Czesław Michniewicz

Czesław Michniewicz


Najzdolniejszy polski trener, zdobywca mistrzostwa Polski z Zagłębiem Lubin i Pucharu Polski z Lechem Poznań.

Odszedł na zawsze mój wielki przyjaciel
Tagi: , , , , , ,
(31 grudnia 2008 00:37)
Odszedł mój wielki przyjaciel, wspaniały człowiek, romantyk z ziemi wschodnich. Rysiu, dziś płacze w smutku cała moja rodzina – Grażyna, Mati, Kuba, teściowa. Wszyscy wiemy, kogo straciliśmy. Ale możesz mieć pewność, że na zawsze pozostaniesz w naszych sercach...

Z Rysiem Bożyczko poznałem się w 2006 roku, w Zagłębiu Lubin. Pierwszego dnia musiałem dobrać sobie współpracowników, mogąc jednocześnie skorzystać z ludzi, którzy już wcześniej w klubie pracowali. Rysiu oraz Krzysiek Paluszek od razu zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie. Jak się później okazało – intuicja mnie nie zawiodła. Z czasem z Rysiem bardzo się polubiliśmy, może dlatego, że okazało się, iż urodziliśmy na Wschodzie, całkiem niedaleko od siebie.

Współpraca układała nam się wspaniale. Rysiu był niezwykle zaagażowany w sprawy klubu. To jedyna osoba, która wchodziła do mnie lub dzwoniła o każdej porze dnia i nocy, żeby powiedzieć, że coś jest nie tak. Potrafiła to jednak robić w niezwykle elegancki i kiedy trzeba delikatny sposób. Wiedziałem, że mogą na niego liczyć w każdej sprawie.

Ostatni raz widziałem się z nim w knajpce Garaż, niedaleko Legii, przed meczem Zagłębia Lubin. Ale jeszcze w pierwszy dzień Świąt dzwoniłem do niego. Nie odbierał, więc zatelefonowałem do syna, Tomka. Właśnie wjeżdżali... na salę operacyjną w szpitalu we Wrocławiu. Rysiu łamiącym głosem powiedział mi, że jest mu bardzo ciężko, że czeka go skomplikowana operacja, podobna do tej, którą już kiedyś przeszedł...

Bo on miał problemy zdrowotne. Kiedyś opowiedział mi o swojej chorobie i o tym, że był już „na drugim świecie”. Przechodził operację, którą przeżyć mógł jeden pacjent na tysiąc. Wcześniej przepisał samochód na syna, pożegnał się z najbliższymi, z rodziną, z córką i... obudził się wśród żywych. Los uśmiechnął się właśnie do niego. I on to drugie życie chciał jak najlepiej wykorzystać.

Niestety, tej drugiej operacji już nie przeżył. Serce nie wytrzymało stresu związanego ze zwolnieniem z Zagłębia Lubin.

Ulubionym kolorem Rysia była czerń. Na pogrzeb wszyscy przyjdą właśnie na czarno. Będzie dużo osób, bardzo dużo. Bo Ryszard Bożyczko tak bardzo dbał o innych, że aż dla siebie nie miał czasu. Za to go wszyscy kochali.

33 komentarze - dodaj komentarz

Życzenia
Tagi: , , , ,
(24 grudnia 2008 08:26)
Ostatnie dni spędziłem we Włoszech w Maso Corto na nartach, z całą rodziną. Teraz pora już na Święta. Życzę wszystkim kibicom, niezależnie któremu klubowi kibicują, żeby pod choinką znaleźli dokładnie to, co sobie wymarzyli. Ciekawe, ilu chłopców dostanie piłkę i ile pięknych karier dzięki temu się rozpocznie właśnie 24 grudnia?

Życzę wam też na Nowy Rok, by wasi ulubieni napastnicy strzelali jak najwięcej bramek, ulubieni bramkarze bronili rzuty karne, ulubione drużyny prezentowały styl, z którego będziecie mogli być dumni. Mało tego - byście pękali z dumy. Bez względu na to, jak wyglądało ostatnie 12 miesięcy - by te były jeszcze lepsze!

29 komentarzy - dodaj komentarz

Podsumowanie jesieni
Tagi: , , , ,
(13 grudnia 2008 01:19)
Obecny sezon przypomina mi ten, w którym Zagłębie zdobyło mistrzostwo Polski. Znów są bardzo małe różnice punktowe i z przodu tabeli, i z tyłu. Bo z kolei rok temu jesienią Wisła i Legia zdemolowały wszystkich. Gdzieś widziałem zestawienie, że teraz krakowianie w porównaniu do poprzedniego sezonu mają 14 punktów mniej.

Generalnie wiadomo – pięć drużyn walczy o jak najlepsze miejsce na podium, Śląsk jest raczej neutralny, pozostałe 10 drużyn będzie bić się o utrzymanie. Sam dmucham na zimne, nie mówię, ile punktów nam potrzeba. Tak zrobiła rok temu, po udanej jesieni, Jagiellonia i potem prawie zleciała z ligi. Nie chcę sytuacji, w której wygrywamy dwa mecze, a potem każdy zaczyna wiosłować w swoją stronę lub – z rozprężenia – nie wiosłuje w ogóle.

Drużyny, które są za Arką w tabeli zdecydowanie się wzmacniają (to znaczy, na razie te wzmocnienia planują). Nikt nie mówi, żeby poprawić niektóre elementy u tych zawodników, którzy już w klubie są. Każdy chce iść na skróty. Presja wyniku sprawia, że mają przyjść piłkarze gotowi, na już. Ci, którzy raz się nie sprawdzili, są błyskawicznie wymieniani.

Arka nie będzie szalała na rynku transferowym – choćby dlatego, że nie mamy pieniędzy. Ale nie tylko dlatego. Chcemy podnieść jakość każdego zawodnika, który już w klubie jest. Przerzucanie armii zaciężnej z południa Polski na północ i z północy na południe, jak to ma miejsce co roku, niespecjalnie ma sens. Przynajmniej moim zdaniem.

Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że jestem w bardziej komfortowej sytuacji niż niektórzy trenerzy, bo Arka zdobyła 23 punkty. Górnik nie może ryzykować, więc jak czytam, już wydaje 1,5 miliona złotych na Szczota z Jagiellonii. Wiele zespołów wychodzi z założenia, że warto wydać dwa czy trzy miliony teraz, żeby latem od Canal+ dostać siedem. Zadłużają się więc na poczet przyszłych zysków. Problem będą mieli ci, którzy i tak spadną.

Jeszcze co do nas... Ogólnie jestem z tej rundy bardzo zadowolony. W czasie jej trwania byliśmy w niebie, byliśmy w piekle, ale z tego piekła potrafiliśmy się wydostać. Mieliśmy pięć porażek z rzędu i w perspektywie sześć ostatnich meczów, z tego cztery na wyjazdach. I udało się żadnego z tych sześciu spotkań nie przegrać, w tym pokonać Bełchatów i zremisować w Warszawie z Polonią. Cieszę się więc, że ten zespół potrafił przełamać kryzys. Że udowodnił, iż tkwi w nim siła. Leżeliśmy na łopatkach, ale nie pozwoliliśmy by nas deptano.

23 punkty cieszą mnie tym bardziej, że pamiętam, co działo się latem. Nie było sparingów, obozów, nie wiadomo było, kto poprowadzi zespół, ani nawet – w której lidze. Z tego bałaganu udało się wyjść. Chociaż oczywiście były spotkania, które mi się nie podobały. Zwłaszcza to z Lechią, nasze najsłabsze...

Na koniec napiszę o piłkarzach, którzy w tej rundzie mi się podobali. To nie jest jakaś uporządkowana lista, wiele nazwisk pomijam, podam tylko kilka przykładów...

Maciej Iwański - zdecydowanie uporządkował grę Legii.
Patryk Małecki - kiedyś chciałem go ściągnąć do Lubina, a jak zapytano mnie o skład kadry na 2012 rok, to go wpisałem. Potrafił wywalczyć miejsce w składzie kosztem Łobodzińskiego, choć przecież startowali z innych poziomów.
Jarosław Lato - najlepszy lewy pomocnik w lidze. Ma wszystko – świetny odbiór, ostatnie podanie, zmysł kombinacyjny, dobre stałe fragmenty gry. Szkoda tylko, że ta kariera mu tak przeleciała przez palce – nagle okazało się, że ma już swoje lata.
Mariusz Przybylski - bardzo fajny piłkarz Polonii Bytom. Powinien jeszcze pograć na wysokim poziomie. Zwróćcie na niego uwagę.
Janusz Gancarczyk - filozofii w jego grze nie ma, ale jest motoryka, sporo chęci i obie nogi. To na naszą ligę wystarcza.
Mladen Kascelan - Ma bardzo czysty odbiór piłki. Jak mało kto w lidze.
Grzegorz Kasprzik - podobał mi się on oraz Adam Banaś z Piasta. Piast nie tracił wielu bramek, a jak już, to Kasprzik był bez szans.
Dariusz Ulanowski - mój piłkarz. 37 lat na karku i dotrzymał wszystkim kroku. Pozostałych moich piłkarzy nie chcę wyróżniać, dla Darka robię wyjątek.
Piotr Wiśniewski - ze wszystkich piłkarzy Lechii podoba mi się najbardziej, tylko ciągle jest kontuzjowany. Jest więc z nim trochę jak z Jarkiem Lato – nagle okazało się, że przestał być młodym talentem, nie wsiadł do tego pociągu, co trzeba. Ale zwróćcie uwagę na jego lekkość w bieganiu. W tym względzie przypomina młodego Klinsmanna.
Piotr Lech - stary człowiek i może. Nie mylić z Hemingwayem.
Damir Kojasevic - trochę przypomina mi początki Radovicia z polskiej ligi. Wydaje się, że ma potencjał.
Jakub Wilk - Lech się wzmacnia i wzmacnia, a Kuba ciągle broni się swoją coraz lepszą grą.

Specjalnie umieściłem na tej liście kilku mniej znanych piłkarzy. Mógłbym napisać, że świetnie grał Semir Stilić, ale po pierwsze - każdy to wie, a po drugie - to piłkarz kupiony za 500 tysięcy euro, a więc trzeba od niego dużo wymagać. To jak z samochodem. Jeśli kupisz mercedesa za 250 tysięcy złotych, to trochę głupio się zachwycać, że ma klimatyzację i niezłe przyspieszenie. Wiedziałeś przecież, za co płaciłeś.

A największe rozczarowanie to dla mnie Carlos Costly. Naprawdę sądziłem, że to w końcu może być jego runda. Najlepszy mecz zagrał... po wyjściu z samolotu. Wracał ze zgrupowania kadry, wylądował w Krakowie, w dniu meczu z Wisłą. W dodatku zawieruszył się jego bagaż i nie miał butów. Ktoś z Bełchatowa biegał po krakowskich sklepach i nie mógł dostać jego rozmiaru (bo stopę ma chłop wielką). Ale w końcu mu te buty kupili, a on przeciwko Wiśle naprawdę błyszczał.

19 komentarzy - dodaj komentarz

Plusy systemu wiosna-jesień
Tagi: , , , , , ,
(26 listopada 2008 22:46)
Zima zaskoczyła tym razem nie drogowców, tylko piłkarzy. Na Lechii Gdańsk okazało się, że podgrzewanie boiska nie może działać równocześnie z jupiterami. Wszyscy się pośmiali, ale... śmieją się też ci, którzy mają taki sam problem, tylko udają, że wszystko jest w porządku. Pamiętam, że identycznie jest we Wronkach, co wyszło na jaw przy okazji pucharowego meczu z Glasgow Rangers. Tam też – albo podgrzewanie, albo światło. Sądzę więc, że jest to zjawisko w Polsce dość powszechne i tylko kwestią czasu jest, kiedy poznamy kolejne tego typu obiekty.

Dla mnie jednak problemem nie jest główna płyta. Problemem jest brak boisk treningowych. Teraz, kiedy spadł śnieg, zupełnie nie ma gdzie trenować. Na boisko główne – poza meczem – można wejść tylko raz w tygodniu. A co robić w pozostałe dni? Trenować – jak Polonia Warszawa – na hali? Czy w śniegu, jak my dzisiaj? Ani to za dużo nie daje, ani nie jest bezpieczne dla zdrowia zawodników.

Wszyscy narzekają, że boiska nieprzygotowane, a mecze słabe. Ale jak może być inaczej, skoro praktycznie cała liga teraz normalnie nie trenuje? Żaden klub nie ma podgrzewanego, treningowego boiska. Żaden. W Schalke takie podgrzewane boiska są trzy albo cztery, w Tottenhamie dodatkowo mają kryte boisko ze sztuczną trawą. Jeśli więc patrzymy, czy w naszym klimacie da się grać, skoro grają inni nasi sąsiedzi (Niemcy), to zastanówmy się, czy mamy takie same warunki? Warunki to nie tylko temperatura. Opisując to obrazowo – Niemcy wychodzą na mróz w puchowych kurtkach, a my biegamy po śniegu na golasa.

Ostatnio zainteresował mnie tekst o tym, co by było, gdybyśmy przeszli na system wiosna-jesień. I... nie widzę żadnego minusu, a za to kilka plusów.

1. Gralibyśmy przez 9 miesięcy, bo przerwa letnia – przynajmniej tak jest w Rosji – byłaby bardzo krótka. Aktualnie piłkarze grają za mało. Przez pierwsze pięć wiosennych kolejek mówią, że czują w nogach przygotowania. Potem już pojawia się rozprężenie i myślenie o urlopach. Oczywiście uogólniam w tym momencie, ale takie postawy są częste. A nic nie rozwija tak bardzo jak rywalizacja. W treningu piłkarz nie nabierze takich umiejętności, jak w czasie meczu. Aktualnie sami naszych zawodników jakby ręcznie hamujemy.

2. Widzę duże korzyści szkoleniowe. Aktualnie zdobywasz mistrzostwo, zaczynają się urlopy. Piłkarze wracają i zostają dwa tygodnie do pierwszych spotkań o Ligę Mistrzów. Skończenie ekstraklasy w listopadzie (system wiosna-jesień) dałoby półroczny margines bezpieczeństwa, czas na budowanie zespołu z myślą o kwalifikacjach Champions League. Można byłoby dokładać kolejne klocki (transfery), sprawdzać jak funkcjonują, a nie przystępować do tych spotkań niemal w ciemno. Jest to o tyle ważne, że coraz wcześniej zaczynamy mecze pucharowe, czyli – mówiąc wprost – zaczynamy tę walkę coraz bardziej nieprzygotowani. Potem efekt jest taki, że Cracovia przegrywa na Białorusi i narzeka, że rywal był w trakcie sezonu. Podaję tu Cracovię jako świeży przykład, ale podobne historie mamy co roku.

Gdybyśmy grali systemem wiosna-jesień, europejskie puchary bralibyśmy z marszu, będąc w pełnej formie. To mogłaby być nasza przewaga nad niektórymi zespołami w kwalifikacjach, ale tę przewagę sami sobie odbieramy. Niestety, ale we wszystkich rankingach spadliśmy tak nisko, że powinniśmy przestawić nasz sposób myślenia. Bundesliga może startować pod koniec lipca czy w sierpniu, ale niemieckie zespoły zaczynają grę w pucharach dopiero we wrześniu (nie liczę Intertoto). Nie powinniśmy więc z góry ograniczać własnych szans. Teraz niestety tak jest.

Natomiast, gdy zastanawiam się nad plusami systemu jesień – wiosna, to... nic nie przychodzi mi do głowy. Chyba, że dla kogoś jest ważne, że piłkarze mają dłuższe urlopy.

39 komentarzy - dodaj komentarz

Każda porażka to nauka
Tagi: , , , ,
(29 października 2008 22:49)
Chcę uspokoić kibiców Arki – nic się w Gdyni nie zawaliło i nic się nie zawali. Pierwsze kolejki pokazały, że ten zespół jest w stanie z każdym wygrać, a te ostatnie – że jest też w stanie z każdym przegrać. Teraz moją rolą jest wyciągnąć odpowiednie wnioski z każdego z tych spotkań i sprawić, by lista drużyn, z którymi Arka potrafi wygrać systematycznie się wydłużała.

Rozumiem, że ktoś, komu bardzo zależy na losie drużyny, może być nerwowy, rozczarowany, zawiedziony. Ja jestem spokojny. Nie potrzebujemy niczego innego, tylko czasu. Posłużę się metaforą – możecie zatrudnić najdroższego murarza, ale jak dacie mu tydzień, to domu on wam nie postawi. I w miesiąc też tego nie zrobi. A jeśli w dodatku dacie mu półfabrykaty, gdy sam będzie musiał cement wymieszać, to potrwa to jeszcze dłużej... I możecie mi wierzyć, że właśnie mnie na losie zespołu zależy najbardziej. Kiedy przychodziłem do klubu, powiedziałem piłkarzom wprost: - Zawsze będzie istniał pomiędzy nami konflikt interesów. Bo wy czasami będziecie musieli się na treningu bardzo zmęczyć, a ja nie. Ja będę się zastanawiał, jak was zmęczyć jeszcze bardziej. Będę wymagać od was rzeczy, na które nie zawsze będziecie mieli ochotę. Potem wy będziecie myśleli o tym, by zagrać mecz, zarobić premię, a ja będę myślał o sobie. Czyli o tym, by Arka wygrywała. Tylko z tego będę rozliczany. Gdynia to jest miasto, w którym żyję i w którym będę zapewne żył do końca życia, dlatego nie chcę tego zepsuć. I zrobię wszystko, by tego nie zepsuć. Ale będę przy tym sprawiedliwy.

I jestem sprawiedliwy. Jeśli komuś podziękowałem – widocznie tak musiało być. Arka jest w trakcie przebudowy. Mam do dyspozycji fajnych chłopców, którzy bardzo chcą wygrywać, ale też nieuniknione jest pewne odświeżenie tego składu lub też lepsze wykorzystanie każdego zawodnika, zgodnie z jego aktualnymi predyspozycjami. Pamiętajmy, że Arka w poprzednim sezonie zajęła 4. miejsce w drugiej lidze, w składzie zbliżonym do dzisiejszego potrafiła przegrać u siebie z Kmitą Zabierzów czy zremisować z Turem Turek. To nie jest Barcelona, której nie ma prawa z nikim przegrać. To jest zespół, przed którym jeszcze bardzo dużo ciężkiej pracy.

Ostatnio mieliśmy kilka porażek. Trudno. Każda porażka to nauka. Dobre zespoły nie rodzą się po zwycięstwach, tylko po porażkach. Nawozem są porażki. To na nich wszystko potem wyrasta. I w dłuższej perspektywie porażka potrafi dać dużo więcej niż zwycięstwo.

Jesteśmy na samym początku długiej drogi. Taką „moją” Arkę zobaczycie najwcześniej wiosną. Każdy z was może zadać sobie trud i sprawdzić, jak prowadzone przeze mnie zespoły grały po przerwie zimowej – ile punktów zdobywał Lech Poznań, ile zdobyło Zagłębie. Po prostu ja potrzebuję czasu i piłkarze go potrzebują. I ten czas dla siebie mamy. Ujadanie niektórych ludzi, że w Arce jest nerwowo, że będą spadać głowy, to zwykłe bajki. Pracujemy. I robimy to zgodnie z planem. Będziemy się powoli rozwijali, ale wszystko będzie miało solidne fundamenty. Dziennikarze? Kiedyś Aime Jacquet powiedział: - Przez pierwsze lata robiłem to, czego oczekiwali ode mnie dziennikarze. Wszyscy klepali mnie po plecach, ale niczego nie wygrałem. Kiedy zacząłem robić wszystko po swojemu, spadła na mnie fala krytyki, ale zostałem mistrzem świata...

Wielu kibiców zastanawia się nad niektórymi decyzjami personalnymi. Dlaczego gra dwóch defensywnych pomocników, dlaczego to, dlaczego tamto. Odpowiedź może was nie usatysfakcjonuje, ale jest prosta – grają ci piłkarze, których mam do dyspozycji. Nikt tu innych nie wyczaruje. Przez lata w Arce nikt nie dbał o to, by w tym zespole grali wychowankowie, by wchodzili do niego młodzi zawodnicy. Kupowano na potęgę, nie zawsze z głową. Ja działam inaczej – dzisiaj w składzie jest Płotka, jest Budziński, będą kolejni. Mógłbym stawiać na Bastera, który ma 33 lata, ale to droga donikąd. Płotka ma 19 lat, zagrał na Legii, na Wiśle, zdobył doświadczenie, którego już nikt mu nie zabierze. Jeśli popełnia błędy, to właśnie jeszcze z powodu braku doświadczenia czy zmęczenia. Ale mając do wyboru dwóch piłkarzy – takiego, który popełni błąd, bo jeszcze nie umie i takiego, który popełni błąd, bo już nie umie, to zawsze wybiorę tego pierwszego. Czasami są to decyzje niepopularne. W Zagłębie w pewnym momencie stawiałem na Pawłowskiego, a nie Łobodzińskiego i dziś tego nie żałuję.

Jakie dziś Arka ma argumenty, żeby rozdawać rozdawać karty w lidze? Piękne miasto, dużo kibiców, głód sukcesu. Ale to za mało. Ja będę pracował tak, by tych argumentów przybywało. Spokojnie utrzymamy się w lidze, a przy tym będziemy coś tam do tego własnego arsenału dodawali.

PS. W Canal+ zaatakował mnie Kazimierz Węgrzyn za to, że odsunąłem kilku piłkarzy. To dobrze o nim świadczy, że dba o swoich kolegów, ale z perspektywy kilkuset kilometrów wcale nie widać wszystkiego najlepiej. I niekoniecznie znajomość tylko kilku kolegów, z którymi się kiedyś grało, wystarcza, by oceniać to, co się dzieje w Arce. Jeśli Kazek mówi do mnie, że „dobrze grał ten młodziutki, z siódemką” i robi wielkie oczy, że ten „młodziutki” ma 37 lat, to znaczy, że jest nieprzygotowany do zajęć.

124 komentarze - dodaj komentarz