
Czesław Michniewicz
Najzdolniejszy polski trener, zdobywca mistrzostwa Polski z Zagłębiem Lubin i Pucharu Polski z Lechem Poznań.
Trawa na Arsenalu
Tagi: czeslaw, michniewicz, blog, arsenal, murawa
(10 marca 2010 18:57)
Postanowiłem wam pokazać małą ciekawostkę - zdjęcie zrobione po meczu Arsenalu z Porto. W zasadzie już noc, a na płycie boiska... maszyny mające pomóc w regeneracji trawy.

To tylko dowód, jaka jest w tych największych klubach dbałość o szczegóły. Nie wystarczy kupić najlepszych piłkarzy - trzeba im jeszcze stworzyć odpowiednie warunki do wykonywania pracy. Arsenal, w zgodnej opinii, ma najlepszą murawę w Premiership. Mało tego - nie tak dawno osobę odpowiedzialną za trawę londyńczykom podkupił... Real Madryt.
28 komentarzy - dodaj komentarz
Nie tylko z kim, ale też kiedy...
Tagi: czeslaw, michniewicz, blog, pilka, nozna
(05 marca 2010 18:35)
Wszyscy cieszymy się, że reprezentacja Polski zagra w najbliższym czasie z wieloma silnymi rywalami. To oczywiście pozytywna zmiana, ale trzeba też się zastanowić nie tylko z kim grać, lecz również – kiedy. W poprzednim tygodniu mieliśmy sporo przykładów na to, że w środku sezonu, gdy najlepsi piłkarze rozgrywają mecze co trzy dni, sparingów po prostu nie traktują poważnie.
W Londynie we wtorek reprezentacja Brazylii grała z Irlandią, a w środę Anglia z Egiptem. Oczywiście można mówić, że piłkarze z tych zespołów walczyli o miejsce w kadrze na finały mistrzostw świata, ale to mydlenie oczu – ci, którzy mają jechać, już to wiedzą. Dlatego wolą nie ryzykować kontuzji, nie eksploatować organizmów. Wayne Rooney przeciwko Egiptowi był cieniem zawodnika z Manchesteru United i nie można się temu dziwić – jeśli już na starcie w meczu towarzyskim jest duża dysproporcja między drużynami, to ci słabsi gonią, a ci lepsi chronią nogi. On miał się spinać, coś udowadniać, kiedy za chwilę czekają go mecze o wszystko?
Anglicy w niedzielę mieli ligę, w środę grała kadra, potem znowu w weekend mecz, w następną środę – Liga Mistrzów. Gdzie w tym wszystkim jest czas, aby na sto procent zaangażować się w sparing? Oczywiście – nie powinno tak być, piłkarz powinien dawać z siebie wszystko za każdym razem, gdy gra w kadrze. Ale realia są takie, że mecz sparingowy kadry jest dla najlepszych piłkarzy zupełnie nieistotny. Nie widziałem meczu Polski z Bułgarią, ale słyszałem, że Dimitar Berbatow tak właśnie podszedł do spotkania z nami – przespacerował się przez 45 minut. W zasadzie – zaliczył mocniejszy rozruch.
Dlatego zwracam uwagę, że trzeba odpowiednio wybrać termin sparingu, żeby nie okazało się, że rywal chce go tylko odbębnić. Ciekawie na przykład zapowiada się nasz mecz z Hiszpanią, bo to będzie ostatni sparing rywali przed finałami mistrzostw świata – zapewne będą chcieli zagrać naprawdę na poważnie. Pytanie, jak to będzie wyglądało w przypadku kolejnych meczów towarzyskich. Lepiej, żeby nie zamieniły się w pikniki z okazji otwarcia stadionów, bo czasu do Euro z każdym dniem coraz mniej. Już kiedyś ograliśmy Włochów w meczu towarzyskim – oni stali i czekali na końcowy gwizdek, a my biegaliśmy. Z tym, że oni potem zdobyli mistrzostwo świata…
21 komentarzy - dodaj komentarz
Owacja dla Łukasza
Tagi: czeslaw, michniewicz, blog, fabianski
(21 lutego 2010 20:17)
W sobotę poszedłem na mecz Arsenalu z Sunderlandem z podwójną ciekawością – oczywiście chciałem zobaczyć mecz na najwyższym poziomie, ale też dowiedzieć się, jak publiczność przyjmie Łukasza Fabiańskiego. I muszę wam napisać jedno – Łukasz dostał najgłośniejszą owację, ze wszystkich piłkarzy. Kiedy spiker przedstawiał zawodników rezerwowych, po wyczytaniu nazwiska „Fabiański”, ludzie wstali z miejsc i bili brawo. Pokazali, że są z zawodnikiem na dobre i na złe.
Szkoda tylko, że Łukasz nie zagrał. Oczywiście, Arsene Wenger cały czas podkreśla, że dalej ufa Polakowi, ale niestety za słowami nie poszły czyny. Przypomina się mecz zawalony przed laty przez Jurka Dudka, przeciwko Manchesterowi United. Wówczas Gerard Houllier dał naszemu reprezentantowi zagrać raz jeszcze („You’ll never walk alone”), zanim posadził go na ławce rezerwowych. Fabiańskiemu, po występie przeciwko Sunderlandowi (Almunia miał ze trzy interwencje przez 90 minut) łatwiej byłoby czekać na ławce na kolejne szanse.
Pytanie więc – czy Wenger naprawdę wciąż ma wiarę w Łukasza, czy to tylko kokieteria? Podejrzewam, że ma. To szkoleniowiec, który potrafi być uparty. I jest na tyle doświadczony, że wie, iż czasami trzeba wykazać się anielską cierpliwością. Weźmy jeszcze raz przykład Dudka – ileż Jurek błędów popełnił w Liverpoolu, zanim został bohaterem w Stambule?
W ogóle wydaje mi się, że solidarność wewnątrz angielskich drużyn jest czymś naprawdę istotnym. Oglądam mecz Tottenhamu i widzę, jak cały zespół, bardzo, bardzo szczerze cieszy się z goli Pawluczenki, któremu wcześniej naprawdę nie szło. Z jednej strony mamy niesamowitą rywalizację o miejsce w składzie, a z drugiej wyjątkową więź, jaka łączy tych piłkarzy (nie mam na myśli więzi typu Terry – Bridge, oczywiście). Zastanawiam się, z czego to wynika. Chyba z tej ogromnej, nieporównywalnej z innymi krajami presji. Piłkarze Premiership są tak otoczeni z każdej strony, że wewnątrz grupy muszą się wspierać. Oni zresztą wiedzą, że dziś na celowniku jest jeden, jutro będzie drugi. Dziś Fabiański, jutro Almunia.
PS Często mówi się, że PZPN nie pomaga trenerom, więc tym bardziej muszę podziękować Jerzemu Engelowi, dzięki któremu w najbliższych tygodniach obejrzę w Anglii bardzo wiele spotkań najlepszych drużyn (normalnie bardzo trudno jest dostać bilety).
38 komentarzy - dodaj komentarz
Mentalność zwycięzcy
Tagi: czeslaw, michniewcz, blog, polska, dania, olsen
(25 stycznia 2010 15:16)
Chciałem wrócić jeszcze do ostatniego meczu z Duńczykami, bo wygrzebałem swoje notatki z 2002 roku. Pamiętam, że wówczas, po mistrzostwach świata w Korei i Japonii, w warszawskim hotelu Sheraton zorganizowano konferencję dla trenerów. Przyjechało kilka bardzo dużych nazwisk – Trapattoni, Voeller, Lemerre, Lagerbaeck. No i Morten Olsen. Wraz z Maćkiem Skorżą poprosiliśmy Pawła Janasa, by pomógł nam dostać się do środka i posłuchać wykładów. Sami o takim zaproszeniu nie mieliśmy prawa nawet myśleć – ja byłem tylko asystentem Mirosława Jabłońskiego w Amice, a Maciek trenerem rezerw.
Olsen zapadł mi w pamięci, ze wszystkich szkoleniowców mówił chyba najciekawiej. Szczególną uwagę zwracał na mentalność zwycięzców. Wypisałem sobie kilka cytatów: „Mentalność zwycięzcy buduje się w każdej grze, w każdym treningu”, „Mentalność wynika z wiedzy”, „Nie można wymagać od piłkarza nagle czegoś, czego nie wymagało się wcześniej”. Chodziło mu o to, że nakładanie presji na zawodników, że teraz – w tym konkretnym dniu – to już naprawdę muszą wygrać, jeśli wcześniej treningi, a nawet sparingi traktowało się na pół gwizdka, nie ma sensu. Mentalność buduje się latami, dzień w dzień, na każdych zajęciach.
Dwa lata później Paweł Janas był już selekcjonerem, Maciek Skorża jego asystentem, a ja prowadziłem Lecha. I wtedy do Poznania przyjechali właśnie Duńczycy, prowadzeni przez Olsena. Dzień przed meczem wraz z Maćkiem oglądaliśmy ich trening. – Jak tak dalej pójdzie, to nie będzie miał kto przeciwko nam zagrać – powiedziałem, widząc jak ostre są te zajęcia, do ilu starć dochodzi. Ale Duńczycy się otrzepali, a dzień później wygrali z nami 5:1. I przypomniał mi się wtedy wykład Olsena. Można bagatelizować takie porażki, ale faktem jest, że na Duńczykach połamali sobie kolejno zęby Boniek, Janas, Beenhakker, a teraz Smuda. Ostatni raz z tym przeciwnikiem wygraliśmy w 1977 roku, kiedy bramki strzelali Masztaler, Lato, Deyna i Szarmach. A przecież kraj to nieduży, 5,5 miliona mieszkańców.
Z czegoś ta różnica między polskimi i duńskimi piłkarzami musi wynikać. Na Zachodzie trener nie boi się sprowadzić Duńczyka, bo wie, że dostanie piłkarza gotowego do rywalizacji, przygotowanego mentalnie, twardego, zdyscyplinowanego taktycznie. Ci zawodnicy mają nie tylko wytrenowane organizmy, ale także wytrenowane mózgi. Może dlatego w 1992 roku udało im się zdobyć mistrzostwo Europy, mimo że na turniej piłkarze byli ściągani z wakacji w ostatniej chwili. Nie przyjechali na wycieczkę, nie przyjechali z nastawieniem zagrania kilku meczów. Przyjechali wygrać, co się tylko da.
U nas – trening to tylko trening, sparing to tylko sparing. A potem budzimy się raz na pół roku i krzyczymy: - Mecz o wszystko! Mecz o wszystko! Czy mecz z Duńczykami w Tajlandii nie był taki sam? Co usłyszeli po nim zawodnicy? Że to nie czas na wygrywanie i że nic się nie stało. Wrócą w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i z przekonaniem, że zrobili, co w ich mocy. A tak naprawdę, ile razy w roku polscy piłkarze mają okazję zmierzyć się z przedstawicielami innych krajów, innych lig? Tak naprawdę tylko w sparingach, więc to powinna być okazja, by zagrać na maksymalnych obrotach, niemal na śmierć i życie. Niemal, bo oczywiście nie kosztem zdrowia.
Podobnie było kiedyś w piłce ręcznej – mnóstwo meczów nieistotnych, więc je chętnie przegrywaliśmy. I potem te istotne też przegrywaliśmy. Przyszedł Bogdan Wenta i wmówił swoim zawodnikom, że nieistotnych meczów nie ma. Zobaczcie, jak oni walczą, jak oni mało spotkań przegrywają, nawet gdy nie ciąży na nich presja. Mam takie powiedzenie – sukces rodzi sukces, a porażka rodzi porażkę. Żeby wygrywać, najpierw musisz nauczyć się to robić, poznać smak zwycięstwa, a potem się od tego smaku uzależnić.
PS W gazecie „Futbol News” znalazłem wywiad z Rafałem Ulatowskim. Dziennikarz Paweł Hardej (pierwszy raz dziś dowiedziałem się o jego istnieniu) zadaje pytanie: „Michniewicz ma do pana pretensje, że w procesie o pieniądze pomiędzy nim a Zagłębiem Lubin zeznawał pan na jego niekorzyść. To prawda?” Otóż Rafał nie zeznawał, ani na moją korzyść, ani na moją niekorzyść. Nie zeznawał w ogóle, nigdy, w żadnym procesie. Następnym razem redaktor Hardej niech postara się ubarwiać nudne wywiady w sposób inny, niż kłamiąc.
40 komentarzy - dodaj komentarz
Koniec kontraktu, koniec piłkarza
Tagi: czeslaw, michniewicz, blog, gancarczyk, tarasiewicz, kontrakt
(12 stycznia 2010 20:14)
Trener Tarasiewicz zapowiedział, że Janusz Gancarczyk w Śląsku Wrocław nie zagra – ani w Ekstraklasie, ani nawet w Młodej Ekstraklasie. W zasadzie Rysiek wprowadził już taki zwyczaj, że kasowany jest każdy zawodnik, z którego w przyszłości nie będzie pożytku i wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego, nikt nie dyskutuje, nikt nie pyta. A ja podyskutuję.
To nie jest wina Gancarczyka, że Śląsk zaoferował mu zdecydowanie gorsze warunki niż Polonia. Nie jest też winą Gancarczyka, że umowa kończy się w czerwcu – można było próbować ją przedłużyć rok temu, pół roku temu, dać odpowiednią podwyżkę odpowiednio wcześnie. Tak zrobił swego czasu Lech Poznań z Rafałem Murawskim – przedłużono umowę, dzięki czemu potem udało się nie tylko wygrać kilka meczów, ale też wytransferować zawodnika za 3 miliony euro (chociaż ten sam Lech z Hernanen Rengifo obrał taktykę siłowania się, na której przegrał). Oczywiście, długie kontrakty to zawsze obustronne ryzyko. Tomasz Dawidowski podpisał z Wisłą umowę na pięć lat i klub nie wyszedł na tym dobrze. Ale z drugiej strony, gdyby Dawidowski nie odniósł tych wszystkich piekielnych kontuzji i grał wyśmienicie, to krakowski klub byłby panem sytuacji. Chcecie go kupić? To płaćcie, bo on ma jeszcze długi kontrakt! Miałby Gancarczyk umowę na wiele lat – nie przechodziłby właśnie do Polonii, za darmo.
Wymaga się więc od piłkarza, a nie wymaga od siebie. Ktoś może powiedzieć – no dobrze, ale Tarasiewicz ma rację, bo grać będzie ktoś, kto przyda się Śląskowi na lata. Jeśli tak, to po co w ogóle wymyślono wypożyczenia? Na przykład Piast wypożyczył teraz Adriana Paluchowskiego, na pół roku. Za chwilę go już w Gliwicach nie będzie, ale kilka bramek strzeli. Można byłoby wstawiać kogoś związanego z klubem na lata, ale przecież w piłce liczy się wynik. Chodzi o to, by na koniec sezonu być najwyżej w tabeli, co daje chwałę (gdy jesteś pierwszy), satysfakcję (gdy zajmujesz niezłą lokatę) i wymierne korzyści finansowe – każde „oczko” wyżej to konkretne pieniądze z Canal+.
Gancarczyk miał kontakt ze Śląskiem na jakiś określony czas – np. na trzy lata. A jeśli na trzy, to nie na dwa i pół. Nie było tam adnotacji: pograsz dwa i pół roku, a potem zostaniesz skasowany, jeśli nie będziesz chciał podpisać jeszcze kolejnego kontraktu. Obie strony zawarły umowę, którą w skrócie można określić – ty grasz, my płacimy. Nagłe wrzucanie chłopaka /oby do tego nie doszło/ w półroczny niebyt jest po prostu nie fair. Można powiedzieć, że Śląsk mu pomógł zaistnieć w polskiej piłce, ale i on pomógł na nowo zaistnieć Śląskowi.
Dobry piłkarz sobie poradzi, będzie szum, medialna walka, presja. Ale o Gancarczyka nikt się dziś nie upomina, nie krzyczy, że to nie wypada. Gdzieś czytam, jak to źle traktowany był Goran Pandev w Lazio Rzym, ale nikt nie widzi, że to samo dzieje się tu, za rogiem. Znam powiedzenie: po co karmić cudze konie? I odpowiadam: bo tak wypada.
Rysiek, którego prywatnie bardzo lubię, chce być twardy, pokazać, że będzie konsekwentny. Ale kto na tym zyska? Ani piłkarz, ani klub. Gdyby na pozycji Gancarczyka był piłkarz o umiejętnościach choćby zbliżonych, to już byśmy go zobaczyli jesienią. A skoro nie ma, to znaczy, że Śląsk świadomie osłabia się przed rundą wiosenną. Nie mój biznes? Jasne. Tylko żal mi zawodnika. Ballacka w podobnej sytuacji nikt nie odsuwał od Bayernu, nie wyobrażam sobie, żeby Legia na wiosnę miała odstawić Muchę (gdyby został i nie podpisał nowej umowy).
Zaczął to w Polsce chyba Zbigniew Drzymała, który odstawił od drużyny Grzegorza Rasiaka. Pamiętam, że wtedy Groclin wyszedł na mecz w koszulkach z napisem „Rossi, jesteśmy z tobą”. Pół żartem dodam, że cieszyła się żona Grześka Szamotulskiego, mająca na imię właśnie Rossi, bo chwilę wcześniej Amica zaprezentowała się w koszulkach „Szamo, jesteśmy z tobą”. I śmiała się, że teraz liga opowiedziała się za całą rodziną.
Wspomniałem o Adrianie Paluchowskim – umowa między Legią i Piastem dotycząca tego zawodnika jest bardzo ciekawa /na takich zasadach wypożycza się zawodników w lidze hiszpańskiej/. Piast dostał go ponoć za darmo, ale musi zapłacić 20 tysięcy złotych za każdy mecz, w którym Adrian nie zagra przynajmniej 45 minut. Niby jest to jakiś haczyk na trenera i wymuszanie na nim wystawiania zawodnika, ale z drugiej strony trener sam go przecież chciał. Legia nie chce zarobić na tym chłopaku pieniędzy, tylko chce, żeby się ograł w ekstraklasie.
40 komentarzy - dodaj komentarz
- 05 grudnia 2009 / Sprawa Smolarka (30)
- 21 października 2009 / Plan dla selekcjonera (73)
- 17 września 2009 / Plucie na Majewskiego (122)
- 15 września 2009 / Olo Moskalewicz... (31)
- 06 września 2009 / Palec Cezara (61)
- 11 marca 2009 / Inter vs. Chelsea (72)
- 04 lutego 2009 / Złożyłem wyjaśnienia (66)
- 31 grudnia 2008 / Odszedł na zawsze mój wielki przyjaciel (37)
- 24 grudnia 2008 / Życzenia (30)
- 13 grudnia 2008 / Podsumowanie jesieni (19)
- 26 listopada 2008 / Plusy systemu wiosna-jesień (39)
- 29 października 2008 / Każda porażka to nauka (125)
- 21 października 2008 / Zagłębie - rok później (97)
- 14 października 2008 / Wiem, na kogo mogę liczyć (54)
- 05 października 2008 / Po porażce z Lechią... (62)
- 28 września 2008 / Tuzy tej ligi już za nami (72)
- 21 września 2008 / Udowodnię, że można lepiej! (74)
- 12 września 2008 / Zamiast orkiestry będzie Real? (31)
- 11 września 2008 / Warszawa da się lubić (31)
- 31 sierpnia 2008 / Kilka sympatycznych spotkań (55)
- 23 sierpnia 2008 / Żółta łódź podwodna (30)
- 16 sierpnia 2008 / Wyprawa przez całą Polskę (21)
- 11 sierpnia 2008 / Stęskniłem się za ligą... (15)
- 31 lipca 2008 / Bez smokingu nie wpuszczamy (21)
- 24 lipca 2008 / I co dalej? (23)
- 19 lipca 2008 / Superpuchar (7)
- 12 lipca 2008 / Pierwsze dni w Arce (29)
- 08 lipca 2008 / Arka Gdynia (14)
- 01 lipca 2008 / Futbol totalny (5)
- 26 czerwca 2008 / Opera mydlana (21)
- 18 czerwca 2008 / Gorzka prawda (24)
- 14 czerwca 2008 / Chociaż oderwać stopy! (18)
- 09 czerwca 2008 / Moja analiza (9)
- 01 czerwca 2008 / Sukces rodzi sukces, a bryndza... bryndzę (11)
- 31 maja 2008 / Grant czy Deschamps? (18)


Najzdolniejszy polski trener, zdobywca mistrzostwa Polski z Zagłębiem Lubin i Pucharu Polski z Lechem Poznań.
17-krotny reprezentant Polski, napastnik Ruchu Chorzów, wcześniej występujący w lidze holenderskiej
Srebrny medalista olimpijski, 39-krotny reprezentant Polski, największy skandalista w polskim futbolu. Wali prawdę między oczy.
Bramkarz, 13-krotny reprezentant Polski, znany z ciętego języka i twardego charakteru
Były reprezentant Polski, mistrz Austrii i uczestnik Ligi Mistrzów. Obecnie zawodnik ŁKS Łódź. Twardziel.
Zamieszczamy wpisy naszych czytelników. Umiesz dobrze pisać? Dołącz do nich!
Ukrywa się za nickiem, ale nie ukrywa poglądów. Ważne co pisze, a nie kim jest.
Były zawodnik Flamengo, Bastii i Legii, wieczna dusza towarzystwa. Dziś prężny menedżer.
Najlepszy bramkarz w historii polskiej piłki, dziś bezkompromisowy felietonista
Menedżer uważany za najskuteczniejszego na polskim rynku. Poznaj inny punkt widzenia.
Twardziel z Tychów, obecnie podpora Lechii Gdańsk. Charakterny, ambitny i szczery.