobraźcie to sobie tylko: ZEA gra z Tajlandią. Po jednej stronie niechciani w Argentynie Palacio z d’Alessandro, a po drugiej Alex da Souza z Afonso Alvesem. Nazwiska nie rzucają na kolana Fabio Capello, który do reprezentacji Anglii ściągnął Casillasa i Quaresmę, ale Korea Południowa (osłabiona przez transfer Park Ji-sunga do Kuwejtu) nie jest już pewniakiem w kontekście wywalczenia mistrzostwa Azji. Ale może wróćmy nieco bardziej do tematu.

Bardzo zabolały mnie słowa Leo Beenhakkera dotyczące wychodzenia z drewnianych domków, ale popieram to co robi i jego krytykę tłumaczę tym, że kompletnie nie rozumie co to znaczy być Polakiem (a zwłaszcza nie być Holendrem). Dla naszego selekcjonera normalnym jest, że tam, gdzie ludzie poza wiatrakami i legalną marihuaną, mają także świetną ligę, doskonały system szkolenia, a przez to duże pieniądze, tamtejsza maszynka sama się nakręca. Niestety to, co dla ludzi z Zachodu jest oczywistością, u nas okazuje się być jedynie bajką i stałym punktem w programach polityków i sportowych działaczy. U nas nie ma maszynki, trybiki się nie kręcą i nie ma czynnika, który mógłby to zrobić. Poziom ligi drastycznie spada i zamiast uciąć nogę, przeboleć trochę czasu, ale nie pozwolić na dalszy rozwój gangreny, stosujemy jakieś środki zastępcze, oraz przykrywanie choroby kocykiem. Potrzebujemy pokazać, że my też wychowujemy świetnych piłkarzy, to zaraz wpadnie do koszyka jakiś Polak po holenderskiej szkółce i Brazylijczyk szkolony w Hiszpanii. Tylko, że Holendrów nie zaboli szczepionka w postaci sprowadzenia do szkółki Feyenoordu, czy Ajaxu kilkudziesięciu ludzi z Afryki, lub Azji, bo są silni. A nas to po prostu zabija. Ale jeszcze bardziej zaklepywanie miejsca w kadrze, o które mogłoby powalczyć pięciu utalentowanych Polaków przez Brazylijczyka, który jest po prostu dużo lepszy. Kilku młodych ludzi, będących o krok od reprezentacji traci motywację, bo miejsce rozgrywającego jest już zaklepane przez człowieka, który pogra dokąd będzie mu to robiło różnicę na koncie, a potem zacznie mieć problemy z kolanem. Ale Leo Beenhakker nie jest Polakiem (powiem więcej, jest Holendrem!), więc nie winię go, że pośród wielu swoich mądrości, o których piszę bez cienia ironii, tej jednej akurat nie posiadł. A już najgorsze z tego wszystkiego jest tłumaczenie, że: „oni też tak robią” i wskazywanie palcem na Zachód. Ja wiem, że oni tak robią. Oni podświadomie czują, że muszą tak robić, tak samo jak ja mam zakodowane w genach, że to niewłaściwe.

Przecież Portugalczycy, Anglicy, Francuzi, Holendrzy i choćby jeszcze Niemcy byli w swojej historii, mówiąc bardzo eufemistycznie, strasznymi skurczybykami, którzy nie tylko nie mogli pogodzić się z suwerennością sąsiadów, ale też niejednokrotnie pacyfikowali biednych Murzynów i Indian. Skoro ludzie z Senegalu, czy Algierii byli gnębieni przez pradziadów znad Loary, to współczesne pokolenia Francuzów starają im się to wynagrodzić. Tak samo, jak Portugalczycy Brazylijczykom za czystki i odebranie raju, w którym mogli swobodnie pląsać półnadzy i cieszyć się życiem. Poza współczuciem i chęcią zadośćuczynienia byłe kolonie związane są z Anglią, Francją, Hiszpanią, Portugalią, itd. gospodarczo, a także, w znacznej mierze przez język, oraz osiedlanie się obywateli tych państw w Europie – kulturowo. Dla Beenhakkera normalnym jest, że w reprezentacji „Oranje” grają ludzie z Surinamu. Mówią językiem niderlandzkim, i co najwyżej innym dialektem, mają tam swoje rodziny i nikt się temu nie dziwi. A wszystko przez to, że Holendrom jest po prostu głupio za to, ile krzywdy wyrządzili tym biedakom z Ameryki Południowej. Goci, Germanie, Prusowie, Niemcy łupili co się da i w polskiej historii również zapisali wiele kart, więc teraz w formie rekompensaty wynoszą w kadrze na pomniki takich dwóch z Opola i Gliwic, oraz przy okazji kilku Turków. Niestety Leo tego nie czuje i nie ma prawa czuć. Bo nie dość, że ma inne geny – obarczone wielopokoleniową winą, to jeszcze nie jest w żaden sposób związany emocjonalnie z naszym krajem. On tu przyjechał zarobić i żeby dopisano mu kolejne awanse i wygrane w statystykach. A przecież o stylu, czy innych gierkach nikt nie będzie za kilka lat już pamiętał.

Z kolei ja jako Polak, czuję się dumny z tego, że naszym przodkom nie chciało się zwiedzać całego globu i mordować każdego napotkanego tubylca, przez co w żaden sposób nie musimy czuć się winni ani myśleć nad zadośćuczynieniem dla ludzi z Afryki, Ameryki Południowej, ani Azji. I to jest właśnie piękne. Moi przodkowie siedzieli na tyłkach i co najwyżej strzelali do Niemca, albo też którejś z poprzednich jego wersji, gdy tylko ten wszedł na nasze podwórze jako Krzyżak, Prusak, hitlerowiec, czy inny. Nie musimy ulegać tej modzie, bo my nic złego nie zrobiliśmy ani narodowi brazylijskiemu, ani kolumbijskiemu, więc nie powinniśmy czuć się w obowiązku i oferować ciepłych posadek w kadrze żadnemu prapraprawnukowi południowoamerykańskiego Indianina. Więc mimo iż Europa jest już nasza, wielka i wspólna, to niech jednak „długi” zaciągnięte za oceanem przez Hiszpanów, płacą nasi bracia z RFEF, a nie PZPN. Ale oczywiście jestem otwarty na nowe rozwiązania, a w kadrze przywitam z otwartymi ramionami piłkarzy z NASZYCH zamorskich kolonii.

PS: Drodzy Panowie, którzy komentujecie mecze w telewizji. Skoro Deco, Aurelio i Eduardo to Brazylijczycy „z paszportami” odpowiednio portugalskim, tureckim i chorwackim, to ja uprzejmie proszę o nie zmuszanie mnie do mówienia o Brazyliczyku, który niedawno przyjął nasze obywatelstwo per Polak.

AUTOR: Jan Komosiński

CHCESZ ZAMIEŚCIĆ SWÓJ WPIS? NAPISZ NA KONTAKT@WESZLO.PL

28 komentarzy - dodaj komentarz